w sprawie kradzieży tablicy "Arbeit macht frei". Otóż z emfazą media nam donoszą (pierwszy link z brzegu), że:
"Jak dowiedziały się "Wiadomości", polska policja zna już nazwisko osoby, która zleciła kradzież oraz kolekcjonera, który miał kupić tablice z napisem "Arbeit macht frei". Obaj to obywatele Szwecji. Zleceniodawca jest związany ze szwedzką organizacją neonazistowską, która potrzebowała pieniędzy do przygotowania zamachu na parlament w Sztokholmie."
wiadomosci.onet.pl/2102998,449,item.html
Więc tak mam uwierzyć w to, że szwedzcy neonaziści chcieli zebrać kasę na napad na ichni parlament w ten sposób, że zlecili Polakom kradzież. Tablicę mieli sprzedać jakiemuś kolekcjonerowi. Potem kasa, mają broń i wielkieeeeeeeeeee buuuuuuum w parlamencie Sztokholmie.
Dość ciekawa "teoria" moim skromnym zdaniem. Ktoś kto chce zebrać kasę na zamach, czyli na czynność która wymaga nazwijmy to co najmniej dyskrecji robi to w taki sposób żeby cały Świat o tych huczał. Bo przecież tylko ostatni dureń nie domyśliłby się, że kradzież tablicy nie odbije się szerokim echem na świecie. Jednym słowem ktoś kto chce pozostać głęboko w ukryciu do czasu zamachu robi WSZYSTKO, żeby na samym początku stać się celem policjantów i służb specjalnych. Tak "wierzę" w to. To mniej więcej tak jakby zamachowcy z 11.09.2001 r. z USA kwestowali przed WTC z napisami "Jesteśmy z Al-Khaidy. Chcemy Dżihadu. Zbieramy na to żeby wypierdolić w powietrze to całe WTC". Panie i Panowie ktoś wierzy w takie bajki ? Wyjścia są dwa. Jednak chęć kompromitacji Polski przez jakiś kraj, z którym już teraz żyjemy w "odwiecznej" przyjaźni. Lub takie które bym bardziej wolał. Prokuratura daje tak durne wrzutki dziennikarzom żeby prawdziwi zleceniodawcy spali spokojnie.
A swoją drogą naprawdę się nie zdziwię jeśli tych pięciu klientów siedzących za kradzież zacznie nagle popełniać seryjne "samobójstwa" w "monitorowanych" oczywiście a jakże celach .... Skąd my to znamy ?
Inne tematy w dziale Rozmaitości