„Profesor”Bartoszewski powiedział: „W stosunkach z Niemcami powinniśmy doprowadzić do podpisania dokumentu, który by stwierdzał, że strona niemiecka bierze na siebie wszelkie ewentualne roszczenia względem Polski - tego typu dokument jest bardziej potrzebny Niemcom niż Polakom.”
Najwidoczniej nikt Niemcom nie wytłumaczył, co dla nich najlepsze. Nie mają „Profesora”, ani Drogiego Bronisława, ani nawet Adama M. Nic zatem dziwnego, że nie wiedzą, co leży w ich interesie.
Najwidoczniej Trybunał w Strasburgu, też nie słucha naszych „specjalistów od prawa międzynarodowego”, którzy twierdzili, że niemieckie roszczenia odnośnie majątku zostaną odrzucone bez merytorycznego rozpatrywania. Mija rok odkąd wniesiono pierwsze pozwy i nadal żaden z nich nie został odrzucony. Rok nie wyrok. Jak mawiają w pewnym środowisku, czyli wychodzi, że wyrok będzie, tylko później. A skoro tyle czasu potrzeba, to pewnie jednak Trybunał pozwy rozpatrzy.
Wracając do „profesora” Bartoszewskiego - trzeba doprowadzić do podpisania takiego dokumentu, rzecze profesor. Niech jeszcze powie jak to zrobić. Poległa Fotyga i jej „dyplomatołki” (dla przykładu K. Karski co ma ledwo habilitację, gdzie mu tam do „profesora”), ale tak wybitny specjalista na pewno wie... Zapewne postawa „brzydkiej panny bez posagu” tak wzruszy Niemców, że podpiszą taki dokument.
Jakoś recepty w słowach „profesora” nie znalazłem, jest za to solidny kopniak dla znienawidzonych Kaczorów: „Pan premier świadomie doprowadził do pogorszenia relacji. W ostatnich dwóch latach w stosunkach polsko-niemieckich nastąpił przymrozek” Łolaboga, było tak pięknie, przyszły Kaczory i wszystko zepsuły...


Komentarze
Pokaż komentarze (7)