91 obserwujących
355 notek
612k odsłon
1412 odsłon

W łapach „Ludowej” – ZSP (Cz. III)

Wykop Skomentuj22

Zapewne jako jedyny w Polsce nasz akademik miał w zatwierdzonym przez dziekana regulaminie zapis o prawie mieszkańców do krytyki działań Rady za pośrednictwem radiowęzła, a więc środka „masowego przekazu”. Z prawa tego mieszkańcy korzystali i nie było wcale wyjątkiem, gdy radiowęzeł nadawał audycję krytykującą Radę i jej przewodniczącego. Po pewnym czasie odbyły się normalne wybory do nowej Rady. Mieszkańcy akademika docenili to co zostało zrobione, a ja zostałem ponownie przewodniczącym Rady, już w oparciu o demokratyczny mandat. W naszym akademiku była opracowana przez nas „konstytucja” – regulamin gwarantujący na pierwszym miejscu prawa mieszkańców i zapewniający „opozycji” wpływ na sprawy akademika. Była „władza ustawodawcza” - zebranie mieszkańców i „wykonawcza”, czyli Rada oraz „władza sądownicza”, naprawdę niezależny sąd koleżeński. Stworzyliśmy w ten sposób własną małą szkołę demokracji.

image1970 r. Student prawa w kurtce wojskowej i czapce maciejówce znanej z Legionów Piłsudskiego..

Wyjątkowy status ZSP i moja kariera w tej organizacji skończyły się w 1972 r. Nie tylko dlatego, że w tym roku zdałem egzamin końcowy i z dyplomem magistra prawa opuściłem wydział. W tym czasie władze PZPR doszły do wniosku, że Zrzeszenie jest za mało upolitycznione i postanowiono przekształcić je w imageorganizację „socjalistyczną”; zaczęto tworzyć Socjalistyczny Związek Studentów Polskich czyli, jak mówili studenci, „ZSYP”. Byłem przeciwnikiem tego zamiaru i głośno to wyrażałem. I oto w takim czasie do komitetu partii na Uniwersytecie doniesiono, że jestem antykomunistą – z litości nie wymienię nazwisk donoszących na mnie studenckich „czekistów”. Głównym zarzutem było to, że będąc wiceprezesem, a później prezesem koła naukowego nie byłem marksistą. Co więcej ujawniono, że wraz z gronem kolegów zajmowaliśmy się Piłsudskim i myślą społeczną oraz polityczną Polski niepodległej. A do tego nosiliśmy przypięte do ubrań miniaturowe orzełki z koroną. Żeby tę koronę zobaczyć trzeba było użyć lupy, a mimo to czyjeś czujne oko ją dostrzegło.

imageDyplom ukończenia studiów. Na zdjęciu widoczny w klapie marynarki orzełek w koronie. Uniwersytet niestety miał za patrona Bieruta.

Przypomniano, że organizowałem nieprawomyslne dyskusję m.in. na temat wydarzeń grudniowych zapraszając ludzi z imagewrocławskich zakładów pracy.

Po zakończeniu studiów zacząłem pracę nad doktorantem i miałem zostać asystentem w katedrze doktryn polityczno-prawnych kierowanej przez promotora mojej pracy magisterskiej prof. Karola Joncę, który zaproponował mi współpracę. Podjąłem pod kierunkiem Profesora badania nad myślą polityczną Romana Dmowskiego (w pracy magisterskiej zajmowałem się polityką Józefa Piłsudskiego). Jednocześnie Profesor podjął starania uzyskania dla mnie etatu asystenta w jego katedrze. Moi prześladowcy wiedzieli o tym i wnioskowali  usunięcie mnie z seminarium doktoranckiego i zablokowanie etatu. (Kiedy wsadzono mnie do więzienia w Barczewie Profesor Jonca za pośrednictwem mojej żony proponował, abym wznowił pracę nad doktoratem, zapewniał, że będzie przyjeżdżał do więzienia na spotkania seminaryjne. Władze więzienia odmówiły. ) 

Donos spowodował rozmowę z ówczesnym rektorem UWr. prof. Marianem Orzechowskim. Rektor nazwał stawiane mi zarzuty bzdurnymi i powiedział, że powinienem pracować na uczelni. Jednak aby „zamknąć twarz” moim prześladowcom miałem zrobić niewiele – jak podkreślił – zapisać się do PZPR. Odparłem, że nie jestem marksistą, wierzę w Boga, więc nie mogę wstąpić do partii programowo ateistycznej. Rektor przekonywał mnie, że mogę sobie prywatnie wierzyć, byle z tym nie obnosić się publicznie. Nie zgodziłem się i oczywiście straciłem możliwość pracy na Wydziale Prawa, usinięto też mnie z seminarium doktoranckiego. 

W tym samym czasie proponowano mi też inny sposób pozostania na uczelni. Jeden z moich kolegów z wydziału powiedział, że jego znajomy może mi pomóc. Okazało się, że ten „znajomy” jest funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Zaproponował zatrudnienie w „resorcie”, a oficjalne na Uniwersytecie (dwie pensje!), z zadaniem donoszenia do SB na kolegów – „odegra się pan na tych, co na pana donieśli” – kusił mnie rozmówca. Przy czym tym razem nie wymagano ode mnie wstąpienia do partii - "to nawet lepiej, że będzie pan bezpartyjny" - usłyszałem. Miałem też dostać mieszkanie we Wrocławiu. Stanowczo i w bardzo ostrej formie odmówiłem. Odtąd też zerwałem znajomość z moim kolegą, który okazał się esbekiem.

O jednej ważnej sprawie warto jeszcze wspomnieć. Dzięki Zrzeszeniu mogłem w 1972 r. wyjechać na Zachód. Nie ulega wątpliwości, że w tamtych czasach, gdyby nie legitymacja ZSP i stosowne zaproszenie na międzynarodowy obóz, nie mógłbym trafić do Londynu. Ogromnie emocjonująca była sama podróż pociągiem, w tym zwłaszcza przekraczanie granicy światów wschodniego i zachodniego w Berlinie. Po stronie wschodniej szczegółowe kontrole, liczne NRD-owskie straże z psami i bronią maszynową, wysokie płoty i zasieki z drutu kolczastego. Później z okna pociągu chłonąłem Zachód i widoczną swobodę; brak kontroli na granicach. Praktycznie zainteresowano się mną dopiero w Anglii, gdy schodziłem z promu, który przewiózł pasażerów pociągu przez kanał La Manche.

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo