Długo, naprawdę długo udało się tej wesołej zgrai utrzymać w polityce. Zgraja leniwa, niepołączona, żadnymi spójnościami w postaci poglądów pomysłów na Polskę, bo i takowych nie mają. Jedyną wspólną cecha było wcześniejsze partyjne pochodzenie. Niecały rok udało im się egzystować w takim konformizmie i takiej obłudzie.
O tym, że PJN się rozpada wiedzieliśmy już po kłótni Bielana z resztą, potem Kluzik-Rostkowska, która do tej pory najbardziej wspierała, głównie medialnie swoją partię, przetransferowała się do Platformy. Ale w tym właściwie nic dziwnego, bo jak mówiła na samym początku krótkiej historii PJN, partia powstała tylko po to, by nie dopuścić do władzy Kaczyńskiego. Tak wiec swój jedyny życiowy cel JKR mogła wykonywać w Platformie u boku innych nienawistników równie dobrze. Potem odpadł Libicki, którego nazwałem zawczasu jeszcze politycznym turystą.
Początkowo szło dobrze. Media uradowane, że ktoś w końcu osłabia PiS po tak długiej przerwie, ucieszone, że można przedstawić PJN jako zbiegów, którzy opowiedzą o reżymie Kaczyńskiego i wspomogą nieumyślnie Platformie. Lud, otworzył się na równie otwartą „nową prawicę” i wspomógł pjonków. Uwierzył w zapewnienia pani Jakubiak, która przywłaszczyła sobie pamięć o śp. Lechu Kaczyńskim i wmawiała, że On tak by chciał.
Jednak jazda na plecach Lecha Kaczyńskiego się skończyła, ludziom to już nie wystarcza. Temat po pierwsze stał się już zbyt popularny by w niego uwierzyć, a po drugie większość nie miała ochoty głosować na kogoś kto był przyjacielem „Kaczora”. Ja nie wierzyłem w to, by Kaczyński poparł taką dezerterską decyzje, byłem również zbulwersowany, ze oni (PJN) traktuj zawłaszczoną pamięć o jednym z największych Polaków jak przedmiot i hasło wyborcze. Aby, jednakże coś osiągnąć nie można opierać się o jedno propagandowe odwołanie do polityki Lecha Kaczyńskiego. Tu potrzeba było dużo pracy, a tymczasem specjalnie przez PiS przygotowani PR-owcy i populiści, nie byli zdolni do pracy merytorycznej i prawdziwej polityki. Przecież PJN prócz debilnych wezwań do prywatyzacji kolei w ostatnim czasie nie wniósł nic do polityki, wcześnie również było kiepsko.
Jarosław Kaczyński wielu z tych, którzy są obecnie w PJN, lub byli w partii wcześniej wniósł do polityki. Wprowadził ich wierząc w ich wdzięczność i przywiązanie do partii. Mając na względzie stałość poglądów, stworzył z nich swoiste maskotki, które z ciepłymi głosami i miłymi twarzami miały się pokazywać w mediach jako młode pokolenie prawicy, by owych młodych w istocie przyciągnąć. Jednak roboty z różnych względów się zbuntowały, a jako medialne indywidualności zostali przez świetnego stratega Jarosława Kaczyńskiego zaprogramowani tak, by nie mogli działać merytorycznie po zdradzie partii. I tak się stało. Powstał PJN i każdy sobie rzepkę skrobał. Migalski siedział na Salonie24, Bielan kradł hasła, JKR bawiła się z dziećmi, Poncyl nie robił nic itd. Kompletne rozkroczenie drużyny, która miała wnieść świeżość i nowoczesność do polityki.
Tymczasem powiało Platformerską stęchlizną, bo PJN opierający się o sama propagandę i „spindoktorowość” pozbawiony był własnej sejmowej linii. W najważniejszych więc głosowaniach, by nie zostać odrzuconym przez „elitę” głosowali względem PO. W mniej ważnych – w zależności co się trafiło. I tym sposobem pozostali „obiektywni” i nieulegli wpływom. Choć i tak wszyscy wiedzieli, ze nie mają nic do zaproponowania.
PJN się rozpada, to widać. I nic w tym dziwnego, bo jak stworzyć partię z samych indywidualności, które odwołują się tylko do śp. Lecha Kaczyńskiego, który kompletnie im się nie należy. Bawili się w politykę, myśląc, że to takie łatwe, trochę ujechali, mam nadzieję, że kosztem ważnych spraw, kosztem PiS-u, dobrze się bawili. Ale teraz już koniec jazdy na pamięci Kaczyńskiego zbuntowane maszyny!



Komentarze
Pokaż komentarze (62)