Męczyłem się z tym meczem, nie wiedząc co bardziej mnie wkurza - bezradność reprezentacyjnych kopaczy czy bełkot Szpakowskiego, dopatrującego się w każdym trafieniu nogą w piłkę nadziei Biało-Czerwonych na Euro 2012.
W 90. minucie moja miłość przyszła z miseczką pachnących trusklawek ze śmietaną.
"Ile do końca?" - zapytała z zainteresowaniem.
"Sędzia doliczył jeszcze jedną minutę" - powiedziałem, czując politowanie we wcześniejszym pytaniu.
"A ile jest?" - w głosie brzmiała cierpliwość psychoanalityka.
"Masz wynik w górnym rogu ekranu... I to po samobóju..." - odparłem czując, że czas na mecz był zmarnowany.
"No, widzisz!" - moja miłość skwitowała to ciepłym uśmiechem - "Przynajmniej NAM Francuzi NIE STRZELILI!"
- i jak tu jej nie kochać?!
;)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)