Jak człowiek je kolację to się może dowiedzieć rzeczy, o których nie miał do tej pory pojęcia.
Trwa właśnie unikalna w skali świata debata. Na 4 dni przed wyborami Donald debatuje z Tuskiem. I o dziwo obaj chwalą rząd.
Gdybym nie usłyszał tego z ust premiera, to w życiu sam bym się nie domyślił, że Polska jest jednym z nabezpieczniejszych państw jeżeli chodzi o bezpieczeństwo dostaw gazu. Bo na mój rozum jak ruskie znów zakręcą kurek, to nie będzie nawet jak zupy ugotować. Ale ja się pewnie nie znam. Pan premier wie lepiej. A jak jednak zakręcą to co wtedy? Premier stanie przed kamerami i powie, że nie jest może idealnie ale Polska jest w budowie? A poza tym zamiast gotować zupę można iść pograć w piłkę na Orliku.
Dziennikarze, którzy to prowadzą nawet słowem nie zająknęli się o 300 mld długu kiedy Donald Tusk opowiadał jak dobrze przeprowadził Polskę przez kryzys. Ani pół pytania nie zadali o podwyżki VAT-u, kiedy Donald Tusk mówił, że mimo kryzysu nie sięgnął do kieszeni obywateli.
Mógłbym tak jeszcze godzinę o tym jaki jest poziom telewizji i pseudodziennikarstwa w Polsce.
Ale po co? Lemingi i tak wierzą w Donalda i jego geniusz, a PiS-owcy i tak już dostatecznie mocno go nienawidzą.
Dobrze, że w Polsce jest coraz więcej ludzi niezadowolonych tak samo z PO jak i z PiS-u i nie mają zamiaru iść na wybory. To ci niezadowoleni powinni utworzyć rząd. Wszak demokracja to ustrój, w którym rządzi większość.
Pokazując debatę Donalda z Tuskiem telewizja państwowa perfekcyjnie wypełniła swoją "misję".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)