"podyskutował", czyli Panu Robertowi Zielińskiemu do sztambucha.
Buszując wczoraj na S24 trafiłem na tekst Pana Roberta Zielińskiego "Do przyjaciół Blogerów":
Pan Robert Zieliński przedstawia się nam jako:
"Reporter, dział krajowy, „Dziennik Gazeta Prawna” "
i zachęca w swym poście do dyskusji:
Zachęcony więc zadałem proste pytanie o to jakie ma zdanie na temat manipulacji swej macierzystej gazety:
Doczekałem się odpowiedzi w stylu wiem, że plują ale ja udaję, że to deszcz:
Po pierwsze:
"Nie podoba mi się to, jeśli jest jak Pan pisze."
Podałem Panu Zielińskiemu w komentarzu linki, chyba wie co to jest link i umie go otworzyć ? Linki prowadzą do strony internetowej jego macierzystej gazety. Nawet jeśli zalinkowane tekst były tylko w internecie to i tak jest to jedno ze źródeł rozpowszechniania DGP i DGP odpowiada za teksty zamieszczone w internecie tak samo jak za te opublikowane w wersji papierowej. No jednak Pan Zieliński raczy metodą starą metodą jak go złapią za rękę "udawać", że to nie jego ręka czyli udaje, że DGP nie opublikował tego co opublikował.
Jednak to jeszcze nic. Tu się dopiero zaczyna prawdziwy smaczek:
"Ale nie mam ochoty pogrążać się w analizowaniu badań opinii publicznej."
Czyli mam rozumieć, że wg Pana Zielińskiego wykonanie trzech działań matematycznych na poziomie 1-szej czy 2-giej klasy szkoły podstawowej oraz porównanie ich wyniku z zamieszczonym w DGP komentarzem to uwaga "analiza badań opinii publicznej". Teraz Pan Zieliński pojechał metodą na uciesznego idiotę, który:
1. Nie umie odejmować.
2. Nie umie czytać ze zrozumieniem.
No jeśli faktycznie tak jest jak wynika z odpowiedzi Pana Zielińskiego, iż takie operacje umysłowe jak wymienione w punktach 1 i 2, które zajmują razem maksymalnie około 5-ciu minut są mu całkowicie obce to jakim cudem jest on dziennikarzem ? W sumie to problem jego macierzystej redakcji, że zatrudnia ludzi nie umiejących jw. Jednak sądzę, że Pan Zieliński wszystko co mu zalinkowałem przeczytał, zrozumiał, porównał cyferki z komentarzem i zwyczajnie rżnie głupa. Bo co mu innego zostaje w końcu ? No liczyć jedynie na to, że miał do czynienia z wykształciuchem, który jest ulubionym "targetem" wszystkich merdiów salonikowych bo nie czyta niczego poza nagłówkiem i łyknie jak masełko wykręty na temat łgarstw publikowanych przez DGP.
Cóż pozostaje mi tylko uświadomić Pana Roberta Zielińskiego, iż świat nie składa się z wykształciuchów. A blogerzy, do których się nieskromnie zaliczam (być może na wyrost) to nawet umieją czytać i liczyć do 10-ciu oraz odejmować. No i zapytam, czy następny wpis Pana Zielińskiego będzie miał tytuł "Do nieprzyjaciół blogerów" i czy w ogóle będzie miał miejsce ? ;)
Inne tematy w dziale Rozmaitości