
Polska w 2026 roku formalnie jest krajem NATO, Unii Europejskiej, ma jedną z najsilniejszych armii w Europie i głośno deklaruje antyrosyjską postawę. A jednak rosyjskie narracje, mechanizmy myślenia i sposoby działania wciąż zatruwają sporą część polskiej debaty publicznej – często skuteczniej niż w latach 90. czy nawet wczesnych 2000.
Dlaczego tak się dzieje? Nie zlikwidowano sowieckiego sposobu myślenia
Duża część społeczeństwa (i niestety elit) nadal oczekuje, że „ktoś na górze załatwi”, że sukces to efekt znajomości, układów i kombinowania, a nie ciężkiej, systematycznej pracy. To klasyczny homo sovieticus według Zinowiewa/Tischnera – ucieczka od odpowiedzialności, koniunkturalizm, agresja wobec słabszych i czołobitność wobec silniejszych.
Agentura wpływu nie musi już być tajna
Nie chodzi tylko o klasycznych szpiegów (choć i tych nadal łapiemy). Najgroźniejsza jest jawna agentura wpływu – osoby, portale, youtuberzy, „niezależni eksperci”, niektórzy politycy i celebryci, którzy świadomie lub półświadomie powielają kremlowskie narracje. Nie dostają walizek pieniędzy w ciemnym zaułku – wystarczą im lajki, widoczność, rosyjskie zaproszenia, dostęp do „wyjątkowych źródeł” albo zwykła nienawiść vide Ruszkiewicz do własnego kraju
Główne rosyjskie linie uderzenia w Polsce w 2025/2026 (według raportów służb i think-tanków)Polska = rusofobiczny agresor, który prowokuje Rosję
Wojna na Ukrainie to „konflikt bratnich narodów”, w który Polska się wtrąca
Zachód nas rzuci / sprzeda / poświęci (klasyczna narracja od 15 lat)
Unia Europejska = Niemcy + tęczowa dyktatura + upadek wartości
„Obie strony są jednakowo złe” (najskuteczniejszy obecnie przekaz)
Blokady graniczne, protesty rolników, wysokie ceny energii = „to przez pomoc Ukrainie i antyrosyjską politykę”
Najlepszy dowód skuteczności? Skala nienawiści wewnętrznej
Wystarczy spojrzeć na komentarze pod każdym tekstem o Ukrainie, Niemczech, UE, Tusku, Kaczyńskim, Hołowni, Konfederacji czy nawet zwykłej pomocy humanitarnej. Poziom jadu, kłamstw, teorii spiskowych i dehumanizacji przeciwnika politycznego jest porównywalny z tym, co w latach 70.–80. produkowała sowiecka propaganda wewnętrzna wobec „wrogów ludu”.
To nie jest przypadek. To jest celowy efekt wieloletniej wojny kognitywnej. Rosja nie musi już wysyłać czołgów – wystarczy, że Polacy sami zaczną się nienawidzić na tyle mocno, że przestaną być wiarygodnym sojusznikiem i poważnym przeciwnikiem.
Najsmutniejsze w tym jest to ze wielu „anty-PiS-owców” i wielu „anty-PO-wców” nieświadomie wykonuje tę samą robotę
Jedni krzyczą „zdrajcy sprzedają Polskę Niemcom i Ukrainie”, drudzy „faszyści pchają nas w objęcia Putina”. Obie narracje idealnie pasują do kremlowskiego planu – polaryzacja, atomizacja, wzajemna nienawiść, paraliż decyzyjny.
W Polsce w 2026 roku nadal żyje i ma się dobrze bardzo duża liczba ludzi, którzy mówią po polsku, ale myślą i działają po sowiecku.
Część z nich robi to świadomie za pieniądze lub ideowo. Większość – nieświadomie, bo taki model myślenia wchłonęli z domu, szkoły, podwórka, mediów społecznościowych i politycznej propagandy ostatnich 35 lat.
Dopóki nie zaczniemy masowo rozpoznawać i odrzucać tego sowieckiego sposobu myślenia („wróg wewnętrzny”, „wszyscy są kupieni”, „nic nie zależy ode mnie”, „kto nie z nami, ten przeciwko nam”), dopóty wpływy rosyjskie będą w Polsce dużo większe, niż nam się wydaje patrząc tylko na liczbę aresztowanych szpiegów.
Homo sovieticus nie umarł

On się tylko dobrze zakamuflował – często pod polską flagą i bardzo głośnym patriotyzmem.
Bo jak długo będzie miał się dobrze – tak długo Polska będzie łatwym celem.Czas najwyższy dorosnąć do prawdziwej wolności.
Takiej, która nie polega na krzyku i nienawiści, tylko na odpowiedzialności, pracy i myśleniu własnym rozumem.
Inne tematy w dziale Polityka