A jednak posłowie wiedzą gdzie są w miastach największe korki. Bo właśnie w tych miejscach wieszają swoje plakaty wyborcze. Chcą, żeby więcej ludzi mogło ich zobaczyć. A potem, pod wpływem ich uroku osobistebo (bo przecież nie pod wpływem programu) na nich zagłosować.
Wszystkie świeżp wybudowane wiadukty, kładki, latarnie i słupy aż się uginają pod ciężarem plakatów z pięknie uśmiechniętymi twarzami kandydatów. Och, żeby oni nas tak lubili przez całe 4 lata, a nie tylko 2 miesiące przed wyborami. Żeby spełnili choć 10% swoich obietnic. Żylibyśmy jak w raju.
A może lepiej niech nie spełniają składanych w kampanii obietnic, bo żeby je spełnić muszą najpierw zabrać nam, albo pożyczyć na konto naszych dzieci. Dziś słyszałem wypowiedź pana Andrzeja Sadowskiego, który wyliczył, że gdyby Grecy pracowali przez 50 lat to i tak nie są w stanie spłacić długów, które zaciągnęły ich rządy.
Małym paradoksem i chichotem losu jest to, że długi które robił premier ojciec (Andreas Papandreu) musi teraz spłacać premier syn (Jerios Papandreu). To taka przestroga dla przyszłych pokoleń - to co my skonsumujemy na "darmowe" szpitale i szkoły będą musiały kiedyś spłacić nasze dzieci.
Niby jest to oczywiste. Ale wiele osób jakby nie zdawało sobie z tego sprawy. Wydaje im się, że rząd bierze pieniądze z powietrza i zawsze głosują na tych, którzy obiecują, że dadzą więcej.
Zanim zagłosujecie po raz kolejny na te same osoby zapytajcie najpierw skąd wezmą pieniądze na te swoje niby-darmowe obietnice. Kto za to zapłaci?


Komentarze
Pokaż komentarze