ściemnia ? Postanowiłem odpocząc od polityki. Za dużo - przed oczami latają tylko daty, wyzwiska, nazwiska, przecieki - nie ogarniam tego przyznaję. Ponieważ alternatywnym tematem dnia była straszliwa "afera" o cenzurowaniu jakoby przez wiadomą i siepacką tiwi filmu "Witajcie w życiu" postanowiłem go obejrzeć. Jest w necie zresztą linki można znaleźć nawet w wiodących portalach informacyjnych ;) I co ? I kiszka. I pewnie zaraz będę miał u gardła obrońców wolności słowa jednak uważam iż Amway miał rację blokując ten film. Z jakiego powodu ? Z prostego. Tak około (na oko przyznaję, czasu nie liczyłem) dobre 60-70 % filmu to po prostu filmy i nagrania instruktażowe Amwaya, gdzie co chwilę pojawia się znak copyright. Czyli prawa autorskie zastrzeżone. Stawiam dolary (nawet po ich obecnym kursie) przeciwko najbardziej niedojrzałym jeszcze orzechom, że autorzy filmu nie mieli zgody na wykorzystanie ich w filmie, ewentualnie zgoda mogła być ze strony Amwaya pod warunkiem, że zaakceptują film przed emisją. Nie dziwię się więc, że Amway poszedł do sądu jak ktoś ich chciał w sposób dość durny w ..... zrobić. Jednak nie to jest najgorsze. Reszta tego "dokumentu" to nie żaden dokument. To po prostu zdjęcia pozowane i sytuacje pozowane. Ba w napisach końcowych pojawia się iż głównego bohatera chcącego wejść w ten biznes ("biznes" ?) grał AKTOR. Samego dokumentu - czyli wypowiedzi i sytuacji prawdziwych a nie pozowanych jest tam może z 5 %. Przy "Witajcie w życiu" film "dokumentalny" "Arizona" gdzie autorka spijała swych bohaterów tytułowym jabolem, żeby malowniczej wyglądali i bełkotali przed kamerą - to naprawdę dokument. Autorzy filmu mieli jedno szczęście, że im Amway proces wytoczył i film zablokował i wszyscy zaczęli jak jeden mąż drzeć japę o wolności słowa itp. Inaczej film byłby raz, może dwa wyemitowany i wszyscy by o nim i jego autorach zapomnieli.Bo jest po prostu SŁABIUTKI. A tak od 12-lat łażą w glorii rzekomych męczenników za wolność słowa. A dziś mieli okazję się jeszcze raz przypomnieć światu bo troszkę o nich zapomniano.
Autorzy po prostu niskim kosztem prześliznęli się po temacie, nawet nie próbowali wyjaśnic zjawiska. Sam byłem swego czasu werbowany do Amwaya z nieudanym skutkiem. A moi werbownicy dopóki się nie ocknęli to mieli wszystkie szafy pozapychane w domu produktami Amwaya. I potem jeszcze przez parę lat (autentyk) z musu ich używali. Jednak tego nie zobaczycie w tym płaskim i naprawdę słabym pseudodokumencie, któremu niezasłużoną moim zdaniem sławę przyniósł tylko proces i blokowanie emisji. Co dziś w erze wszelakich internetowych "tube" jest właściwie bezprzedmiotowe.
Inne tematy w dziale Rozmaitości