0 obserwujących
56 notek
56k odsłon
  616   0

Tablica okiem eksperta: cham Sikorski pokpił sprawę

Ustalmy podstawowe fakty: rok temu trójka osób – pan Andrzej Melak oraz panie Zuzanna Kurtyka i Magdalena Merta – zamówiła tablicę poświęconą katastrofie smoleńskiej. Na tablicy znalazła się informacja, że mord katyński był ludobójstwem. Tablica została ustawiona na miejscu katastrofy bez konsultacji z rządem Rosji i rządem Polski. Nie jest wielką tajemnicą, że ten pierwszy nie akceptuje kwalifikacji prawnej, wedle której w Katyniu doszło do ludobójstwa.

W związku z tym nie trzeba było proroka, żeby przewidzieć, że – prędzej czy później – treść tablicy zostanie przez Rosjan oprotestowana. Jeśli wierzyć polskim źródłom oficjalnym, Rosjanie wstrzymywali się z protestem przez cały rok, po czym – w nocy przed wizytą prezydentów – podmienili tablice. Postąpili przy tym podobnie, jak wymieniona powyżej trójka: nie skonsultowali treści tablicy z żadną ze stron, która powinna być w tej sprawie konsultowana.

Komentując te zdarzenia, minister Sikorski powiedział, że umieszczenie pod Smoleńskiem pierwszej tablicy – „z kontrowersyjnym zdaniem o zbrodni ludobójstwa w Katyniu” – było „prowokacją PiS, która miała postawić państwo polskie w trudnej sytuacji. To zaś oburzyło blogera chinaski, który nazwał Sikorskiego „chamem” oraz „najgorszym szefem MSZ po 1989 r.” Na końcu zaś ocenił, że zachowanie ministra zasługuje na miano „zaprzaństwa”...

Wywód blogera chinaski jest wiernym odbiciem PiS-owskiej propagandy; do tego stopnia wiernym, że – nawet przy doborze słownictwa – bloger nie pozwala sobie na oryginalność i potrząsa „zaprzaństwem” tylko dlatego, że wcześniej to samo robił poseł Macierewicz. Tymczasem cała ta propaganda nie ma wiele wspólnego z rzetelnym namysłem nad sytuacją Polski i dlatego zasługuje na krytyczną odpowiedź.

Nie ulega wątpliwości, że tablica – zważywszy na jej treść i tryb ustawienia – rzeczywiście postawiła polskie państwo w trudnej sytuacji. Wiąże się to z faktem, że nie było żadnego sposobu, by tę tablicę, w tym miejscu, utrzymać. Nikt takiego sposobu nie wskazał. Wiemy, dlaczego nie zrobił tego rząd: z powodu „zdrady, chamstwa i zaprzaństwa”. A dlaczego nie zrobili tego inni – ze szczególnym uwzględnieniem fundatorów tablicy, PiS-owskiej opozycji i blogera chinaski? Kto Wam – Panie i Panowie – przeszkadzał w tym, by powiedzieć Polakom, co robić, żeby stara tablica została na miejscu, bądź też żeby na to miejsce powróciła?

Nikt Wam nie bronił, ale i tak nie mieliście żadnego pomysłu za wyjątkiem oskarżania o najgorsze rzeczy – polskiego rządu. Bo finał tej sprawy nie zależał wyłącznie od Polski tylko od stosunku sił między Polską i Rosją. Stosunku, który – jak na razie – jest dla nas niekorzystny. Dlatego, pisząc w pewnym uproszczeniu, na swoim terytorium Rosjanie mogą robić, co im się podoba, w tym także rzeczy, które są niemiłe dla Polski i Polaków. My zaś rzadko kiedy mamy adekwatną odpowiedź. Nie możemy zatem bujać w obłokach i bajać, że jak tylko „walniemy pięścią w stół”, to Putin i Miedwiediew zaraz przyznają, że zbrodnia w Katyniu była ludobójstwem. Tak samo nie warto żywić nadziei, że rosyjski prezydent weźmie udział w uroczystościach przed tablicą, która niesie takie właśnie przesłanie.

Przeciwnie. Każdy przytomny obserwator, zwłaszcza ten, który ma złe zdanie o rosyjskich obyczajach politycznych, powinien był się liczyć z tym, co nastąpiło. Można było przewidzieć, że – prędzej czy później – władze kremlowskie zarządzą zdjęcie tablicy ufundowanej przez pana Melaka i panie Kurtykę oraz Mertę. Można też było przewidzieć, że zrobią to przed przyjazdem Miedwiediewa. Gdyby pod Smoleńskiem nie zaplanowano spotkania prezydentów, wyrok zostałby – być może – na jakiś czas odroczony i to wszystko. Innymi słowy, jeśli popatrzeć na sprawę bez emocji, ustawienie tablicy z inskrypcją o ludobójstwie było zaproszeniem do upokorzenia – upokorzenia samych fundatorów i rodzin ofiar, a także Polski, polskiego rządu i prezydenta. Niezależnie od intencji osób, które to uczyniły.

Blogerowi chinaski przyznałbym częściową rację tylko w jednym: uważam, że min. Sikorski zachowuje się niepoważnie, kiedy dolewa oliwy do ognia i mówi o „PiS-owskiej prowokacji”. Byłoby to zrozumiałe, gdyby pełnił rolę szefa partyjnej propagandy, ale sam zrobił wiele, żeby było inaczej. W efekcie dochrapał się funkcji, która – o czym zdaje się zapominać – wymaga dyplomacji. Także w stosunkach wewnętrznych.

Nie zmienia to faktu, że jego ocena sytuacji nie jest daleka od prawdy. Nie mam wątpliwości, że konflikty, jak ten o tablicę, przyjmowane są z utajoną, a czasem jawną satysfakcją przez wiele osób z kręgów zbliżonych do PiS. U źródeł tej satysfakcji jest przeświadczenie, że symboliczne upokorzenie Polski doprowadzi do podkopania reputacji rządu – bo rząd mówi o potrzebie „pojednania z Rosją” – i skłoni Polaków do przychylniejszego spojrzenia na PiS. 

Czy rząd PiS doprowadzi do przywrócenia tablicy, którą Rosjanie zdemontowali? Bardzo w to wątpię. Nie przywróci tablicy, nie wymusi żadnych ustępstw w sprawie śledztwa smoleńskiego, ani też w sprawie kwalifikacji zbrodni katyńskiej. Nie uzyska niczego nadzwyczajnego w żadnej innej kwestii. Co zatem zrobi rząd PiS? – Da swoim zwolennikom przyjemność słuchania antyrosyjskich wypowiedzi, pochodzących z ust premiera i ministrów. To jedyna hipotetyczna korzyść z rządów PiS na odcinku relacji polsko-rosyjskich. 

Sęk w tym, że posługiwanie się antyrosyjską frazeologią to nie żadna sztuka. Minister Sikorski zna ją do perfekcji i mógłby – w tym zakresie – udzielić lekcji wielu PiS-owcom. Dowodzą tego choćby przecieki, ujawnione przez Wikileaks, dotyczące nieoficjalnych wypowiedzi Sikorskiego o wojnie rosyjsko-gruzińskiej. Fakt, że chowa tę frazeologię do kieszeni nie wynika z „zaprzaństwa”, „chamstwa”, czy nawet głupoty. To kalkulacja polityczna. Czy ta kalkulacja jest trafna? Trudno tu o pewność. Wydaje się jednak sensowniejsza niż klepanie banałów i oskarżanie rządu o zdradę.

 

Piotr Kaim

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale