Pamiątki
Są u nas ludzie nieuleczalni, ślepi, którzy sądzą, że lojalność i zachowywanie wszelkich przepisów prawnych uwolni od niebezpieczeństwa utraty urzędu, lub możności prywatnego zarobkowania, od wywiezienia drogą administracyjną, lub zamknięcia w cytadeli.
6 obserwujących
47 notek
26k odsłon
  259   3

o kaliskiej prowokacji inaczej

W styczniu 2018 roku tefałeny wyemitowały wiele miesięcy wcześniej przygotowany przez wybitnego specjalistę w dziedzinie współczesnego dziennikarstwa, pana redaktora Bertolta Kittela materiał o polskich neonazistach świętujących urodziny austriacko-niemieckiego przywódcy socjalistycznego, Hitlera. Tefałeny za moment owej emisji nadzwyczaj sposobny uznały chwilę przyjazdu do naszego kraju p. Rexa Tillersona, wybitnego specjalisty w obszarze paliwowym, który w owym czasie akurat pełnił był funkcję sekretarza stanu naszego najważniejszego sojusznika pod światłym przywództwem również wybitnego specjalisty, tyle że w dziedzinie nieruchomości, pana prezydenta Donalda Trumpa. Zważywszy na charakter postaci, której urodziny obchodzili polscy neonaziści uwiecznieni przez ekipę p. red. Kittela oraz reakcje jakie ta postać budzi wśród ważnej części amerykańskiej opinii publicznej, wielu ludzi uznało, iż wybór tematyki reportażu sugerującego istnienie w naszym kraju ruchu nazistowskiego tudzież momentu jego emisji ma charakter nieprzypadkowy, a wręcz celowy, nakierowany na ukazanie nas Polaków jako dzikich antysemitów i czcicieli Hitlera, w momencie prowadzenia poważnych rozmów (bo chyba nikt nie sądzi, że osoba na stanowisku Sekretarza Stanu USA prowadzić by mogła rozmowy niepoważne) z naszym najważniejszym sojusznikiem. Przyprawienie nam gęby w żadnym razie nie poprawiało naszej pozycji negocjacyjnej. Przydarzyło mi się wówczas na tych łamach zadać politycznie niepoprawne pytanie gdzie były i co robiły nasze służby specjalne, kierowane wprawną ręką i mądrą głową p. ministra Mariusza Kamińskiego, a w szczególności co uczyniła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego by zapobiec emisji z dawien dawna przygotowanego materiału, o którym przecież nie mogła nie wiedzieć, w tak niefortunnym dla Ojczyzny momencie.

Zapewne w naszych służbach specjalnych, kierowane wprawną ręką i mądrą głową p. ministra Mariusza Kamińskiego, niewiele się od tamtego czasu zmieniło skoro w momencie dla naszego kraju bardzo trudnym, gdy mamy istotny problem graniczny, ktoś spokojnie przyprawia nam gębę rasistów. Wskazać w tym miejscu wypada, iż zadaniem służb specjalnych nie jest wyłapywanie sprawców opisywanych zdarzeń, bo to rzecz policji i prokuratury, ale im zapobieganie.

I tu dochodzimy do kwestii najważniejszej, to jest istoty przekazu, jaki idzie do kogo trzeba gdy nasze służby specjalne nie są w stanie zapobiec przygotowanym przez wieloosobowe zespoły prowokacjom. Otóż twierdzę, że istotą przekazu jest nie tylko sama treść prowokacji, ale fakt, że do niej doszło. To tak jakby p. Rexowi Tillersonowi powiedzieć: słuchaj Rex, z kim ty chcesz rozmawiać? Ci ludzie nie panują nad swoimi służbami, te służby kontrolujemy my i one panują nad nimi, a nie na odwrót. Możemy sobie robić dowolne ustawki a siłę agentury mamy taką, że nikt w tych ich służbach nawet palcem w bucie nie kiwnie, o ile tego mu nie nakażemy. Przekaz z Kalisza jest podobny, chociaż zapewne skierowany do szerszego grona, niewątpliwie z przywództwem Niemiec na czele. Brzmi on tak: to my kontrolujemy służby tego sezonowego państewka i skoro spokojnie możemy przygotowywać i urządzać takie hece, to możemy też dużo więcej. Więc nie gadajcie ze słabymi, rozmawiajcie z nami albowiem nasza jest siła, władza i chwała.

Nie chciałbym być źle zrozumiany - nie uważam, że kaliski skandal jest przyczyną, dla której pani kanclerz Angela Merkel uznała odrażającego satrapę Aleksandrę Łukaszenkę za partnera do rozmowy - tak z pewnością nie jest. Moją intencją jest jedynie zwrócenie uwagi Szanownych Salonowców na wielopłaszczyznowość prowadzonych przez wrogą naszemu krajowi agenturę działań prowokacyjnych. W ramach refleksji historycznej dodam na koniec, że w mojej opinii charakter takiej właśnie demonstracji siły agentury i stopnia jej panowania nad polskimi służbami miał w międzywojniu tzw. pogrom w Przytyku, jakże zręcznie zrelacjonowany przez pana redaktora Juliana Bruna, od którego pan redaktor Bertolt Kittel mógłby się jeszcze tak wiele nauczyć.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale