9 obserwujących
160 notek
168k odsłon
  1354   0

Niezależne od partii rządzącej media to kluczowy element demokracji

W Turcji niemal całkowitą kontrolę nad rynkiem medialnym sprawuje rządząca tym krajem od niemal 20 lat partia AKP, z Recepem Erdoğanem na czele. Nie jest to nic nowego i pisałem o tym tutaj wiele razy. Dziś właściwie wszystkie znaczące grupy medialne należą do biznesmenów blisko związanych z obecnym prezydentem, którzy swoje majątki zbudowali na zamówieniach rządowych i są od nich dość mocno uzależnienie. Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że działania rządu opisują w samych superlatywach, a na ręce patrzą głównie opozycji.

Właściwe pytanie, jakie powinniśmy zadać, czy w dobie Internetu w ogóle powinniśmy się przejmować tym, co mają do powiedzenia stacje TV, czy papierowe gazety, skoro każda niewygodna dla rządu informacja i tak będzie rozprzestrzeniać się wirusowo w mediach społecznościowych. Prawda jest taka, że ma to znaczenie ogromne, bo zanim taka informacja zacznie się rozprzestrzeniać, musi najpierw powstać.

Tak zwane dziennikarstwo obywatelskie dobrze sprawdza się w rozpowszechnianiu nagrań z protestów, ale żeby opisać np. aferę korupcyjną u szcyztu władzy potrzeba czegoś więcej. Dziennikarstwo to dość żmudny proces, który wymaga dużej ilości determinacji, siły przebicia i czasu. Czas, jak wiadomo, to pieniądz. Gdy ktoś przez kilka miesięcy śledzi wątki afery i próbuje dojść do informatorów, to musi przez ten czas gdzieś mieszkać, coś jeść i utrzymać rodzinę, krótko mówiąc, potrzebuje źródła utrzymania. Tym źródłem jest redakcja.

W sytuacji, w której właściciele redakcji są uzależnieni od rządowych zamówień, nie zależy im na tropieniu afer na szczytach władzy. Wręcz przeciwnie, zależy im na tym, aby ta władza mogła wieść jak najbardziej spokojny żywot, bo im wówczas będzie wygodnie. Dlatego dziennikarze śledczy zajmujący się faktycznym patrzeniem rządzącym na ręce, nie znajdą w tych redakcjach miejsca. Informacja nie powstanie i nie ma jak się rozprzestrzeniać.

I faktycznie, w Turcji bodaj ostatnia duża afera, którą rozpętały media, to było ujawnienie przemytu tureckiej broni przez wywiad tego kraju do Syrii w 2015 r. Dziś to wydaje się zupełnie, bo Turcja wspiera dżihadystów dość otwarcie, ale wtedy artykuł Cana Dündara spowodował niemałą burzę. Nie przypominam sobie, by od tamtej pory jakakolwiek afera związana z władzą została ujawniona. Nie to, że korupcji i nadużyć w Turcji nie ma. Po prostu nie ma nikogo, kto by je opisał. Wszyscy, którzy by mogli albo uciekli z kraju, albo siedzą, a w najlepszym wypadku musieli poszukać nowego źródła utrzymania.

Demokracja potrzebuje kogoś, kto by władzę kontrolował u ujawniał skandale z jej udziałem. W tej roli nadzwyczaj dobrze sprawdzają się profesjonalne, niezależne od partii rządzącej krajem redakcje. Właśnie dlatego tak niepokojące jest, kiedy partia rządząca przejmuję kontrole nad redakcjami.

Lubię to! Skomentuj172 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura