z ul. Czerskiej nagle zrobiła się wrażliwa. Nagle stała się "zszokowana". Tak ta sama redakcja, której dziennikarze i cyngle najchętniej w imię wolności słowa i wypowiedzi, wolności "twórczej", itp. na każdym krzyżu by penisy powiesili nagle się oburza. Oburza się, że wicie rozumicie ta wolność słowa to ma jednak swe granice. To znaczy ma swe granice, ale dla poglądów, które na ul. Czerskiej i w okolicach są uznawane jako be. A więc aż trzech cyngli z jej poznańskiej redakcji musiało opisywać jeden plakat i jedną akcję antyaborcyjną:
wyborcza.pl/1,75478,7624236,Z_Hitlerem_przeciw_aborcji.html
Jakaś dyżurna komentatorka musiała napisać jak wykształciuchy mają w tym przypadku rozumieć "wolność słowa":
wyborcza.pl/1,76842,7624214,Hitler_wesprze_obrone_zycia.html
No i oczywiście wg GW cały świat jest na opisywaną akcję oburzony:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7628156,_Szokuja_plakatem_z_Hitlerem___Zagraniczne_media_o.html
Dla równowagi w tym samym numerze GW oczywiście roni krokodyle łzy nad autorką penisów na krzyżu:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7624970,Sprawa_Doroty_Nieznalskiej_znowu_przed_sadem__I_tak.html
Bo wicie rozumicie wolność słowa i wypowiedzi to rzecz swięta, ale ta wolność jak każda wolność i toleracja wyznawana przez politycznie poprawną GW jakaś lewoskrętna jest. I wg GW ma oczywiście swe granice, jednak jedynie dla poglądów nielubianych w szklanej wieży na ul. Czerskiej.
Inne tematy w dziale Rozmaitości