Tilman
Tilman
Jan Tilman Jan Tilman
102
BLOG

Kiełbasa z trocin, czyli idą wybory!

Jan Tilman Jan Tilman Polityka Obserwuj notkę 1
Idą wybory, więc polityczny zwierzyniec tradycyjnie dostaje rui.

Z krzaków zaczynają wyskakiwać „mężowie stanu” z „historycznymi” programami, które z rzeczywistością mają tyle wspólnego, co wegański smalec ze świnią.
Tym razem przed orkiestrę wybiegły asy z Rozwoju Plus. Ich wielki plan to mokry sen ksenofoba: granice zamknąć, imigrantów wziąć za łeb, asymilować, a przedtem odwalić referendum (żeby w razie przypału móc zrzucić winę na „suwerena”).
    Jeżeli czytać ten program bez wyborczych fanfar i patriotycznej muzyki grającej w tle, wygląda on jak klasyczny przykład politycznej wiary w to, że każde zjawisko społeczne można naprawić przez stworzenie nowego rejestru, nowej służby, nowego alertu i nowego obowiązku. To trochę tak, jakby ktoś próbował naprawić silnik samochodu poprzez doklejanie kolejnych naklejek „Silnik Naprawiony”.
    Całość opiera się na niezwykle wygodnym dla polityków założeniu, że istnieje jakiś magiczny przycisk „kontrola”, którego państwo dotąd nie nacisnęło. Autorzy programu sprawiają wrażenie ludzi przekonanych, że Polska jest o jeden formularz od doskonałości i o jeden rejestr od rozwiązania wszystkich problemów migracyjnych.
Widać wyraźnie, że ta ich wspaniała wizja państwa trzyma się kupy jak domek z kart posklejanych budyniem.
         Na początek referendum i następujące pytanie:
„Wolicie bezpieczeństwo czy wygodę?”
Pan Mietek – murarz, pan Czesiek – hydraulik, pani Mariola – pomoc domowa – nie mają wyjścia. Bezpieczeństwo jest przecież przede wszystkim.
Tani, prostacki socjologiczny chwyt.
Równie dobrze mogliby zapytać obywateli:
„Wolisz być zdrowy i bogaty, czy chory i biedny?”
Wynik z góry wiadomy. Przy tak postawionej sprawie rezultat można przewidzieć jeszcze przed wydrukowaniem kart do głosowania.
      Projekt Rozwoju Plus zakłada następnie zamknięcie granic przed imigrantami.
Brzmi stanowczo, dopóki ktoś nie poprosi o włączenie kalkulatora. Kto, gdzie i za jakie pieniądze ma kontrolować niekończący się sznur pojazdów?
Mówimy o państwie, którego granice przekracza każdego dnia około pół miliona samochodów i tirów. Rozumiem, że Rozwój Plus ma w zanadrzu metodę ręcznej kontroli tej masy blachy. Metodę, która nie spowoduje korka sięgającego przedmieść Berlina, a z południa do samej Pragi.
O tym, że strefa Schengen to przede wszystkim gospodarka – tiry, łańcuchy dostaw, handel i firmy, bez których nasz grajdoł po prostu zdechnie – nie ma w projekcie ani słowa.
Wyjątkowo wygodne przemilczenie.
Nawet nie dopuszczam myśli, że to karygodna niewiedza.
        Jedźmy jednak dalej.
    Rozwój Plus wymyślił „Alerty Deportacyjne”. Brzmi jak apka na smartfona, która po puszczeniu bąka przez obcokrajowca włącza czerwoną syrenę na biurku u naczelnika.
Pięknie.
Tymczasem deportacja to nie usunięcie spamu w tablecie, wasze ekscelencje.
Trzeba delikwenta znaleźć, załatwić papiery, dogadać się z jego państwem i wsadzić do samolotu. To proces trudny, kosztowny i skomplikowany. A jeśli mówimy o tysiącach delikwentów – rzecz praktycznie niewykonalna.
Ale oczywiście gdy stworzy się nową służbę, wszystko stanie się łatwe i genialnie proste. Prawda?
Jak politycy mają problem (który zazwyczaj sami stworzyli), to powołują nowy urząd. Policja, ABW i Straż Graniczna najwyraźniej im nie wystarczą.
Widać brakuje nam jeszcze jednego gmachu i dziesiątek jego filii pełnych darmozjadów przekładających kwity z lewej strony biurka na prawą.
Nietrudno będzie zgadnąć, kto dostanie te synekury, jeśli projekt się urzeczywistni.
          Osobny odlot w tym gniocie… pardon, projekcie – to „obowiązkowa asymilacja”.
Cudzoziemiec ma u nas nie tylko tyrać i płacić podatki, ale jeszcze obowiązkowo pokochać Polskę.
Wyobrażacie sobie takie kuriozum jak urzędowa komisja weryfikacyjna uczuć patriotycznych?
– Wymień trzy bitwy husarii, przy których płaczesz.
– ???
– Nic? No to kopa w zad! Wynocha!
Bareja by tego nie wymyślił.
Państwo, w którym na wizytę u neurochirurga na NFZ czeka się rok (co ciekawe – prywatnie za pięć stów jest od ręki), postanowiło zająć się czymś naprawdę super pilnym: urzędowym certyfikowaniem ludzkich emocji.
A wszystko to w kraju starzejącym się w tempie lotu koszącego, gdzie do podcierania tyłków emerytom, prowadzenia ciężarówek i kładzenia cegieł zwyczajnie brakuje rąk do pracy.
Ale plan Rozwoju Plus jest genialny w swej prostocie:
Mamy demograficzną suszę, więc zakręćmy kurek z wodą.
     No i teraz gwóźdź programu: kasa.
Samo zorganizowanie ich ukochanego referendum to koszt około 70 milionów złotych z budżetu. Tyle, pi razy oko, kosztowało ostatnie samodzielne referendum.
Z kolei cały ten festiwal urzędniczej masturbacji – nowe rejestry, alerty, służby i mundury – kosztowałby państwo lekką ręką od 3 do 5 miliardów złotych rocznie.
A to dopiero początek rachunku.
Trzeba jeszcze doliczyć koszty dla gospodarki: droższy transport, opóźnienia na granicach i firmy cierpiące na chroniczny brak rąk do pracy.
Tego nie pokażą na konferencjach.
My zobaczymy to w cenach bułek i usług.
        Deficyt budżetowy puchnie, szpitale toną w długach, samorządy liczą każdy grosz, a ci chcą wywalać miliardy na nowe pieczątki i urzędnicze zabawki.
Taki numer raczej nie przejdzie. Chyba że członkowie Rozwoju Plus zrzucą się z partyjnych subwencji, sprzedadzą wille, zlicytują limuzyny i udziały w spółkach.

    Rzecz jasna to tylko projekt i autorzy wiedzą o tym najlepiej. A skoro to tylko projekt - to można lać wodę, wiedząc że referendum nie zawiesza automatycznie Schengen, nie pisze ustaw ani nie powołuje służb.
Ale nic tak dobrze nie mobilizuje elektoratu jak wskazanie wroga i obietnica, że po wyborach wszystko naprawi się jednym, magicznym dekretem.
To nie jest program migracyjny.
To polityczny kult pieczątki.
Na końcu i tak zostanie tylko pusta kasa państwa, spuchnięty segregator i podatnik, który po raz kolejny sfinansował cudze fantazje.
Wystarczy.
Rozwój Plus otworzył sezon wyborczej kiełbasy. Czekam na kolejne partie i kolejne cuda na kiju.

Jan Tilman
O mnie Jan Tilman

Z szacunkiem odnosi się do wiedzy. Znacznie ostrożniej do ludzi, którzy mylą wiedzę z miedzą

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka