127 obserwujących
512 notek
978k odsłon
  1018   3

Tonący PSL Bronka się chwyta.

image

 Media podają, że Bronisław Komorowski za przyczyną PSL chce wrócić do polskiej polityki w celu "wypełnienia treścią centrum sceny politycznej”. Można by powiedzieć, że PSL, wysuwając Komorowskiego na czoło w walce o poselskie stołki robi dobry interes; kandydat na lidera był przecież w niedawnej przeszłości prezydentem RP, marszałkiem sejmu, ministrem obrony, posłem przez kilka kadencji, ale... nie tylko tym był.

Bronek honoru

 Wspominam 2001 r. - Komorowski był szefem resortu obrony, a ja (od 1997 r.) zajmowałem w MON stanowisko sekretarza stanu pierwszego zastępcy ministra - obaj stanowiliśmy kierownictwo MON. Z jego książki wywiadu („Prawa strona życia”, Warszawa 2005 r.) dowiedziałem się, że kiedy w 2000 r. obejmował stanowisko ministra to bardzo chciał mnie z MON usunąć. Wówczas premier Buzek mu wyjaśniał, że to niemożliwe bowiem za mną „murem stoi przemysł obronny”. Dlatego bardzo Komorowskiemu było na rękę, gdy w lipcu 2001 r. dwójka „śledczych” dziennikarzy w gazecie „Rzeczpospolita” opisała mnie jako winnego niebywałej afery korupcyjnej. Komorowski natychmiast wystąpił do premiera o odwołanie mnie z MON. Wkrótce też redakcyjny dostojnik w komentarzu „Dymisja pod presją” („Rzeczpospolita”, 11.07.2001.) chwalił się: „Wczoraj premier zdecydował o jego odwołaniu. Jest to powód do satysfakcji.” I dodawał z troską, że gdyby nie demaskatorskie teksty dziennikarzy, to pewnie „jego”, czyli mnie, nikt by z MON nie odwołał.

 Straciłem stanowisko, moje plany modernizacji armii, realizowane dotąd skutecznie, przerwano, ja miałem trafić na wiele lat do więzienia, a wraz ze mną mój współpracownik, nazwany w mediach „kasjerem z MON”. Po kilkunastu latach postępowań prokuratorskich i sądowych zapadły wyroki uniewinniające nas obu. Cała afera okazała się jednym wielkim łgarstwem.

image Komorowski jako minister odegrał w tej aferze rolę kluczową. To on nakazał agenturze, aby mnie inwigilować. W wywiadzie dla „Życia Warszawy” w 2004 r., chwalił się, że nakazał WSI „objęcie działaniami wiceministra Romualda Sz.” Tłumaczył, że zlecił „osłonę kontrwywiadowczą”. Kłamał, ta „osłona” tak odróżniała się od przepisowych ochronnych działań kontrwywiadowczych, jak krzesło elektryczne odróżnia się od zwykłego krzesła. W wywiadzie dla „Super Expressu” opowiadał też, jak to w poszukiwaniu „twardych dowodów” przygotowano prowokację (zakup kontrolowany), ale dowodów nie uzyskano. Rzeczywiście w tamtym czasie zgłaszał się do mnie przedsiębiorca, który chciał wesprzeć – jak mówił – wskazany przeze mnie cel charytatywny, ale kiedy odmówiłem przyjęcia od niego pieniędzy sugerując, aby sam wpłacił je na konto fundacji, zrezygnował. Później dowiedziałem się, że niedoszły darczyńca był dobrym znajomym Komorowskiego.

image Pamiętam konferencję prasową Komorowskiego, na której bronił swojej decyzji w sprawie usunięcia mnie z MON. Mówił, że wprawdzie WSI nie znalazło dowodów moich przestępstw, ale wdrożono śledztwo i dowody znajdą się. Wtedy go zapytano, co się stanie, jeśli okaże się, że jestem niewinny. Komorowski odparł, że to będzie koniec jego kariery politycznej. Podkreślił, że jeśli oskarżył niewinnego, to jako „człowiek honoru” inaczej nie będzie mógł postąpić. Po tej konferencji „Gazeta Wyborcza” (19.07.2001.) zamieściła komentarz pt. „Chora obrona”:

Ostatnie wydarzenia w Ministerstwie Obrony świadczą, że sytuacja w tym resorcie jest chora. Oto przebieg choroby: najpierw minister nie jest w stanie odwołać wiceministra; rozpoczyna więc jego inwigilację: „Rzeczpospolita” oskarża wiceministra i jego asystenta o korupcję; w spektakularnej akcji z użyciem śmigłowca na płynącym do Szwecji promie UOP aresztuje asystenta wiceministra; wreszcie sam wiceminister zostaje odwołany. A na koniec tego cyrku okazuje się nie ma żadnych dowodów, które świadczyłyby o przestępstwach popełnionych w pionie Szeremietiewa. Po co więc była cała zabawa? Tylko po to, żeby minister pozbył się wiceministra? Bronisław Komorowski twierdzi, że decyzję podjął świadomie i gotów jest ponieść konsekwencje. Normalnie w takiej sytuacji jedyna możliwa konsekwencja to dymisja.”

 W 2010 r., gdy Komorowski kandydował na urząd prezydenta - red. Monika Olejnik w programie „Kropka nad i” zapytała go (8.02.2010.), czy jednym z „haków”, na którym można powiesić jego jako kandydata na prezydenta nie będzie tzw. sprawa Szeremietiewa. Bronek dziarsko odparł, że to kłopot SLD, bo chociaż Szeremietiewa uniewinniono to zarzuty stawiała prokuratura, gdy rządził Leszek Miller, a on nie miał z tym nic wspólnego. Jednocześnie chwalił się, że złapał mojego współpracownika, który „uciekał” promem do Szwecji – widocznie nie przewidywał, że on też zostanie uniewinniony.

Doktor i hrabia

 W księdze „Dziesięciolecie Polski Niepodległej 1989-1999” jest biogram Komorowskiego. Brzmi tak:

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale