Jakoś tak bez echa przeszły dwa nieprawdopodobne wydarzenia, które miały miejsce w USA. Nie, nie chodzi o jakąś kolejną strzelaninę, bo to jest relacjonowane stereo i w kolorze 24 godziny na dobę.
Pierwsze to - zaproszenie, a później wystąpienie w Kongresie USA premiera Izraela Bibi Netanjahu. Event ten odbył się pomimo sprzeciwów Białego Domu. Prezydent USA nawet nie był łaskaw spotkać się z Premierem Izraela, co już jest sygnałem sprzeciwu bardzo mocnym, a mimo to Bibi wystąpił w Senacie i jawnie zakwestionował politykę Obamy w stosunku do Iranu.
To wystąpienie było oczywiście elementem kampanii wyborczej toczącej się w Izraelu, gdzie przedterminowe wybory odbędą się 17 marca br. Takich rzeczy w normalnym świecie się nie robi, bo możliwość takiego wystąpienia, na dwa tygodnie przed wyborami, jest jawnym wsparciem jednego z kandydatów w wyborach, czyli Netanjahu. W normalnym świecie może i się nie robi, ale USA, co to chcą uczyć świat demokracji i owszem.
Drugie wydarzenie, związane zresztą z pierwszym jest jeszcze bardziej niesamowite – to „[…]list otwarty 47 amerykańskich senatorów z Partii Republikańskiej do przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chamenei, w którym sugerują, że jakikolwiek układ w sprawie irańskiego programu nuklearnego zawarty z prezydentem Obamą może być odrzucony przez następnego prezydenta[…]”.
Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
Jakiś czas temu czytałem opinię jakiegoś zgryźliwca, który stwierdził, że Waszyngton jest to terytorium amerykańskie okupowane przez Izrael. Hmmm …
P.S. Tom Cotton to młodzian i nadzieja republikanów. Kto wie, czy nawet nie kandydat na prezydenta za jakiś czas. Dobrze się zapowiada, czyż nie? Dla Izraela oczywiście:)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)