Stopień zaczadzenia komentatorów i dziennikarzy mainstreamu, albo po prostu desperacja w ukazaniu każdej klęski, czy mniejszej wpadki Tuska i jego ekipy wesołków jako nadzwyczajnego sukcesu osiągnął taki poziom, że z kabaretowego stał się zupełnie surrealistyczny.
Przypominam, na Westerplatte miało dojść do obchodów wybuchu II WŚ rozumianego jako napaść najpierw Niemiec, potem ZSRS na Polskę. To miał być nasza uroczystość, z udziałem zagranicznych GOŚCI. Proste? Wymaga szczegółowych wyjaśnień? Chyba nie.
A co mamy? Putinadę mamy. Wielki sukces polegający na tym, że Putin najpierw się zgodził przyjechać. Potem, grożąc odwołaniem swojej wizyty zmusił rząd by nie reagował na kłamstwa ich oficjalnej propagandy. Tak, tak, bezmyślne media przedstawiły jako kolejny sukces polskiej dyplomacji, to, że nie dała się sprowokować Rosjanom, bo doprowadziłoby to odwołania wizyty Putina. Gdzie tu sukces? Gdy prywatna, niszowa gazetka w małym kraju europejskim pisze o „polskich obozach koncentracyjnych” natychmiast protestuje nie tylko ambasada ale i MSZ. Tutaj oficjalne media wypisują banialuki, od których puchną uszy, ale nam nie wolno reagować, bo car WszechRusi się obrazi.
Jest i kolejny sukces, Batiuszka Putin napisał do nas list. List w stylu „Dobry car – źli bojarowie”, jest i kolejny sukces. Sukces polskiej dyplomacji polegający na tym, że Putin mógł do nas wysłać list obelżywy, a nie wysłał. Mógł nam wypomnieć „sto tysięcy jeńców sowieckich zamordowanych w Polskich obozach koncentracyjnych w 1921 r.”, a taktownie milczał
Przy takich sukcesach, jedynie półgębkiem wspomniano o tak drobnym sukcesie jak fakt, że Amerykanie zamiast wysłać osobę nie pełniącą jakichkolwiek funkcji wysyłają trzeci garnitur urzędniczy.
Angela Merkel to kobieta inteligentna, jeżeli wcześniej miała wątpliwości, co do tego, czy istotnie Polska to zupełnie niepoważny kraj, z którym nie trzeba się liczyć, z pewnością się tych wątpliwości pozbyła. Pewnie doszła do wniosku, że nawet gdyby aktualna ekipa rządząca nie była naszpikowana niemieckimi agentami wpływu, jak dobra kasza skwarkami to i tak można by ich traktować jak przedszkolaków, a do stołu siadać w możnymi tego świata, rozwrzeszczaną dzieciarnię wypraszając z pokoju.
To jeszcze pół biedy, nic to nowego. Zapewniam, że lekcję Putina bardzo uważnie ogląd Erika Steinach. Uważnie śledzi jak należy z Polaczkami rozmawiać – najpierw prać po pysku, potem przestać, poklepać po plecach, a się będą cieszyć jak dzieci.
63
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (17)