Ileż było pod moimi ostatnimi notkami, w których opisywałem - eufemistycznie mówiąc - ciężką sytuację rosyjskiej gospodarki głosów oburzenia i prób udowodnienia, że nie mam racji! Przodowali w tych komentarzach blogerzy: @Polonusy, @Markov, @Vivpalestina. Odpowiadałem cierpliwie, odpowiadałem łopatologicznie, ale nic do nich nie trafia. Może więc przekona ich w końcu oficjalny już komunikat rosyjskiego rządu? Wątpię, dla mnie to zakute pały...
Ale, co jeszcze dziwniejsze, na prawicowym blogu, rzekomo wśród piszących tu polskich patriotów głosy blogerów rusofilnych zyskiwały poparcie i zielone plusiki, a moje krytyczne wobec rosji komentarze i notki były mocno krytykowane i minusowane... Dziwne to dla mnie i szczerze mówiąc nie ograniam tego, jak w Polsce można pisać komentarze broniące działań rosji?
"Boom gospodarki wojennej, który Rosja przeżywała w latach 2023-24, ostatecznie dobiegł końca. W lipcu 2025 r. wzrost gospodarczy w kraju praktycznie się zatrzymał. Jego tempo wyniosło 0,4 proc. produktu krajowego brutto (PKB) rok do roku — poinformowało w środę, 27 sierpnia, rosyjskie ministerstwo rozwoju. "Gospodarka najprawdopodobniej ulegnie skurczeniu w 2025 r. Nadwyżki finansowe, które były wykorzystywane do pobudzenia gospodarki, wyczerpują się" — mówi w wywiadzie dla serwisu "The Moscow Times" rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew."
Magda, czyli dziennikarko - blogerka @Polonusy w licznych komentarzach pod moimi notkami uparcie stała i nadal trwa na stanowisku, że rosyjska gospodarka ma się świetnie, a sankcję nie działają. Jako dowód tych tez podawała, że rubel w ostatnich latach się umocnił a w ubiegłym roku rosyjska gospodarka urosła o ok. 4% - pomimo sankcji.
Cóż, nie jestem ekonomistą. Szczerze mówiąc moja wiedza o funkcjonowaniu światowej ekonomi nie wykracza poza podstawową wiedzę wyniesioną zliceum - studiowałem kierunki, na których wiedza ta nie była dalej rozwijana. I wiem, że to szczere wyzwanie wykorzysta pewnie część blogerów, ale nie boję się tego napisać, jestem szczery. Ilu z was ma zresztą wystarczającą wiedzę ekonomiczną?
Tak, jak większość z was zaufałem więc opinii ekspertów. Część ekonomistów faktycznie pisała o tym, że sankcje nie działają, że rosja się rozwija, ale według mnie była to garstka. Większość mówiła: "poczekajmy, zobaczymy, ekonomia to często procesy długotrwałe, działające z opóźnieniem, ale widać pewne sygnały świadczące, że w rosji dzieje się źle" I to dziś oni mają rację.
Te 4% wzrostu PKB Rosji w ubiegłym roku wynikały z wydatków rządowych Kremla na działania wojenne. Te wydatki i inwestycje nie tworzą TRWAŁEGO wzrostu gospodarki. Wyprodukowany czołg, po zniszczeniu nie tworzy wartości dodanej. Wystrzelona amunicja to przepalanie finansów. Bez trwałych zdobyczy terytorialnych wydatki Kremla na wojnę są więc paleniem pieniędzy.
Rosja się zadłuża, osłabia, popełnia ludnościowe seppuku a na froncie zyskuje niewiele, tyle, co nic. Od rozpoczęcia inwazji udało jej się zająć 1% terytorium Ukrainy - licząc od zajętych w 2014 roku terytoriów Ługańska, Doniecka i Krymu. Więcej, nawet te regiony, które Rosja zyskała podstępnie, nie są opanowane w 100%.
Ukraina oczywiście cierpi i ponosi ogromne straty. Koszty wojny i dla Ukrainy są katastrofalne, ale widać uznali, że bierne podporządkowanie się Rosji będzie dla nich gorsze - i dla mnie jest to myślenie racjonalne. Wystarczy przecież spojrzeć na naszą historię - spośród trzech zaborców to właśnie w zaborze rosyjskim polaków traktowano najgorzej. Tu były najwieksze represje polityczne, bezwgledna rusyfikacja, zsyłki na Syberię. Dlatego - znowu - dziwią mnie niezmiernie prorosyjskie komentarze na Salonie i tolerancja innych blogerów wobec nich.
"Nadwyżka środków, która była wykorzystywana do stymulowania gospodarki, wyczerpuje się. Aby dalej wspierać przemysł zbrojeniowy, władze będą musiały podnieść podatki i wycofać środki z sektorów cywilnych, co spowolni wzrost gospodarczy — mówi w wywiadzie dla serwisu "The Moscow Times" rosyjski ekonomista Władisław Inoziemcew."
https://wiadomosci.onet.pl/swiat/kreml-musial-to-przyznac-rosja-znalazla-sie-na-krawedzi-recesji-gospodarka-wojenna/9f5cd3e
Gdy Rosja napadła Ukrainę wszystkim wydawało się, że sprawa jest przesądzona - Ukraina padnie w kilka dni. I tak pewnie by się tak stało, gdyby nie długo skrywana słabość systemowa Rosji - korupcja, nepotyzm i tumiwisizm. Korupcja przyczyniła się do wewnętrznej korozji rosyjskiej armii, która na papierze wyglądała imponująco - liczebna armia, tysiące czołgów, setki myśliwców. Szybko się jednak okazało, że w wyniku korupcji czołgi były produkowane wadliwie, rozkradziono części zamienne, dużo sprzętu było przestarzałego - uzyto magazynowanych od upadku ZSRR czołgów, które powinny być zezłomowane. Nepotyzm poskutkował obsadzeniem na stanowiskach generalskich ludzi, którzy mieliby problem z rządzeniem sami sobą. Pozwolili oni na przemieszczanie się nadmiernie rozciągniętych, nieosłoniętych kolumn wojskowych, które były likwidowane metodami partyzanckimi przez Ukrainę. Tumiwisizm objawił się w w okłamywaniu wyższych przełozonych o ponoszonych porażkach, więc początkowo wyższe dowództwo nie miało rzeczywistego obrazu pola walki. Te początkowe błędy zlikwidowały militarną, liczebną i sprzętową przewagę Rosji, wobec dużo słabszego przeciwnika. Analogia Dawida i Goliata sama się tu nasuwa.
Oczywiście to osłabienie Rosji, przy uwazględnieniu siły Ukrainy nie wystarczyło, by Ukraina wygrała. Wystarczyło jednak, by Rosjanie musieli wycofać się pod granice terytoriów zajętych w 2024 roku (gdy armia Ukrainy było dużo słabsza). Co ważne też, początki osłabienia Rosji, wynikające ze strategicznych i taktycznych błędów zaczęły się jeszcze PRZED uruchomieniem pomocy zachodu Ukrainie. Przeczy to narracji rusofilów, że Ukraina była wspierana od samego początku. Owszem, do 2014 Nato szkoliło Ukraińskie wojska a Ukraina otrzymywała i kupowała stopniowo zachodni sprzęt, ale była to kropla w morzu potrzeb. O wiele za mało, by miało to wpływ na przebieg inwazji rosyjskiej w 2022 roku. Przez kolejne trzy lata, do teraz, sytuacja była patowa, postepy Rosji były mniej niż śladowe - ale jednak stopniowo, przy ogromnych stratach personelu i sprzętu, zyskiwała zdobycze terytorialne. Dziś ich zysk to ok. 1% dodatkowego zysku terytorialnego przy ok. 300 000 - 1 000 000 strat żołnierzy (łącznie polegli i ranni).
Według kwerendy żródeł SI (Chat GPT) rosyjskie straty wynoszą:
1. CSIS (Centerfor Strategic and International Studies): 250 000 zabitych, do ok. 1 000 000 zabitych i rannych (dane dla 2025)
2. Wywiad Brytyjski (2024 rok): 430 000 (zabici i ranni)
3. BBC, Mediazona: potwierdzonych (akta zgonów, nekrologi) ok. 280 000
Można więc ostrożnie przyjąć za prawdziwe dane mówiące o łącznych (zabici i ranni) stratach Rosji wynoszących nawet 1 000 000 żołnierzy. Oczywiście straty Ukrainy też są ogromne - ale raczej mniejsze, niż Rosyjskie według zasady, że atakujący zawsze ma większe straty. No, może nie zawsze, ale przeważnie jest to zasada, która się sprawdza.
Jakby nie patrzeć, to są koszty dla Rosji, za zajęcie 1% dodatkowego terytorium Ukrainy kompromitujące i druzgoczące. Ale to jeszcze nic: Ukraina nie jest bierna, nie poprzestaje na obronie, ale też aktywnie wyprowadza ciosy. Uderza tam, gdzie Rosję może zaboleć najmocniej - w przemysł petrochemiczny. I nie ma tu żadnej Ukraińskiej propagandy, same źródła rosyjskie mówią, że te ataki są skuteczne i Rosja już straciła ok. 18-20% zdolności przerobowych ropy naftowej w rafineriach, które zostały zniszczone. To potężny cios dla Rosyjskiej gospodarki uzależnionej od dochodów z petroprzemysłu.
Jakby tego dla Kremla było mało ostatnio wiele wydarzeń wskazuje na to, że Ukraina powoli buduje sobie przewagę. Ja wiem, że wielu tu będzie temu zaprzeczać, że pojawią się komentarze, że to Ukraińska propaganda, kłamstwo i brednie piszę. No nie, po prostu nie, próbuję tu tylko i aż opisać to, co się dzieje. A dzieje się dużo, Ukraina walczy sprytnie, podstępnie, mądrze. Rosja walczy głupio, posługując się praktycznie samą siłą, bez oglądania się na takie głupoty, jak taktyka i strategia. I słono za to płaci. Nawet obecni tu, na Salonie, wrogowie Ukrainy muszą chyba przełknąć gorzką pigułkę i przyznać, że Ukraina ma niezaprzeczalne i ważne strategicznie sukcesy. Likwidacja zaplecza petrochemicznego nie tylko udarza w finansowanie wojny, ale też w potrzeby Rosyjskiej armi. Tak samo jak dronowe ataki Ukrainy na składy amunicji, fabryki szachedów, czy rosyjskie bazy lotnicze setki a nawet tysiące kilometrów wewnątrz ich terytorium! Ten powolny proces, rozciągnięty na dwa lata - wcześniej Biden zakazywał Ukrainie atakowania Rosji (!!!) - zaczyna przynosić skutki.
Niestety my doskonale z historii wiemy, jak wiele cierpienia jest w stanie znieść rosyjskie społeczeństwo dla chorych ideii. Tak było i za caratu i za bolszewii i za Związku Radzieckiego. Głodowali, cierpieli, ulegali represjom państwa, ale trwali i parli do kolejnych konfliktów. Czy tak będzie obecnie? Nie wiem, ale wiem, że tak może być. Putin przez dekady dosłownie wychował sobie nowe pokolenie, choć postęp technologiczny nieco mu w tym przeszkodził, to jednak w wielu młodych rosjanach udało mu się zaszczepić przekonanie, że wojna jest konieczna i usprawiedliwiona. Udało mu się nawet ich przekonać, że spadek jakości ich życia jest kosztem, który gotowi są przyjąć. O pokoleniach ich dziadków nawet nie ma co pisać, to zupełnie inna mentalność.
Dlatego Rosja nawet w przypadku dużego krachu gospodarczego i recesji wojnę będzie mogła kontynuować. Sądzę, że społeczeństwo Ukrainy, co by nie pisać jednak bardziej otwarte na zachodnie wartości, do takiego poświecenia gotowe nie jest. I tu upatruję ryzyka zwycięstwa Rosji. A jak wiadomo... historię piszą zwyciężcy...
Ja stałem i stoję na stanowisku, że wspieranie Ukrainy to nasz obowiązek. Płacenie za Starlinki, przekazanie czołgów czy przyjęcie cywilów to dla nas nie koszt - to zysk. Lepiej, by Rosja nie graniczyła bezpośrednio z nami na dodatkowcyh setkach kilometrach. Lepiej, by nie przejęła żyznych czarnoziemów i bogactw naturalnych, które umożliwiłyby jej rozwój siły militarnej - co byłoby dla nas groźne. Lepiej, by nie wróciła do korumpowania polityków Europy, jak było to w poprzednich dekadach. Nie mam nic przeciwko Rosjanom, jako ludziom - mam wiele zastrzeżeń do Rosji jako państwa - a zwłaszcza do putynizmu. Dlatego, nie życząc żle Rosjanom chciałbym osłabienia samej Rosji - tak, by na dekady na nawet stulecia Rosyjskim politykom wybić z głowy marzenia o podbojach, marzenia o zajęciu całej Europy. Wojna w Ukrainie skutecznie i na lata osłabia Rosję, na lata a może i dekady oddalając od nas ryzyko bycia zaatakowanym przez Rosję. Im bardziej Rosja osłabnie, tym dłuższy będzie pokój.
Oczywiście w tym miejscu pewnie padną komentarze o Banderze i Wołyniu. Tak, pamięc o tej strasznej zbrodni jest ważna i dla mnie. Ukraina musi się z tych wydarzeń rozliczyć - niezależnie od okoliczności wskazywanych przez część historycznych źródeł zbrodnia jest zbrodnią. I nie usprawiedliwia jej to, że i my nie jesteśmy bez winy - już widzę tę wściekłość części blogerów, poczekajcie! Ostatnio sporo o tym czytałem - i wiele historycznych źródeł pisze, że Polacy, jako mniejszość, przez pewien czas bardzo źle traktowała Ukraińską większość na Wołyniu. I choć w niczym nie usprawiedliwa to dokonanej zbrodni, to jednak mogliśmy przewidzieć, że w przyrodzie akcja wywołuje reakcję. Dla mnie więc ważne jest, by Ukraina przeprosiła, by pamięć o tej zbrodni była w Ukrainie tematem historycznej świadomości, ale nie może to i nie powinno być przeszkodą w wzajemnym pojednaniu. Tak, jak mimo wszystkich zbrodni nazistów, mimo ich okrucieństwa dokonało się nasze pojednanie z Niemcami.
A przede wszystkim zbrodnia na Wołyniu nie może nas zaślepić i przesłonić naszego interesu narodowego - to rosja w historii dużo częściej niż Ukraina była nam wroga. I dziś też, pod przywódctwem Putina, jest nam wroga. To nie my dążymy do konfliktów - to wschodni niedźwiedź. Polska chce pokoju i stabilnego rozwoju gospodarczego. Chce współpracy w Europie i współdziałania.
Inne tematy w dziale Polityka