W jednym z poprzednich postow (oj dawno to bylo) kwestionowalem zasade darmowego nauczania studentow na panstwowych uczelniach wyzszych. Przypomne, ze uznaje za konieczna reforme finansowania uniwersytetow, politechnik, akademi, ... tak by pieniadze idace do nich ze skarbu panstwa przeznaczone byly na badania naukowe. Zasada, moim zdaniem, jest prosta. W ciagu 10-15 lat powinno sie wprowadzic w zycie dobry system stypendialny, powinno sie zmienic budzetowanie uczelni tak by pieniadze panstwowe byly pzeznaczone przede wszystkim na utrzymanie badan. Z czesnego i systemu stypendialnego (zarowno panstwowego jak i prywatnego) pokryte powinny byc koszty nauczania. Jest to prawdopodobnie troche naiwne, choc usprawiedliwione moim mlodym wiekiem, spojrzenie na calosc sprawy.
Postaram sie jednak je uzasadnic. Nadzieja polskiej nauki sa mlodzi naukowcy. Aby swoja kariere mogli rozpoczac musza oni przejsc stadium "doktoranta". Jest to okres w zyciu naukowca na podobienstwo przepotwarzania sie ze studenta w naukowca. To w trakcie studiow doktoranckich ksztaltuje sie w pelni umysl naukowca. I w jakich warunkach ma sie on ksztaltowac? Otorz w jednym z instytutow Uniwersytetu Warszawskiego warunki sa takie:
Co roku na studia doktoranckie przyjmowanycjh jest okolo 20 doktorantow. Mniej wiecej 50 ze wszystkich doktorantow otrzymuje stypendium - !!!!!!!!!1000 zl!!!!!!!! Czy za taka kwote mozna oplacic chocby mieszkane i spanie? Wszyscy dobrze wiemy, ze nie. Stypendium blokuje jednak mozliwosc zatrudnienia sie doktoranta na pelny etat. Oczywiscie kazda rozsadna osoba obchodzi ten zakaz zatrudniajac sie na kwalek etatu albo na kilka kawalkow etatu w roznych miejscach. Tak wiec zamiast mlodych naukowcow w 100% mamy mlodych naukowcow, ktorzy musza dorabiac wszedzie gdzie to mozliwe by przezyc.
Oczywiscie mozna powiedziec, ze w Polsce to dopiero mamy prawdziwych naukowcow - nic nie jest przeszkoda w zdobywaniu wiedzy ani pusty zoladek (1000 na miesiac to naprawde malo), ani pekajaca glowa (bo jaka ma byc glowa czlowieka pracujacego na utrzymanie i zdbywajacego wiedze).
Inny przyklad tym razem z Krakowa (podpowiedziany przez dobra dusze): wszyscy pracownicy w sumie dobnrze sie maja. Podstawowa pensje wynosza okolo 1500 (ten pulap jak zrozumialem mozna osiagnac dopiero po uzyskaniu stopnia doktora, doktoranci zarabiaja mniej) ale kazdy jest zatdrudniony przy przynajmniej jednym projekcie finansowanym przez UE. Tak wiec zyc sie da. ALE praktycznie nikt z Instytutu nie ma co wpisac w dorobek naukowy. Dlaczego - bo dorobkiem naukowym nie sa prace na rzecz UE. I tu sie kolo zamuka. Aby przezyc trzeba pracowac dla UE, zeby zdobywac prestiz naukowy trzeba powiekszac swoj dorobek naukowy, w ktory nie wlicza sie praca dla UE. Ja osobiscie nie dziwie sie, ze wiekszosc z nich woli rozsadnie zarabiac. Problem w tym, ze Instytut panstwowy staje sie praktycznie zwykla firma konsultingowa - wykonujaca prace zlecone - i traci coraz wiecej ze swojej naukowosci.
Przyklady mozna mnozyc - jesli macie jakies to zapraszam do dzielenia sie. Jedno, dla mnie, jest pewne - polska nauka (nauka a nie nauczanie) wymaga powaznego finansowania ze strony panstwa polskiego. Budzet jest zbyt maly by mogl to udzwignac. Jakims rozwiazaniem jest odciazenie go i zdjecie z "jego barkow" finansowanie naucznia na uczelniach wyzszych.


Komentarze
Pokaż komentarze