threeme-ww threeme-ww
503
BLOG

Ekologia w odwrocie, czyli przegrana przyszłość nas wszystkich

threeme-ww threeme-ww Ekologia Obserwuj temat Obserwuj notkę 48

Ostatnio nachodzą mnie mocno pesymistyczne spostrzeżenia naszej rzeczywistości. Oczywiście świat A.D 2024 jest pod wieloma, wieloma czynnikami znacznie lepszy od tego sprzed kilku dekad, wiele poprawiono - przy odwiecznym narzekaniu malkontentów, że takie a takie działania wykończą gospodarkę - ale też pojawiło się wiele nowych zagrożeń, z którymi niewiele się robi. Dzięki, "wytężonej" pracy właśnie owych malkontentów.

Przykładowo, w latach 70 - 90 XX wieku ogromnym problemem w Europie i USA było zanieczyszczenie powietrza emisjami  tlenków siarki. Głównym źródłem tego zanieczyszczenia były kominy elektrowni wykorzystujących węgiel kamienny i brunatny. Problem zauważano, choć emisje siarki są niewidoczne dla naszego oka, gdyż zamierały lasy i niszczone były elewacje budynków
w miastach. Szybko więc zaproponowano szereg działań naprawczych, np.: zakładania w elektrowniach specjalnych instalacji do odsiarczania i odpylania gazów wydobywających się z kominów elektrowni i zakładów, normy na zawartość siarki oraz - co chyba jest bardzo ciekawe - wprowadzono system handlu emisjami. I to pomogło! Dziś w Europie i USA zanieczyszczenie tlenkami siarki jest o wiele mniejsze, niż było to kilkadziesiąt lat temu. Lasy powoli się odradzają, zabytki miejskie niszczeją w wolniejszym tempie... Warto było? Pewnie, że warto! I teraz najciekawsze: PRZECIWKO wprowadzeniu działań naprawczych, przeciwko obowiązkowi posiadania przez elektrownie i zakłady instalacji odsiarczania spalin przemysł intensywnie protestował, argumentując - oczywiście - że działania te zniszczą przemysł. Nie tylko nie zniszczyły, co dziś przemysł zarabia na odsiarczaniu spalin.

Powyższy przykład pokazuje, że konserwatyzm, chęć zachowania status - quo, (bo dawniej było tak i tak i było dobrze) niestety najczęściej przegrywa z rzeczywistością. Świat się nieustannie zmienia, i na dobre i na złe, choć w moim odczuciu w ostatnich dekadach przeważały zdecydowanie zmiany na lepsze. Ogólnie jednak chodzi mi o to, że zmiany zajdą tak czy siak, czy nam się to podoba czy nie.

Poradziliśmy sobie z problem zanieczyszczenia powietrza tlenkami siarki dzięki ostrzeżeniom naukowców, politycznej uczciwej debacie oraz podjęciu niezbędnych działań, choć przeciwne temu było potężne lobby energetyczne. Poradziliśmy sobie też
(w Europie i USA) z zanieczyszczeniami rzek (ok. nie do końca, ale jest dużo lepiej niz było). Jest więc lepiej a ja jakieś smuty tu wypisuję... Narzekam, gdyż coraz wyraźniej widzę, że nie radzimy sobie z częścią starych problemów i licznymi nowymi. Nie radzimy sobie z problemem emisji dwutlenku węgla, pomimo ostrzeżeń naukowców, gdyż - znowu! - znalazło się wielu chcących bronić obecne status quo. Są oni skutecznie (proszę wybaczyć mi szczerość, ale nie da się tego inaczej nazwać) oszukiwani przez lobby paliw kopalnych i Rosję. Tak, Rosję. Kraj uzależniony od sprzedaży ropy i gazu znany jest ze wspierania politycznego
i ekonomicznego ugrupowań walczących z ekologami i klimatologami. Nieprzypadkowo to Rosjanie właśnie włamali się w 2010 roku do serwerów klimatologów i to Rosjanie właśnie rozdmuchali pseudoaferę tzw. climategate. Jak inaczej bowiem nazwać, jak nie pseudoaferą, opublikowanie dziesiątek tysięcy maili naukowców, spośród których tylko w KILKU (!!!!) można się było do czegokolwiek przyczepić? I to jeszcze bezpodstawnie? Tak, bezpodstawnie. "Sceptycy" przyczepili się bowiem do wyrwanego
z kontekstu sformułowania "hide the decline" czyli "ukryć spadek". Tyle tylko, że słowa te - w całym szerokim kontekście - odnosiły się nie do instrumentalnych pomiarów temperatury, ale do znanego w klimatologii od dekad problemu malejącej przydatności rekonstrukcji temperatur za pomocą słojów drzew zaczynającej się od lat 60 tych XX wieku, kiedy to pomiary instrumentalne były już od dekad stosowane na całym świecie. Nawiasem pisząc źródło tego problemu zostało już zidentyfikowane - jest to globalne zanieczyszczenie azotem - i nie ma najmniejszego wpływu ani na pomiary instrumentalne, ani też na rekonstrukcje pomiarów temperatury za pomocą słojów drzew - które to przecież stosuje się dla czasu SPRZED pomiarów instrumentalnych. 

Niestety, działania Rosjan były skuteczne. Kupiły wielu "sceptyków" i na lata wprowadziły zamęt do kolejnych międzynarodowych negocjacji klimatycznych. Nawet kraje arabskie nie są tak uzależnione budżetowo od sprzedaży węglowodorów jak Rosja!

Czasem jest jednak i tak, że zmiany co do których większość zgadza się, że prowadzą do poprawy są blokowane i/lub mocno opóźniane przez grupy społeczny którym te zmiany zagrażają (tu górnicy choćby) lub też wykorzystywane są politycznie do rozgrywek między partiami. 

Przykładem sprzed kilku tygodni są elektrownie wiatrowe. Wielu ekspertów pisało wtedy, że nowy rząd strzelił sobie spektakularnego samobója. Ale nie z powodu jakiegoś spisku producentów turbin wiatrowych jak wielu tu twierdziło, ale z powodu pójścia drogą krytykowanych przecież za to samo poprzedników - czyli zastosowania tzw. wrzutek legislacyjnych oraz fatalną wręcz (i w procedowaniu ustawy i w skutkach politycznych) procedurę konsultacyjną. Co do zasady bowiem od dawna wiemy, że turbin wiatrowych z powodu generowanego hałasu nie można instalować w bezpośrednim sąsiedztwie terenów zamieszkanych. Ale tu potrzebny jest rozsądny kompromis: propozycja rządu PISu być stosować zasadę 10h była nie do przyjęcia, gdyż wykluczała z inwestycji większość naszego kraju. Inwestorzy chcieli więc, by odległość ta wynosiła 500 m (uzgodnionej wcześniej z poprzednim rządem!!!)- i w opinii większości specjalistów jest to dystans wystarczający, by zniwelować niekorzystne oddziaływanie turbin wiatrowych na środowisko (terminem tym określamy też wpływ na zdrowie i życie ludzi!). I tu ni z tego ni z owego pojawiła się ta nieszczęsna propozycja 300 m! Po co, skoro sami inwestorzy chcieli 500m? Wtopa to mało powiedziane, nie dziwi więc, że obecna opozycja chciała ten temat grillować, szybko jednak odpuścili, gdyż przyglądając się tej sprawie uczciwie można co najwyżej powiedzieć o niestaranności i pośpiechu przy pracach legislacyjnych, nie ma najmniejszych dowodów na próby lobbingu. Szerzej temat opisany jest tutaj:

https://ziemianarozdrozu.pl/afera-wiatrakowa-hipokryzja-odchodzacego-rzadu-czy-kompromitacja-przyszlego/

Tego typu nadmuchane aferki, wykorzystywane politycznie niestety mają bardzo duży wpływ społeczny na postrzeganie ekologii. Błędne postrzeganie. I skutecznie niestety obniżają wolę polityczną do przeprowadzenia NIEZBĘDNYCH i KONIECZNYCH zmian. 

Zmian, które w dużej części społeczeństwa postrzegane są jako KOSZTY. Tymczasem są to INWESTYCJE. Inwestycje w lepszą, czystszą, zdrowszą i bezpieczniejszą przyszłość. Niestety wielu jest w Polsce obrońców tego co było i nadal jeszcze jest, zwłaszcza górnictwa węgla kamiennego i brunatnego, aut spalinowych, przemysłowego rolnictwa... Krytykują więc, dość nieudolnie moim zdaniem, odnawialne źródła energii (ale nie wtedy, gdy inwestuje w nie ORLEN pod dawnym kierownictwem), samochody elektryczne (ale nie wtedy gdy prawicowy poprzedni rząd obiecuje milion aut elektrycznych) czy choćby zielony ład Unii Europejskiej (ale unijny komisarz rolnictwa z nadania PIS chwalił się, że Zielony Ład to pomysł Polski...). I tak dalej, i tym podobne...

Jest dla każdego, kto zajmuje się ochroną środowiska oczywiste, że zarówno Odnawialne Źródła Energii, Zielony Ład, czy auta elektryczne to rozwiązania dalekie od doskonałości - nic na tym naszym świecie nie jest doskonałe. OZE mają wiele bolączek, wiele niedoskonałości z którymi coraz lepiej sobie radzimy, ogólnie jednak są lepsze niż dalsze stosowanie paliw kopalnych. Ok, już widzę Wasze reakcje... Jednak prawda jest taka, że nawet gdybyśmy mieli całkowicie gdzieś przyrodę, jej degradację, to i tak paliwa kopalne - zwłaszcza w Polsce - są nie do obronienia!

Pisałem już o tym wielokrotnie, ale przypominania nigdy dość. Bzdurą są polityczne mrzonki, że "czarnego złota starczy nam jeszcze na 200 lat" Owszem, patrząc tylko na dane liczbowe, bez uwagi na szczegóły jest to prawda. Węgla kamiennego i brunatnego pod ziemią mamy jeszcze mnóstwo, zasoby są ogromne. Tylko, że właśnie te szczegóły są ważne! Czy "opłaca się" wydobywać węgiel brunatny znajdujący się dosłownie pod terenem miasta Poznań czy Legnica? No chyba nie? Czy opłaca się ruszać złoża szerokie na kilkadziesiąt - kilkaset metrów i długie na kilka kilometrów? Też nie! Czy powinniśmy ruszyć wydobycie spod Legnicy tworząc tam odkrywkę większą od tej z Bełchatowa? No raczej, że też nie!

Tymczasem bez uruchomienia nowych odkrywek możemy już teraz zapomnieć o węglu brunatnym. Bełchatów jest już na wykończeniu, tak samo nowy względnie Szczerców a w okolicy elektrowni wartych wydobycia złóż po prostu nie ma! To samo jest w Zagłębiu Konińskim, jedynie Turów ma zasoby wystarczające teoretycznie do (piszę tu z pamięci) do ok. 2050 r. To tylko 26 lat! 

Obrońcy górnictwa czy to węgla brunatnego czy kamiennego zapominają też o ważnej kwestii. Wykorzystywane dziś odkrywki i kopalnie powstały dekady i stulecia temu. W czasach gdy albo znajdowały się poza obszarami zabudowy i infrastruktury albo, jak w PRLu nikogo nie obchodziły kwestie protestów społecznych (wysiedlenia całych wsi), ochrony środowiska (zasolenie Wisły przez Śląsk) czy nawet ekonomiczne. Dziś wielu analityków twierdzi wręcz, że górnictwo węgla kamiennego za czasów PRLu było dla nas mocno niekorzystne: rabunkowo eksploatowaliśmy nasze zasoby nie przejmując się społeczeństwem i środowiskiem i dużą część tych zasobów przekazywaliśmy "bratnim narodom" A raczej największemu z nich...

Dziś uruchomienie każdej nowej odkrywki, kopalni wymaga lat, dekad nawet starannego planowania i uwzględniania licznych kryteriów ekonomicznych, środowiskowych, społecznych. Choć często oznacza to przy najmniej długotrwały proces inwestycyjny a czasem nawet jego zablokowanie, to jednak, dla społeczeństwa jest to KORZYSTNE. Uniemożliwia bowiem wydobycie rabunkowe, bez oglądania się na tzw. koszty przerzucane, czyli np. koszt zanieczyszczenia wód podziemnych dla lokalnej społeczności. Tak, jeszcze raz musze to napisać: ochrona środowiska uwzględnia ochronę człowieka. Człowiek, oczywista oczywistość, jest bowiem nieodłączną częścia środowiska. O czym wielu tu piszących zapomina. I tak, z punktu widzenia rozbudowy kopalni, uruchomienia nowej odkrywki, budowy elektrowni, fabryki, nowego odcinka autostrady ochrona środowiska jest utrapieniem, dla niektórych może nawet "wrzodem na dupie" ale ostatecznie zawsze chroni interesy lokalnej społeczności. Nieprzypadkowo gdy w pobliżu jakiegoś osiedla chcą coś wybudować i gdy przychodzą protesty społeczne to lokalna ludność nagle przypomina sobie o ekologach... choć wcześniej najpewniej ich krytykowała... Dziwny jest ten świat, jak śpiewał Czesław Niemen...

Wiele krajów świata wydobywa swoje zasoby znacznie taniej niż Polska. I to nawet przy podobnych warunkach geologicznych czy poziomie płac. Kraje te albo nie chronią swojego środowiska, albo dopiero niedawno zaczęły to robić, jak Chiny które dekadę temu doprowadziły do potężnego kryzysu środowiskowego: zatrucia powietrza, gleb, rzek. To z kolei doprowadziło do problemów zdrowotnych i pobytowych społeczności lokalnych, co z kolei spowodowały protesty i w rezultacie wymusiły na komunistycznym rządzie bardziej rygorystyczne przepisy środowiskowe... co podniosło koszty wydobycia, ale ostatecznie poprawiło dobrostan milionów obywateli. Ten schemat od dekad występuje w różnych krajach świata i im lepsza, im bardziej rygorystyczna ochrona środowiska w danym kraju, tym lepsza sytuacja materialna jego obywateli.

Z węglem kamiennym jest podobnie: zasoby są coraz głębiej, w coraz gorszych geologicznie złożach, nie mówiąc już o powszechnym u nas zagrożeniu metanem... Tymczasem są na świecie takie kraje, jak USA czy Kazachstan które złoża węgla (uwaga: kamiennego!) mają na głębokości kilkudziesięciu metrów...

Oczywiście jest jeszcze rozwój technologiczny. Nowe maszyny, robotyzacja (ma znaczenie np. przy głębokich pokładach gdzie panują skrajnie trudne dla człowieka warunki) mogą sprawić, że uda się nam wydobyć część zasobów dziś kłopotliwych. Część. I to przy założeniu, że nie będziemy przejmować się spadającą opłacalnością ekonomiczną czy spadającym współczynnikiem EROEI pokazującym ile energii (lub zasobów) możemy uzyskać względem energii zainwestowanej w wydobycie. Od lat współczynnk ten spada na całym świecie. Inaczej mówiąc: zasobów paliw kopalnych na świecie jest nadal mnóstwo, wątpliwe jednak, byśmy zdołali wydobyć je wszystkie. 

Już choćby ten aspekt pokazuje, że ograniczanie wydobycia węgla jest w naszym interesie narodowym a rozwój OZE, w trendzie długoterminowym, to nie koszt a długoletnia inwestycja. Tak, oczywiście, że OZE dziś nadal sprawiają mnóstwo problemów. 

Dzieje się tak dlatego, że infrastruktura przesyłowa projektowana była pod elektrownie konwencjonalne. Jest to system scentralizowany, rozgałęziony. Dobrze współpracuje z dużymi, centralnymi ośrodkami generowania mocy, ale jest kompletnie nieprzystosowany do źródeł rozproszonych. Jednak i tu w opinii wielu specjalistów OZE są lepsze (po przeprowadzeniu dostosowania systemu energetycznego z centralnego na rozproszony). W przypadku wojny elektrownie stają się celem strategicznym wroga a łatwiej zniszczyć kilka elektrowni niż kilkaset farm fotowoltaicznych czy tysiące turbin wiatrowych. 

Natomiast co do nieprzywidywalności pogody a co za tym idzie OZE to świat coraz lepiej sobie z tym problem radzi, niegdyś problemy występowały przy udziale OZE nawet w granicach 10%, dziś wiele państw świata osiąga poziom OZE 50% przy nadal stabilnej i stałej pracy systemu energetycznego. Rozwiązaniem pierwszym jest zróżnicowanie źródeł odnawialnych, czyli i wiatr, i słońce ale też biomasa, hydroenergetyka, geotermia... Im więcej źródeł, tym lepiej, gdyż wzajemnie się uzupełniają i pomagają sobie wzajemnie. Drugim rozwiązaniem jest magazynowanie energii. Poza tematem zbiorników szczytowo - pompowych jest to obszar nowych technologii, które dopiero wkraczają w fazę dojrzałości technologicznej. Niemniej jednak już od kilku lat coraz powszechniej stosowane są magazyny energii, w tym wykorzystujące wodór i choć nadal magazynowana moc jest niewielka, to jednak bardzo szybko rośnie. A większość technologii magazynowania energii i inwestycji jest dopiero przed nami. Trzecim rozwiązaniem jest poprawa prognoz pogody z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (ostatnie rezultaty jej wykorzystania w prognozowaniu są bardzo obiecujące) i dostosowanie z wyprzedzeniem różnych źródeł oze i konwencjonalnych.

Salonowi malkontenci i krytykanci nie widzą jednak niestety tych trendów, tych zmian. Nie widzą i nie chcą widzieć. Autor we skromnej osobie, z racji zainteresowań, widzi te trendy. Widzę zarówno szanse jak i zagrożenia, widzę i zalety i wady. Wy dostrzegacie TYLKO wady i zagrożenia i nie chcecie dostrzec szans i zalet. Bronicie więc obecnego status quo, choć jest on jeszcze bardziej wadliwy i niekorzystny od potencjalnej przyszłości, nie mówiąc już o tym, że historia pokazuje, że tradycjonaliści zawsze przegrywają ze zmianami - jakie by one nie były, dobre czy złe. 

Opóźniacie jednak często niezbędne działania, przez co mogą one być spóźnione względem zmieniającego się tak czy owak świata. Przez to właśnie coraz częściej zastanawiam się, czy Polska (świat w szerszej perspektywie) zdąży przygotować się na nadejście niekorzystnych zmian. Obecnie świat JUŻ jest cieplejszy o niemal 1,5oC - choć właśnie te półtora stopnia jest pierwszym progiem bezpieczeństwa i kraje świata zgodziły się przeprowadzić działania pozwalające nam na nieprzekroczenie tego progu. Wszystko więc wskazuje na to, że nie uda się ludzkości uniknąć przekroczenia ocieplenia o te półtora stopnia, być może nie uda się nawet uniknąć ocieplenia o 2oC.

Wielu pewnie tu napisze, że co to jest dwa stopnie, że ocieplenie jest korzystne i inne tego typu "argumenty"

Proszę Was więc o uświadomienie sobie (eh, próżne nadzieje) że te 2C to różnica KOLOSALNA i NIEKORZYSTNA. Polska już, w niecałe 50 lat przeskoczyła klimatycznie do warunków, jakie jeszcze 50 lat temu panowały na Węgrzech - w 50siąt lat! Przy dalszym ociepleniu za kolejne 50 siąt lat przeskoczymy dla warunków północnych Włoszech... W sto lat!!! JUŻ zmieniają się geograficzne zasięgi występowania drzew, JUŻ pewne gatunki "uciekają" jak np. Świerki czy Sosny a pojawiają się inne. JUŻ przywędrowały do nas zwierzęta południa: szakal złocisty, modliszka, tygrzyk paskowany. JUŻ!!! 

Polska jest pod wieloma względami geograficznymi krajem unikatowym i to wcale nie w korzystnym ujęciu. Mamy bardzo niskie zasoby wody, centralna Polska leży w cieniu opadowym co przekłada się na roczną sumę opadów rzędu 450 - 500 mm. Nawet w przeszłości, jeszcze w znacznie chłodniejszym niż obecnie klimacie sprawiało to, że często centalna Polska doświadczała głębokich i iintensywnych suszy. Jednak w latach 1950 - 1990 susze występowały średnio co cztery lata. Obecnie występują praktycznie co roku. Dlaczego? Nie zmieniła się znacząco suma opadów, natomiast mocno wzrosła średnia roczna temperatura powietrza - więc i parowanie. Już wcześniej niesprzyjący bilans wodny uległ znacznemu pogorszeniu. Dodotkowo mocno zmieniła się charakterystyka opadowa - liczne niegdyś dni z mrzawką obecnie uległy znacznemu ograniczeniu a wzrosła za to mocno ilość dni z występującym opadem nawalnym. Co to oznacza? Gdy 50 mm deszczu spadnie w dwa dni, to woda ta powoli przesiąknie do płytkich warstw wodonośnych, którymi przez tygodnie będzie "wędrować" do rzek i jezior. Gdy ta sama ilość wody spadnie w dwie godziny, co zdarza się coraz częściej, to nie ma szans na przedostanie się do warstw wodonośnych i praktycznie całość tej masy wody "pójdzie" powierzchnią. Taki opad jest skrajnie niekorzystny w miastach, prowadząc często do tzw. powodzi błyskawicznych, lub też powodzi miejskich. Jakby jeszcze tego było mało od dekad obserwuje się spadek ilości dni z pokrywą śnieżną. Śnieg również magazynuje i przetrzymuje wodę, spowalniając jej spływ do morza, więc zwiększa retencję. 

2oC w tysiąc lat to owszem, zmiana korzystna. Te same 2oC w 100 lat to potężne, nieprzywidywalne i zdecydowanie niekorzystne zmiany. Dlatego więc uważam, że "tradycjonaliści", broniący obecnie spraw przegranych (jak choćby górnictwo) pomimo jego ewidentnych kłopotów, czynią nie tyle światu, co Polsce przede wszystkim, potężną szkodę. Tak panie i panowie, swoimi działaniami, krytykanctwem, oslim uporem, szkodzicie Polsce. Szkodzicie już może nawet nie tyle sobie, skoro piszący te słowa ma 40ci lat a wielu blogerów tu ma powyżej lat 50ciu, co Waszym dzieciom i wnukom. 

Rozpisałem się więc na tym zakończę tę notkę. Logiczny, wiem że napewno się tu pojawisz ze swoim copy - paste milionowym komentarzem reklamującym ten pseudodokument z kłamliwymi tezami i znowu będziesz nawijał o chaosie...Cóż nie chce mi się pisać po raz kolejny, ale muszę choś trochę Cię uprzedzić. Przynajmniej co do chaosu.

Chaos nie zawsze oznacza nieprzywidywalność. Zauważył to zresztą sam Lorenz. Pojawiają się w chaosie twz atraktory, czyli układ chaotyczny samoistnie dąży do pewnego stopnia uporządkowania. Klimat jest takim układem. 

Poza tym: pogoda to chaotyczny stan atmosfery w danym miejscu i czasie. Względnie mały błąd pomiaru przy sporządzaniu prognozy numerycznych pogody, przy setkach cykli obliczeniowych kumuluje się do błędu dużego. Stąd sprawdzalność prognozy pogody jest zadowalająca na ok. 5 dni i orientacyjna powyżej tych 5ciu dni. 

Natomiast klimat to UŚREDNIONY stan atmosfery w danym miejscu na przestrzeni dekad. Skoro uśredniony, to i wpływ chaotyczności warunków początkowych jest też ograniczany. No i nie prognozuje się dokładnego stanu atmosfery za 100 lat, tylko stan przybliżony. Różnica? Prognoza pogody to: jutro rano będzie 8C, popołudniu 12, w nocy 4. Opady takie a takie, zachmurzenie takie a takie, ciśnienie, wiatr... W prognozach zmian klimatu interesuje nas tylko właściwie jeden parametr: jaka będzie ŚREDNIOROCZNA temperatura w 2100 roku (z tego wiemy o ile wzrośnie temperatura do tego czasu). Czemu temperatura i jej zmiana jest najważniejsza? Gdyż na jej podstawie prognozować można inne parametry: zmiany opadów, siły wiatru, zachmurzenia. Nie da się ich prognozować w oderwaniu od temperatury. 

Pisałem już o tym wielokrotnie, również Tobie. Wiem też jednak, że z pewnością nie zaprzestaniesz swojej działalności. Tylko proszę Cię, uaktualnij choć ten copy - paste który wszędzie wklejasz i nie pisz już chociaż o chaosie. Ok?

Ps. Dziś weryfikować możemy choćby prognozy zmiany klimatu z lat 70tych XX wieku. Choć sporządzone były na komputerach których moc obliczeniowa obecnie jest w iphonie i nie uwzględniające wielu parametrów to jednak sprawdzają się zdumiewająco wręcz dobrze.

threeme-ww
O mnie threeme-ww

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości