13 obserwujących
128 notek
105k odsłon
634 odsłony

Incydent jampolski

Patrol
Patrol
Wykop Skomentuj9

Zima 1924/1925 była wyjątkowo lekka. Gen. Jan Romer opisuje ją  w swoich pamiętnikach jako niemal bezśnieżną i bez mrozów. 5 stycznia 1925 roku żołnierze 4 batalionu granicznego Korpusu Ochrony Pogranicza „Dederkały” liczyli na spokojny dzień świąteczny. Nie wszystkim miało się to udać. Dowódca batalionu, mjr Kazimierz Galiński, po otrzymaniu poufnej informacji z „dwójki” polecił dowódcy 2. kompanii wysłanie wzmocnionego patrolu oficerskiego w rejon wsi Sadki, gdzie lasy i rozlewiska dopływających do Horynia rzeczułek ułatwiały przekraczanie granicy. „Myślą, sukinsyny, że się w Trzech Króli pośpimy.  Uważajcie, bo to nie przemytnicy, a dywersanci. Wpuścić na naszą stronę i przechwycić, albo wystrzelać.” Nad ranem 7 stycznia zasadzka, przygotowana przez pluton ppor. Wargockiego rzeczywiście zauważyła  grupę ludzi wyłaniającą się z lasów wsi Bajmaki, już po sowieckiej stronie. Nad rzeczką Kuma, wyznaczającą w tym rejonie granicę, grupa zatrzymała się. Kopiści zauważyli ze zdumieniem,  że ci po drugiej stronie też mają na sobie polskie mundury. Któryś z nich poruszył się zbyt głośno. Dowódca grupy za rzeczką dał ręką znak „padnij”, sam przyklęknął, i z lornetką przy oczach zaczął uważnie lustrować teren po drugiej stronie. Po chwili sześciu Sowietów zaczęło się ostrożnie wycofywać do lasu. Ppor. Wargocki zaklął, postanawiając jeszcze trochę poczekać. Po pół godzinie z tamtej strony dobiegły odgłosy gwałtownej strzelaniny z karabinów i pistoletów, krzyki i jęki. Potem jeszcze kilka pojedynczych strzałów z broni krótkiej, i cisza. Ppor  Wargocki zastanawiał się, co napisać w raporcie.
Nieistotny po naszej stronie incydent, z kategorii tych, jakie na wschodniej granicy zdarzały się wówczas codziennie, nieoczekiwanie wywołał po drugiej stronie burzę i poważne następstwa.

Prawie trzy lata wcześniej, 18 marca 1921 roku Rzeczpospolita Polska i Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka (z dopisaną po jej stronie Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką) z ulgą zawarły traktat pokojowy. Układające się strony, po oświadczeniu, ze stan wojny pomiędzy nimi ustaje, w art. II dokonały dokładnego opisu przebiegu wspólnej granicy. Pozostało tylko fizycznie wyznaczyć ją w terenie. Mimo rozlicznych trudności, przede wszystkim braku na terenie b. Imperium Rosyjskiego map katastralnych mieszana komisja graniczna w ciągu 17 miesięcy fizycznie wyznaczyła linię graniczną w terenie. Problem w tym, że od Łotwy po okolice Ostroga, czyli do dawnej granicy rosyjsko-austriackiej nowa linia dzieliła kraj w miejscu, w którym granicy państwowej z wynikającymi z tego obostrzeniami nie było nigdy. Miejscowym jej zaakceptowanie nie przychodziło łatwo. A kraj był trudny, wieloetniczny, rozkołysany wojną i rewolucjami, z rozbudzonymi świeżo emocjami narodowymi. Toteż przez pierwsze lata istnienia tej granicy nie za bardzo była ona respektowana. Przemyt ludzi i towarów kwitł (szczegóły w autobiograficznych powieściach Sergiusza Piaseckiego „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” i „Bogom nocy równi”), a wysiłki uszczelnienia linii granicznej przez sowieckie „pogranotriady” i polską formację Bataliony Celne (od 1922 r. Straż Graniczna), wzmocnionej w 1923 roku o specjalne jednostki Policji Państwowej nie przynosiły efektów.  Była one mało skuteczne wobec narastającej fali przestępczości granicznej. Tylko w 1924 roku w pogranicznych powiatach po naszej stronie miało miejsce ponad 200 większych napadów i aktów dywersji, w których wzięło udział ok. 1000 przeciwników, a zginęły co najmniej 54 osoby. Najbardziej spektakularnym aktem tej małej wojny był  atak na miasteczko Stołpce w nocy z 3 na 4 sierpnia, kiedy 54 dywersantów rozbiło powiatową komendę policji, zniszczyło siedzibę starostwa i stację kolejową oraz zajęło więzienie, uwalniając z niego szefa Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi Josifa Loginowicza vel Pawła Korczyka i szefa bojówek KPZB Stanisława Martensa (Stefana Skulskiego), zabijając przy tym ośmiu policjantów. Zbrojne napady dywersyjne z terytorium Sowietów, za które oficjalnie rząd sowiecki nie przejmował odpowiedzialności, kompromitowały polską administrację i policję i wspierały propagandę komunistów z KPZU i KPZB o tymczasowości tej granicy. Toteż rząd polski podjął decyzję o utworzeniu w celu opanowania sytuacji specjalnej organizacji wojskowej. 12 września 1924 roku minister spraw wojskowych gen. dyw. Władysław Sikorski wydał rozkaz o utworzeniu Korpusu Ochrony Pogranicza, a 17 września w instrukcji, opracowanej przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, określono  strukturę formacji. W skład korpusu wejść miały: dowództwo wraz ze sztabem i służbami specjalnymi, brygady ochrony pogranicza, w składzie 4 -5 batalionów piechoty i szwadronu kawalerii. KOP miał liczyć ogółem 27 687 żołnierzy w tym 904 oficerów, 6 263 podoficerów zawodowych oraz 20 520 podoficerów i szeregowych służby zasadniczej. Dowódcą formacji mianowany został gen. bryg. Henryk Minkiewicz. Już 27 października 1924 roku pierwsze zorganizowane jednostki KOP rozpoczęły obejmowanie odcinków granicy. Wiosną 1925 roku wielka wspólna operacja nowej formacji i policji, w trakcie której aresztowano w województwie nowogródzkim 1400 osób, a w wileńskim, poleskim i wołyńskim po ok. 600, doprowadziła do prawie kompletnego rozbicia podziemia politycznego i kryminalnego. 

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura