16 obserwujących
111 notek
141k odsłon
  1386   0

Świat mojej młodości właśnie odchodzi w niebyt… O niedrogim Apple, ale nie tylko...

Siedzę po turecku na łóżku, a przede mną stoi mały laptop. Waży mniej więcej jeden kilogram. Wygląda elegancko, choć dosyć surowo, jak twardziel, który tylko czeka, żeby (za przeproszeniem) zdzielić go w pysk. W ogóle go nie słychać. Obraz jest dosyć jasny, a do tego stabilny. Od spodu urządzenie nie ma żadnych kratek wentylacyjnych, i nie muszę się obawiać o to, że jakaś odrobina płynu zniszczy cenną elektronikę (ewentualnie, że zatkam sobie układ chłodzenia, i wszystko się przegrzeje).

Tak mógłby wyglądać opis wielu laptopów, które używane są obecnie w naszych domach. Sukces pasywnie chłodzonego MacBooka Air, ale również kilku modeli z procesorami x86, pokazał, jak wielkie jest zapotrzebowanie na tego typu maszyny.

Panie i panowie, dzisiaj dwa słowa na temat małego sprzętu do tzw. zwykłej pracy, czyli pisania tekstów, pracy nad arkuszami, przeglądania internetu, może lekkiej wirtualizacji czy prostego programowania (ogólnie chodzi o zastosowania, w których nie zależy nam na najwydajniejszej karcie graficznej czy nie wykonujemy ciągłych zaawansowanych obliczeń).

Ile tak naprawdę trzeba tu wydać, żeby potem się nie denerwować?

Półka najniższa

W 2021 miałem przyjemność zapoznać się z dwiema maszynami: Acer Swift 1 i Medion Akoya e4251. Ceny zaczynają się od trochę ponad 1000 PLN, kończą nawet na 2500 PLN.

Dostajemy tutaj słabe ekrany, w których główną zaletą jest wykonanie w technologii IPS (problemem są nie tylko kąty widzenia czy mniejsza paleta barw). „Hitem” są konfiguracje z układami eMMC, zdarzają się nawet egzemplarze z 4GB RAM (a to raczej nie wystarcza do Windows).

L14

Być może niepotrzebnie wspominam o nim z uporem maniaka, ale… na nim właśnie powstaje ten tekst (i to jest to mój punkt odniesienia).

Jeśli miałbym użyć kilku słów – czarna obudowa, matowy ekran, wentylator o mocno szumiącym odgłosie (można go programowo odłączyć), klawiatura zbliżona do stacjonarnych, drobne niedociągnięcia, duża bateria i możliwości rozbudowy… ogólnie kawał twardego mocnego ...syna w pozytywnym tego słowa znaczenia (nie zmienia to faktu, że może to być moja ostatnia maszyna na procesorze Intela, albo x86 w ogóle).

3999 PLN / 4499 PLN - ja wybrałem wariant tańszy, bo i7 do niczego mi nie jest potrzebny (nie zapłaciłem też za Windows, który na stronie Hyperbook kosztuje od 539 PLN wzwyż)

MacBook Air

Lekki throttling przy dużym obciążeniu, tylko dwa porty, możliwe problemy z tasiemką ekranu, pękającym ekranem czy ponadnormatywnym zużyciem dysku SSD, i PWM do 50% jasności... za to jest to Mac, z którym nie musimy się nigdzie wstydzić (tzn. część użytkowników wydaje się twierdzić, że wersja złota wygląda niezbyt dobrze w korporacyjnych murach, ale tu wchodzimy w kwestię gustów, guścików, przesądów i przyzwyczajeń).

W sklepie Apple za 5199 PLN (do poważniejszych zastosowań warto chyba dopłacić 1000 PLN za 8GB RAM, co oznacza cenę 6199 PLN).

I co dalej?

Apple znane jest z ogromnych cen, tymczasem jeśli postawić ich najtańszy model w szeregu, okazuje się, że potrafi być porównywalnie tani / drogi - 5199 za najtańszy Air jest pomiędzy 3999 PLN i 6999 (ostatnia cena ze skapiec.pl dla Dell XPS 13, który słusznie / niesłusznie jest uznawany na Mercedesa wśród laptopów).

W tym momencie mógłbym powiedzieć, że na rozsądny sprzęt przenośny 14-cali należy wydać minimum 4000-5000 PLN wzwyż (półkę najniższą odrzucam, gdyż producenci wylewają tam dziecko z kąpielą, oszczędzając grosze chociażby na ekranach).

Teoretycznie można np. zejść do 3000 PLN i kupić coś z tanich serii laptopów uznanych producentów (tylko, że wtedy może być widoczne zdziwienie, że pękają obudowy, albo serwis jest nie najwyższych lotów, albo… albo...). Innym rozwiązaniem jest wybór sprzętu poleasingowego.

A może lepiej kupić coś stacjonarnego?

Mac mini jest w cenie od 3699 PLN (uwaga jak wyżej - przy poważniejszych zastosowaniach dobrze chyba dopłacić 1000 PLN do 8GB RAM, co winduje cenę do 4699 PLN).

Gdybym miał wybierać mocniejszy sprzęt stacjonarny x86, to zgrubnie licząc Ryzen 5900x – ok. 2600 PLN, płyta na AM4 B550 – ok. 500 PLN, RAM 16 GB – ok. 400 PLN (dochodzi obudowa, zasilacz i karta graficzna).

Tu również wychodzi na to, że cena Apple jest dosyć rozsądnie skalkulowana, i tak naprawdę tylko od nas zależy, czy chcemy iść w x86 (gdzie pewnie zapłacimy jak za zboże za karty graficzne) czy rozwiązania jabłkowe (tu jesteśmy koszeni na dyskach, RAM i wersjach „pro”, podobnie zresztą jak przy różnych Dellach czy HP).

Ciekawe jest przy tym kilka rzeczy:

  1. Teoretycznie należałoby jeszcze wspomnieć o tabletach czy Chomebookach (ewentualnie starych-nowych konstrukcjach z Windows 11 SE). Czy jest sens mówić o kastratach, gdy mamy dostępne znacznie bardziej uniwersalne maszyny?
  2. Standard IBM PC zdefiniowano w 1981. Pierwsze skrzynki były ciężkie, ale proste i pozwalające na wiele majsterkowania (na płytach głównych nie było nawet podstawowych kontrolerów). Obecnie zamykamy się, i coraz częściej normalnością jest jedna mała płytka drukowana, na której jest zaledwie kilka układów.
  3. Procesory x86 walczą dzielnie, ale opóźnienia we wdrażaniu kolejnych procesów wytwarzania i wiele decyzji projektowych wyraźnie działa na ich niekorzyść. Intel próbuje wchodzić z architekturą rdzeni szybkich i energooszczędnych, ale… pierwsze realnie dopracowane konstrukcje będą w przyszłym roku, jak nie w 2023 czy później. A co do tego czasu pokaże Apple albo AMD?
  4. Windows to obecnie coraz większa prehistoria. Zawiera w sobie założenia architektoniczne sprzed lat, i takie elementy jak komponenty Internet Explorera 11 (które tworzono w czasach, gdy strony HTML miały mieć możliwość uruchamiania kodu z uprawnieniami admina). Wydawanie na niego ok. 10-25% ceny komputera to chyba lekka przesada, nieprawdaż?

Niezależnie od naszych preferencji (najtańszy sprzęt z x86, coś droższego, albo coś ze stajni świętego jabłka) – podział znany z wielu lat odchodzi w niebyt.

Nie chciałbym tego nazywać erą post-PC, ale coś w tym jest. Przyszłość należy do bezgłośnych, szybkich i lekkich konstrukcji, a nie ogromnych warczących klocków. A do tego… konstrukcje mobilne potrafią być (prawie) w tych samych cenach co stacjonarne… i coraz więcej tu zasługi Tajwańczyków, a nie Amerykanów.

Inną sprawą jest to, że obecnie najsłabszym ogniwem pozostaje człowiek - niszczymy te wszystkie zabawki od pierwszej chwili ich używania, i od nas zależy, czy ten sprzęt wykorzystamy (zmarnujemy) na tworzenie wszelkiego rodzaju selfików i durnych komentarzy, czy będzie on używany do tworzenia rzeczy mądrych, dobrych i pożytecznych.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie