7 obserwujących
22 notki
26k odsłon
  1225   0

Cyfryzacja zabija? O bylejakości, bullshit job, analfabetach i alternatywnym świecie imdb.

Rozwój

Zaczęło się w sumie niewinnie, zakończyło niezwykle poważnie. Rewolucja seksualna, wolna miłość i opary marihuany, jak i kryzys paliwowy, na zawsze zmieniły świat. Technologia zamknięta w ogromnych skrzyniach w końcu opuściła rządowe laboratoria i siedziby wielkich firm, i jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne mikrokomputery. Ludzie rzucili się na gry (Spectrum, C64, Atari, Amiga) i tworzenie pierwszych szeroko wykorzystywanych interfejsów graficznych (choćby GEOS), zaczęto również propagować ideę tzw. wolnego oprogramowania. Można powiedzieć, że to była złota era prawdziwego, niczym nieskrępowanego, rozwoju.

Technologia cyfrowa wspierała analogową, i tak naprawdę wtedy łączyliśmy ich najlepsze cechy.

Podsumowanie: w latach 70-tych i 80-tych XX wieku mieliśmy masę ciepła, optymizmu i wyjścia frontem do klienta, o czym świadczą tamte hity, ale również np. ta taśma

Dzielenie się

Kilkanaście lat później po pojawieniu się IBM PC pod strzechami znalazł się internet, piętno odcisnęła też rewolucja komórkowa. To nie udałaby się, gdyby nie pojawiły się formaty kompresji stratnej. Przypomnijmy najpopularniejsze z nich, czyli JPEG (1992), MP3 (1993) czy MPEG-4 / H.264 (1998). Tu widać było rozwój, jak również potrzebę nieskrępowanego dzielenia się treścią. Napster, Pirate Bay, RIP-y z DVD - to wszystko napędzało zakupy nagrywarek, szybszego sprzętu do kompresowania, itp. W dalszym ciągu kupowaliśmy chociażby dedykowane karty dźwiękowe (które potrafiły mocno pieścić nasz zmysł słuchu) i rozwijaliśmy różnego rodzaju standardy.

Podsumowanie: w latach 90-tych XX wieku i początkach XXI wieku myśleliśmy o rozwoju i sięganiu gwiazd (warto przypomnieć, że idea WWW została udostępniona za darmo).

Dziki Zachód

Swoje rozwiązania zaproponowali tacy ludzie jak Jobs (odszedł w blasku chwały), Gates (którego teraz najczęściej kojarzy się z teoriami spiskowymi) czy Zuckenberg. Po Yahoo, Hotmailu i wielu innych na rynku pozostało kilku gigantów (Google, Microsoft, Facebook, Netflix, etc.), z których duża część jest ściśle powiązana z rządami.

Ludzie dzielą się coraz mniej wartościowymi treściami (powiedziałbym, że coraz więcej jest soft porno). Z jednej strony jakość może być wysoka, z drugiej strony serwisy typu Netflix ją często obniżają. Słabe filmiki pojawiają się nawet na YouTube - tylko w ten sposób można obejść sprawdzanie praw autorskich (stąd zmiana kolorów czy tonów, ucinanie sekund, obniżanie jakości, wstawianie w ramkach).

Podejmuje się próby zablokowania tak podstawowych praw, jak prawo do naprawy urządzeń. Te są coraz bardziej plastikowe i odhumanizowane - nikt się już do nich nie przywiązuje (czy ktoś kiedyś pomyśli tam samo dobrze o Macbooku jak kiedyś o Commodore 64?), a w większości królują rozwiązania zintegrowane (są tanie, a przez to kiepskie).

Słowami klucz obecnego świata pozostają m.in. słowa „tolerancja”, „rasizm”, „wolność” i „prywatność”, ale rozumiane w dosyć specyficzny sposób… to znaczy tak, jak pasuje konkretnym serwisom czy firmom (stąd chociażby zbanowanie prezydenta USA po jego przegranej czy usunięcie historycznego zdjęcia z czołgami z pewnego placu z niektórych przeglądarek). W wielu wypadkach polemikę próbuje się przedstawić jako homofobię, rasizm albo antysemityzm… a hasło rzucone bez dowodów potrafi stać się prawdą objawioną (zastanawia mnie np. czy Kevin Spacey był winny czy nie).

Wmawia się wszystkim, że chmury są sposobem na wszystkie problemy (choć w praktyce ilość zasobów, która zużywają, jest zatrważająca). W tym świecie ludzie mają używać tylko „darmowych” narzędzi narzuconych przez gigantów, i najlepiej płacić tylko elektronicznie. Równocześnie wymaga się od nas nadal archaizmu, czyli pracy minimum po 8h (nie mówię oczywiście o zawodach typu rolnik), co prowadzi do wzrostu ilości tzw. bullshit job. Ostatnie miesiące jasno pokazały, że w wielu wypadkach jest to kompletne nieporozumienie i przeżytek… a jak wiadomo, niezadowolony pracownik to kiepski pracownik.

Mamy coraz większy problem ze zrozumieniem podstawowych rzeczy - winne bywa również pisanie na klawiaturze (używanie rysika podobnież aktywuje zupełnie inne obszary mózgu), krótkie teksty (które nie wymagają skupiania się) czy wielozadaniowość. Dużo z nas odkłada wszystko na ostatni moment. Jesteśmy bombardowani sprawami, o których pewnie wcześniej w ogóle byśmy nie myśleli. Poniżej podam przykład czegoś, co zapewne zdarza się każdego dnia w (zbyt) wielu miejscach:

Po opublikowaniu pewnych informacji w jednym z serwisów pojawiło się czternaście tysięcy ocen z najniższą jedynką. System monitorujący stwierdził dużą ilość nowych wpisów, i zaczął ignorować dodane wyniki (w odpowiedniej regułce przekroczono ileś granicznych kryteriów). Spowodowało to, że zamiast średniej arytmetycznej 1.2 pojawiła się średnia ważona 6.9 (gdzie ocenom z 1 przyznano wagę 0). Ponieważ opisywany film był kontrowersyjny, zmiana systemu liczenia bez podania dokładnej przyczyny dolała tylko oliwy do ognia i spowodowała, że zwolennicy teorii spiskowych dostali ogromną dawkę argumentów.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie