Tak, wiem, zaraz dostanę po łbie za lewactwo!
Ogromnie mnie ucieszyła inicjatywa hiszpańskiej komisji parlamentarnej ds. ochrony środowiska, by przyznać wielkim małpom prawo do życia i wolności.
To jest coś, o czym jeszcze niedawno nikt nie śmiał marzyć - człowiek dostrzegł w zwierzęciu Bożą Iskrę. Nie jestem radykałem i nie uważam, że Homo sapiens powinien przestać jeść Sus scrofa f. domestica albo Gallus gallus domestica. Jednak jestem głęboko przekonana, że pomału zmienia się nasza świadomość - oto żywe stworzenia przestają być martwymi przedmiotami, narzędziami w rękach człowieka. 50 lat temu pisał o tym sam C.S.Lewis. Pamiętacie Zuzannę, która nie lubiła zabijać żywych stworzeń?
To mi przypomina, jaką złość czuję gdy wchodzę do jednego z warszawskich sklepów zoologicznych. Brud, świerzb, wszoły, często wiele innych chorób. I traktowanie zwierzaków jako przedmiotu handlu - żadnej empatii, żadnego pochylenia się nad cierpieniem. Chory? To rzucimy nim o ścianę, będzie taniej. Tak miało być z Borysem, moich szczurkiem, który dziś, po 2 tygodniach leczenia jest zdrowym, silnym gryzoniem.
Wielkie małpy, nasi najbliżsi kuzyni, są dziś na skraju wyginęcia. Nie zdążyliśmy ich dobrze poznać. Jane Goodall, legendarna badaczka życia szympansów, postawiła tezę, że szympansy potrafią nie tylko tworzyć kultury (to już dawno zostało udowodnione), ale być może także pewne rodzaje kultu religijnego. Kto widział słynne zdjęcia pożegnania szympansicy z martwym dzieckiem, ten rozumie, o co chodzi. A ja coś takiego widziałam u szczurów - przysięgam, to nie jest nadinterpretacja.
Indianie pólnocnoamerykańscy mieli piękny obyczaj dziękowania zabitemu na mięso zwierzęciu. My, chrześcijanie, coraz rzadziej modlimy się przed posiłkiem: "Dziękujemy Ci, Boże, za Twe dary"... darem Boga dla ludzi są zwierzęta, dzieki którym mamy co jeść i umiemy leczyć choroby.
Nawet jeśli myślimy, że jesteśmy ukoronowaniem Stworzenia, to pamiętajmy o włochatych i pierzastych braciach, dzięki którym w ogóle istniejemy.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)