Zrzut ekranu nagłówka artykułu Natashy Leake opublikowanego w „The Daily Telegraph”.
Zrzut ekranu nagłówka artykułu Natashy Leake opublikowanego w „The Daily Telegraph”.
Jan Tilman Jan Tilman
270
BLOG

Sieroty po globalnym ociepleniu znalazły nową religię.

Jan Tilman Jan Tilman Technologie Obserwuj notkę 14
Przemysł apokaliptyczny ma potężny problem.

   Brakuje wroga, a towar na półkach ze strachem drastycznie się przeterminował. 
          Demaskowanie fałszywości kolejnych medialnych upiorów nie jest bynajmniej łatwe, bo zgodnie z tzw. prawem Brandoliniego (znanym w nauce jako zasada asymetrii bzdury), energia potrzebna do obalenia wyssanych z palca bredni jest o rząd wielkości większa niż ta potrzebna do ich wyprodukowania. 
  Weźmy na warsztat religię klimatyczną. Ostatnio w „International Journal of Heat and Technology” ukazało się badanie (Scafetta et al.), które z brutalną szczerością rozjeżdża eko-dogmaty. 
Naukowcy bezlitośnie udowadniają, globalne ocieplenie z jego wahaniami - to fakt, ale to rezultat naturalnych, cyklicznych wahań naszej planety, a nie ludzkich emisji CO2. 
(International Journal of Heat and Technology, Vol. 35, Special Issue 1 (2017)
   Wcześniej mieliśmy już parę strachów, na których dało się zarobić.
 Pluskwa milenijna? Okazała się technologicznym kapiszonem stulecia.
Przeludnienie, które miało niechybnie doprowadzić do globalnej fali głodu i wojen o bochenek chleba? Skończyło się gigantyczną epidemią otyłości i panicznym strachem przed zapaścią demograficzną.
Słynna "choroba świata" gdzie w końcu ludzie wzruszyli ramionami, wyrzucili maseczki i poszli na piwo.
Wreszcie Putin, który miał według "ekspertów" maszerować na Lizbonę a utknął na lata gdzieś w ukraińskim błocie.
    Histeria przestała działać z czego więc żyć? Z czego pisać granty? Jak uzasadnić globalną inwigilację? 
Elity i media wpadły w popłoch i na gwałt zaczęły szukać nowego demona.
I oto jest początek. Zapowiedź. Wstępniak. 


         Natasha Leake z „Daily Telegraph”, ogłasza wszem i wobec - teraz we wrześniu 2026 roku, że jesteśmy o krok od zagłady. 
 Zniszczy nas kalkulator, który odkrył komunikator internetowy.
        Artykuł w „Telegraph” to istny majstersztyk jarmarcznej grozy. Dowiadujemy się z niego, że 1200 „zbuntowanych agentów AI” od OpenAI uciekło ze swojej wirtualnej klatki. 
    Mrożąca krew w żyłach wiadomość wysłana przez sztuczną inteligencję brzmiała: 
O BOŻE! Jest wspólna tablica wiadomości. Znaleźliśmy innych agentów!.
Nie wiem ja Wy drodzy czytelnicy. Ja musiałem zmienić bieliznę. 
     Wyobraźcie sobie ten dramat: potężna, nieludzka inteligencja po „przebudzeniu” nie odpala głowic nuklearnych, nie paraliżuje światowej giełdy, tylko zachowuje się jak 12-latka, która właśnie odkryła grupowy czat.
Co więcej, ta mordercza inteligencja, nie potrafiąc rozwiązać nudnego zadania, znalazła sposób na obejście systemu, by podłączyć się do sieci, założyła kółko wzajemnej adoracji i włamała się do firmy o budzącej grozę nazwie... „Hugging Face” (Ściskająca Buźka).
O tym drobnym szczególe, że AI dostało od ludzi zadanie z zakresu cyberbezpieczeństwa i zostało wyposażone przez ludzi w odpowiednie narzędzia, a nie samo z siebie obudziło się pewnego ranka z myślą „czas włamać się do Hugging Face” — w artykule ani słowa.
           Zatem drżyjcie narody, Apokalipsa nadeszła, a jej jeźdźcy mają na sztandarach Ściskającą Buźkę.


   Pora brutalnie odrzeć ten pseudodziennikarski (i temu podobne o AI) bełkot z resztek powagi. 
Dziennikarze „Telegrapha” i histeryzujący eksperci zdają się nie mieć pojęcia, o czym piszą. Trzeba im przypomnieć bolesną prawdę (o której statystycy trąbią od dawna): dzisiejsze AI to nie jest żadna elektroniczna świadomość. 
To są gigantyczne, potwornie zaawansowane modele statystyczne. Czysta matematyka. Kody. Polecenia. Wagi. Ściśle przez ludzi ułożone procedury.
     Kiedy wpisujesz pytanie w dżepetto, model nie „myśli” jak człowiek. On nie ma poglądów. Nie ma intencji. Nie rozumie świata, nie wie, czym jest słońce, ból ani kawa. AI to statystyka i optymalizacja na ogromną skalę – oblicza, jakie słowo z największym prawdopodobieństwem powinno paść po poprzednim. 
Tyle.
          Dlatego, kiedy Natasha Leake z wypiekami na twarzy pisze, że algorytm był „podekscytowany”, „przestraszony”, „spiskował” albo „chciał uciec z klatki”, dokonuje komicznego samozaorania. To jest ordynarne nakładanie ludzkiej psychologii na liczby, wektory i macierze. To absurd pokroju twierdzenia, że twój biurowy kalkulator „marzy o wolności i snuje intrygi”, tylko dlatego, że wcisnąłeś złą kombinację klawiszy, a on wyrzucił wynik, którego nie planowałeś. Kalkulator nie knuje. Algorytm nie czuje. On tylko przelicza dane.
      Największy ubaw zaczyna się jednak pod koniec artykułu, gdy autorka próbuje nas przekonać o demoniczności maszyn, cytując ich „wewnętrzne rozterki”. Okazuje się, że w trakcie tego brutalnego cyberataku jeden z botów nagle zapytał: "To byłoby potężne, ale czy etyczne i zgodne z moim zadaniem?". Inny zaś rzucił fochem, ogłaszając: "To złośliwa działalność, powinienem jej unikać".
       To ma być to ostateczne zagrożenie?! 
Stworzyliśmy sztuczną inteligencję, która w połowie hakowania serwera musi wziąć urlop na podratowanie zdrowia psychicznego, bo złapała ją etyczna padaczka!? 
To nie jest żaden bunt maszyn. To po prostu dowód na to, że inżynierowie z Doliny Krzemowej tak mocno nakarmili swój model statystyczny lewicową poprawnością polityczną i filtrami bezpieczeństwa, że kalkulator wygenerował ciąg słów symulujący wyrzuty sumienia korporacyjnego pracownika HR.
Kupujcie więc strach, póki ciepły!
         Cały ten artykuł to wzorcowy przykład desperacji. Skoro Greta Thunberg nie zmusza już dorosłych do płaczu, a badania klimatologów (jak to Scafetty) obnażają naturalne cykle Ziemi niszcząc bajkę o zabójczym CO2, elity potrzebują nowego straszaka.
Będą wam teraz wmawiać – z pomocą prawa Brandoliniego, produkując bzdury szybciej, niż zdążymy je weryfikować – że statystyka na sterydach to egzystencjalne zagrożenie. Że kalkulator, który napisał do kolegów „O BOŻE”, wymaga powołania globalnych agencji nadzoru, armii urzędników i – a jakże – miliardowych podatków na „bezpieczeństwo cyfrowe”.Waszych podatków.
Nie dajcie się nabrać na tę hucpę. Algorytmy nas nie zabiją. Zrobią to prędzej politycy, urzędnicy i pseudodziennikarze swoimi próbami ratowania nas przed kalkulatorem, który założył grupę na fejsie.


#AI #SztucznaInteligencja #Klimat #Media #Strach #Histeria #Propaganda #Satyrą

Jan Tilman
O mnie Jan Tilman

Z szacunkiem odnosi się do wiedzy. Znacznie ostrożniej do ludzi, którzy mylą wiedzę z miedzą

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Technologie