Pamiątki
Są u nas ludzie nieuleczalni, ślepi, którzy sądzą, że lojalność i zachowywanie wszelkich przepisów prawnych uwolni od niebezpieczeństwa utraty urzędu, lub możności prywatnego zarobkowania, od wywiezienia drogą administracyjną, lub zamknięcia w cytadeli.
6 obserwujących
47 notek
26k odsłon
  239   0

Tefałeny muszą zmienić właściciela, albo Dawid M. Zasław musi odejść

Lektura salonowych komentarzy po przegłosowaniu przez Kukiz i PiS lex tvn wiedzie do dwóch zasadniczych, dość smutnych i skądinąd oczywistych do banału wniosków, a mianowicie takich oto, że, po pierwsze, Salonowcy mają, jak wszyscy wyborcy, pamięć złotej rybki, a po drugie mają skłonność do dywagacji w oderwaniu od faktów, nawet tych dość znaczących.

Otóż pozwolę sobie przypomnieć Szanownym Salonowcom, że w styczniu 2018 roku, a więc zaledwie niecałe cztery lata temu, do naszego kraju zawitał niejaki Rex Tillerson, zasadniczo nafciarz, ale w roli sekretarza stanu naszego Najważniejszego Sojusznika, co tefałeny poprzedziły kocią muzyką w postaci emisji materiału starannie przygotowanego przez pana redaktora Bertolda Kittela, a który to materiał dowodzić miał żywotności idei nazistowskich wśród antysemickiego ludu tubylczego nadwiślańskiej krainy. Nadmienić przy tym należy, iż pan redaktor Kittel materiał przygotował ładnych kilka miesięcy przed emisją, a nadawca zwyczajnie bunkrował go, zapewne w oczekiwaniu na dogodny dla prezentacji moment.

Szykowanej hucpie nie zapobiegły dzielne i wspaniałe służby, które nieustannie dbają o bezpieczeństwo wewnętrzne naszego państwa i jego pozycję międzynarodową, co bezsprzecznie umożliwiło wydestylowanie przez czynniki zainteresowanie komunikatu następującej treści: Panie Sekretarz Tillerson, z kim Pan chcesz rozmawia? Pan chcesz rozmawiać z tym Kaczyńskim? Przecież on w ogóle nad niczym w tym kraju nie panuje, skoro na przywitanie Sekretarzu Stanu najważniejszego państwa świata te Polaki świętują urodziny Hitlera! Panie Tillerson, Pan powinien rozmawiać w sprawach tego kraju z nami, bo my się lepiej znamy i to my kontrolujemy sytuację, a on nawet nie wie, jakie my filmiki szykujemy, hehe, Panie Tillerson!.

Zadam pytanie retoryczne: czy Kaczyński (również Mariusz Kamiński, którego sprawa jakby bezpośredni dotknęła) i Zjednoczona Prawica, a także ktokolwiek myślący i czujący w kategoriach interesu narodowego może zapomnieć tę historię tefałenom? Nie wiem, na mocy jakiego dealu Kaczyński odpuścił na ponad trzy lata tamto pohańbienie -  niewykluczone, że był to jakiś kompromisowy układ z administrację pana prezydenta Donalda Trumpa, na mocy którego to układu wyrok odroczono.

Możemy się domyślać, że tefałeny mają jakąś ważną rolę do odegrania w wypromowaniu niejakiego Krzysztofa Hołowni na nowego przywódcę naszego kraju. Wypromowanie owego Hołowni z Powiśla na przywódcę musiałoby się nieuchronnie wiązać z usunięciem z tej roli Kaczyńskiego z Żoliborza, co u wielu wywołałoby niekłamaną radość, ale też liczni przyjęliby taki obrót rzeczy ze smutkiem i niepokojem. Nie wchodząc w różnice wartości (aksjologii politycznej) pomiędzy obydwoma panami, trzeba stwierdzić, iż z punktu widzenia obozu władzy dobrze byłoby mieć baczenie, co też tam bunkrują na Wiertniczej i kiedy zamierzają to odpalić. No i tu się pojawia problem, który gruchnął jakoś tak 1 grudnia, bieżącego roku. Otóż wielbiące ponad wszystko wartości demokratyczne państwo miłości i pokoju, czyli Izrael, uznało, że nadwiślański reżim ma charakter autorytarny. Ten bezlitosny, acz płynący z najbardziej miarodajnego źródła, osąd doprowadził stosowne czynniki tegoż państwa do decyzji o zaprzestaniu tzw. serwisowania systemu inwigilacji i podsłuchu Pegasus, co czyni to znakomite instrumentarium praktycznie bezużytecznym. I tu pojawiło się "issue", jak to nazywają anglojęzyczne korpoludki, mianowicie takie, że bez owego Pegasusa nie sposób ustalić, co też tam knują tefałeny.

Kwestią do osobnego rozbioru jest czy, oraz w jaki sposób, decyzje wymierzone w autorytarny reżim nadwiślański rząd Izraela uzgadniał z naszym Najważniejszym Sojusznikiem, a czy też może tameczne kierownictwo zostało wręcz zza oceanu zainspirowane do radykalnych działań na rzecz jakże umiłowanej wolności i demokracji. Rzecz godna rozbiorów, ale danych mało, a gubić się w domysłach jakoś hadko...

W zaistniałej dość niezręcznej sytuacji wydaje się, iż inkryminowany nadawca nie może pozostawać nadal pod nadzwyczaj światłym nadzorem prezesa (teraz niektórzy tłumaczą tych "presidentów" jako prezydentów, ale dajmy spokój, boć to mogłoby być opacznie zrozumiane) Zasława, bo nie ma żadnej rękojmi, iż będzie on w stanie zapobiec hucpom w rodzaju tej ze stycznia roku 2018. Pamiętajmy, że inwigilacja przy użyciu osobowych źródeł informacji jest kosztowna i ryzykowna, gdyż wykorzystanie informacji wiąże się często ze "spaleniem" informatora.

Tak więc tefałeny muszą zmienić właściciela, quod erat demonstrandum.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale