Uwaga! Będzie długie :P
Dłuższy czas temu wraz z naczelnym wpadliśmy na pomysł, żeby przy jakiejś okazji przeprowadzić na tzw. łamach dwugłos o "Harry'm Potterze". Okazja długo się nie pojawiała, ale wiele wskazuje na to, ze wreszcie sie pojawi. Ponieważ, jak mówi klasyk, duzo czytam i umysł mam jak brzytwa, "wgryzłam" się w temat. I spadły mi skarpetki.
Jeśli wpisze się w gugla hasło "Harry Potter" wyskoczą nie tylko strony dla fanów, ale też mnóstwo tekstów oskarżających serię książek o młodym czarodzieju o satanizm, okultyzm, lewackość, promocję rozwiązłości seksualnej, homoseksualizmu, relatywizm, filosemityzm, a nawet związki z masonerią. Wiekszość z tego to bełkot. Stwierdzam to z zalem, bo każda dyskusja nad jakimś szerszym zjawiskiem powinna mieć jednak ręce i nogi. Niektóre z krytycznych recenzji opierały się na publikacjach satyrycznego portalu Onion, czyli na "jajach", nie zawsze zresztą zręcznych. Jeszcze inne działały na zasadzie, że wyciągano dowolne cytaty (czasem z oryginału, zanim pojawił się polski przekład, co skutkowało dość komicznymi sytuacjami) i na ich podstawie udowadniano najbardziej szalone teorie.
A najsmutniejsze, że większość z recenzentów nie czytała serii. Mało - nie czytali także innych ksiązek, które stawiali za wzór ("Kroniki Narnijskie", "Władca Pierścieni", "Silmarilion", "Trylogia międzyplanetarna"). Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że entuzjaści "Harry'ego Pottera" również często ich nie czytali, a niektórzy przeczytali... za dużo.
Ci, którzy nie cztali "Harry'ego" nawet sami się do tego przyznawali. Gabriele Kuby, autorka głosnej książki "Harry Potter - dobry czy zły?" w jednym z wywiadów przyznała, ze nie czytała dwóch ostatnich tomów sagi, bo miała dosyć. To trochę tak, jakby na podstawie Inwokacji pisać recenzję z "Pana Tadeusza", że posłużę się - wybaczcie - takim przykładem.
A do tego autorzy krytyki nie mają pojęcia, co znaczy być nastolatkiem. Weźmy taką recenzję ks.Mikołaja Pflugera:
Gdzie brakuje walki o prawdziwe cnoty, tam rosną wszelkie wady i odmiany zła. Dlatego język tych czternastolatków jest jędrny, a ich myślenie i mowa często wulgarne i prymitywne. Zemsta, zazdrość, zawiść, a także nienawiść, nawet chęć mordu należą do tego świata duchów i są cechami bohaterów powieści. W ten sposób „grzeczny” Harry może życzyć znienawidzonemu nauczycielowi Snape’owi najgorszych rzeczy...
Jeśli ktoś był kiedyś nastolatkiem, ten wie, że całkowicie normalne jest w tym wieku wyobrażanie sobie zemsty na znienawidzonym nauczycielu. Normalna jest cielęca głupota. Normalne są psikusy i prowokacje. Sama pamiętam, jak kolega w podstawówce przywitał katechetę siedząc w pozycji lotosu na biurku, oświadczając, że "medytuje". Na szczęście katecheta miał poczucie humoru.
Dalej mamy przykłady szpetoty świata:
I drugi przykład: „Ropuchy jaskrawokadłubowe” są dumą profesora Hagrida, który je stworzył. Harry opisuje je następująco: "... są zniekształcone, potwornie blade i śluzowate, z nogami, które wyrastały z wszystkich możliwych i niemożliwych miejsc ciała, podczas gdy głowy były nie do poznania..." Uczniowie mają hodować świeżo wysiadywane ropuchy „z jajkami mrówek, wątrobami żab i kawałkiem zaskrońca”.
Pomijając fakt, że autor nie bardzo zna angielski, to jeszcze zapomnia, że nastolatki do pewnego wieku wręcz uwielbiają to, co średnio ładne. Czy ktoś sobie wyobraża, by 14-letniemu chłopcu zaproponować kupno plecaka w różowe kwiatki?
Na przykład wyczytałam, że "Harry potter" promuje wróżbiarstwo, bo bohaterowie uczą się czytania z fusów. Kto czytał "Więźnia Azkabanu", ten się uśmiechnie. Gdzie indziej padają oskarżenia, ze Harry kłamie nauczycielce. Wróżbiarstwa!
Inny przykład: Robert Tekieli atakował serię wielokrotnie, zarzucając jej z grubsza to samo, co inni, na przykład szerzenie nienawiści do rodziców (nie wiem, na jakiej podstawie to stwierdził, bo jest to dowód, że nie przeczytał nawet jednego rozdziału z żadnej z ksiązek). I tak dalej.
Moje osobiste zdanie jest takie, że trudno znaleźć współczesną prozę dla starszych dzieci i młodzieży ("Harry Potter" na pewno nie jest bajką, nie jest też książką dla 8-latków), która byłaby tak popularna. Co ważne, seria "dojrzewa" z czytelnikiem (np. Harry, zakochany w Cho Chang, początkowo wstydzi się jej pokazywać w towarzystwie Neville'a i Luny, dopiero później rozumie, że Neville i Luna to jego przyjaciele, a przyjaciół wstydzić się nie mozna). Trudno znaleźć też prozę, która byłaby wiarygodna dla nastoletniego czytelnika - czy wiarygodny byłby Harry zawsze grzeczny i posłuszny, przypominajacy dziewczynkę z zapałkami? Nie te czasy. Trudno też znaleźć prozę, która delikatnie naprowadzałaby na pewne tropy literackie (nie twierdzę, że Rowling jest mistrzynią pióra, ale trzeba oddać, że skorzystała z masy czytelnej symboliki): jeśli 12-latek, który dotąd olewał czytanie mitologii greckiej przeczyta w "Harry'm Potterze" o sfinksie, może zainteresuje się pochodzeniem sfinksa w ogóle. Starszy czytelnik łatwo skojarzy feniksa ze Zmartwychwstaniem, a być może trafi nawet na malowidło kościelne przedstawiające jelenia.
Za to im dłużej czytam recenzje tego rodzaju, tym bardziej jest mi żal. Bo nic tak okropnie nie zraża do autora, jak agresja. Czekam, aż trafię na artykuł atakujacy "Kroniki Narnijskie" za propagowanie pogańskich mitologii. Szkoda, że ludzie - jak wierzę - działający w dobrej wierze szkodzą temu, czego bronią. Jeśli egzorcysta pisze, że "Harry Potter" jest napisany przez szatana, to wzbudza śmiech. A to właśnie jest groźne.
Całe szczęście, że są i takie recenzje.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)