Wybory samorządowe od lat cieszą się najmniejszym zainteresowaniem spośród wszystkich wyborów. Specjaliści od socjologii i politologii przedstawiają różne, poparte naukowo teorie dlaczego tak jest. Nie wiem czy mają rację. Niektórzy pewnie tak.
Wydawać by się mogło, że wybory samorządowe powinny być najbliższe wyborcy. Kandydatami na radnych, sołtysów, burmistrzów i prezydentów są przecież ludzie, którzy mieszkają w naszym mieście, gminie lub wsi.
Paradoks polega jednak na tym, że o ile posłów i senatorów możemy czasem obejrzeć w telewizji i wydaje nam się, że ich znamy, to radnych ze swojej dzielnicy lub gminy nie znamy zupełnie (chyba, że radnym jest ktoś z rodziny, albo znajomy). A co dopiero mówić o kandydatach na radnych? Jest ich tylu, że nie sposób ich wszystkich poznać.
Trochę lepiej jest z kadydatami na prezydentów miast, burmistrzów i sołtysów. Znamy przynajmniej urzędujących prezydentów, burmistrzów i sołtysów. Jeżeli jednak obecnie rządzące władze nie odpowiadają nam, to już nie wiemy na kogo zagłosować, bo zupełnie nie znamy ich kontrkandydatów.
Najlepszym sposobem na poznanie kandydatów są spotkania z wyborcami. Niestety, w dzisiejszych czasach wyborcy nie mają czasu, a i kandydaci nie palą się do spotkań z wyborcami. Po co się wysilać i mówić do kilkudziescięciu osób, które zjawią się na spotkaniu, jak jest telewizja i można mówić do kilkudziesięciu tysięcy jednocześnie.
No ale telewizja ma swoje prawa - w telewizji nigdy na nic nie ma czasu, więc nie ma też czasu na rzeczową dyskusję o problemach jakie ludzie mają w swoim mieście lub na wsi. Audycje komitetów wyborczych są więc albo spotami reklamowymi zrobionymi za ogromne pieniądze, albo żałosnym występem czytających coś z kartki pań i panów, którzy tak się boją kamery, że chcą jak najszybciej przeczytać co im napisali i czym prędzej uciec z ekranu.
Wiele razy byłem na wyborach samorządowych i za każdym razem miałem ten sam dylemat - na kogo zagłosować jak żadne nazwisko nic mi nie mówi? Nic dziwnego, że radnymi zostają ludzie przypadkowi. Zauważyłem, że często są wybierani tacy, którzy mają dziwne nazwiska - przynajmniej czymś się wyróżniają.
Postanowiłem, że tym razem nie pójdę na wybory. Po co mam być rzędziem ślepego losu i nieświadomie decydować kto ma rządzić moim miastem? Niech tam sobie zdecydują inni.
A już na pewno nigdy nie zagłosują na tych co mi zaśmiecają skrzynkę na listy albo wycieraczkę!
Wiem, na wybory zacznę chodzić jak będą okręgi jednomandatowe i będzie wiadomo kogo wybieram i kogo potem będzie mozna rozliczyć z przedwyborczych obietnic.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)