Za czasów PRL władza budowała "socjalistyczną ojczyznę". Wystarczy posłuchać przemówień Wojciecha Jaruzelskiego z tametego okresu, żeby przekonać się, że takiego określenia używał.
Po zmianach z 1989 r nowa władza i media dla określenia tego co było wcześniej, zaczęły używać słowa "komuna". I ludzie to kupili. Mówiąc o tamtych czasach wszyscy mówią "za komuny" a nikt nie użyje zwrotu "za socjalizmu".
Moim zdaniem nie było to przypadkowe. Nowa władza chciała, żeby stary ustrój lud kojarzył z komuną, a nie z socjalizmem. Wciąż aktualne miało być hasło "Sojalizm tak, wypaczenia nie".
Natomiast wszystko co złe w nowych czasach, miało się kojarzyć ludziom z kapitalizmem i wolnym rynekiem. Powstały nawet w tym celu specjalne określenia, które weszły do powszechego obiegu, takie jak "krwiożerczy XIX-wieczny kapitalizm", "złodziejska prywatyzacja" czy "biznesmen" jako synomin nieuczciwego przedsiębiorcy.
Wciąż funkcjonują określenia wymyślone jeszcze w PRL-u takie, jak "prywaciarz" czy "handlarz".
Ostatni kryzys gospodaczy spowodowany przez socjalistów lubiących sterować gospodarką został nazwany przez socjalistyczych ekonomistów takich jak np. Ryszard Bugaj "ostateczną klęską gospodarki wolnorynkowej".
Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
Na pewno jednak warto sobie uświadomić, że ten potworek ustrojowy, w którym żyjemy to nie jest żaden kapitalizm, a to jak władza przekazała "swoim" państwowy majątek, to nie była żadna prywatyzacja, tylko zwykłe złodziejstwo, choć przeprowadzone w białych rękawiczkach. Pocieszające jest w tej sytuacji to, że każda, nawet taka własność prywatna jest efaktywniejsza, a więc lepsza niż państwowa.
Warto nazywać rzeczy po imieniu i wtedy łatwiej można będzie zrozumieć, że socjalizm Balcerowicza i Tuska musi tak samo zbankrutować jak zbankrutował socjalizm Jaruzelskiego. I już bakrutuje.
I tylko za Wilczka mieliśmy trochę kapitalizmu. Każdy mógł wtedy rozstawić łóżko polowe i zostać przedsiębiorcą, bez żadnych pozwoleń i prześladowań ze strony władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)