Pamiątki jeszcze polskie
Są u nas ludzie nieuleczalni, ślepi, którzy sądzą, że lojalność i zachowywanie wszelkich przepisów prawnych uwolni od niebezpieczeństwa utraty urzędu, lub możności prywatnego zarobkowania, od wywiezienia drogą administracyjną, lub zamknięcia w cytadeli.
6 obserwujących
38 notek
23k odsłony
  168   0

Na wyrost radość muzykantów

Chciwość odbiera ludziom rozum, pozbawia ich moralnych hamulców, zaślepia i prowadzi do czynów wręcz samobójczych. Owoż liczne grono naszych kompozytorów i wykonawców, ufne w swą szczęśliwą gwiazdę i oryginalność twórczości, którą podają za swoją, z entuzjazmem powitało przyjęcie "ACTA2" (mówiąc w skrócie i "na ludowo"), a zwłaszcza art. 13., co to pozwala na "odfiltrowanie" - czyli zablokowanie przekazu - dzieła, które naruszałoby czyjeś prawa autorskie.

Nasi popierający "ACTA2" twórcy, w swym zaślepieniu pragnieniem mamony zupełnie nie dostrzegają, że w świecie licencji i praw autorskich do utworów artystycznych, podobnie jak w odniesieniu do wzorów przemysłowych, nie jest ważne kto stworzył, ale kto zarejestrował i pod czyim nazwiskiem. Jakby tego było mało, w sytuacjach spornych meritum nie ma żadnego znaczenia - liczy się jedynie sprawność nowojorskiej kancelarii adwokackiej i ogólna wydolność finansowa, gdyż tego typu obsługa pochłania krocie, koszta sądowe są kosmiczne (w świecie anglosaskim do poniesienia również przez stronę pozwaną, chociażby wygrała), a z odszkodowań to się i prawnuki mogą nie wypłacić, o ile oczywiście przezornie spadku nie odrzucą. Jedyną zaś szansą, żeby wygrać z takimi Bołotinem i Goldmarkiem, reprezentowanymi w litygacjach przez szpicę amerykańskiego sądowego establiszmętu, to być czarnoskówrym, jak Isley Brothers, i tym argumentem umiejętnie operować, inaczej szanse są raczej znikome. W wypadku naszych twórców muzycznych ten sposób, ze względu na przytłaczającą przewagę rasy białej w ich gronie, raczej nie zadziała.

Optymizm kompozytorów może wynikać stąd, że dotychczas się udawało. Każdy mógł sobie wziąć skorzystać z dorobku nieboszczyka Pachelbela i "skomponować" kanon w D pod dowolnym tytułem. Tych, co "skomponowali" tę sympatyczną "liściową" melodyjkę i zarobili na tym bardzo godziwe tantiemy, są przecież nawt nie setki, a tysiące i wszyscy biegają po wolności, nie wyłączając nawet jednego takiego zapiewajły, co to udaje, że ma głos i przyjmuje postawę kontestującą oraz obiektywną. Wprawdzie prawodawstwo Najjaśniejszej przewiduje do dwóch lat za takie "komponowanie" bez dania racji, czyli bez podania nazwiska rzeczywistego kompozytora, ale któż by tam stawał w obronie nieboszczyka Pachelbela i latał z takimi bzdetami do prokuratury, no kto?

Teraz jednak mogą nastąpić zmiany na gorsze, a wynikające, jak to często bywa, z nieubłaganego postępu techniki. Żeby "odfiltrować" melodyjkę system (ach, cóż za trafne słowo - dać rzeczy słowo...) przy pomocy sobie wiadomych algorytmów próbkujących zbada, czy dany przypadek kanonu d-dur został odpowiednio zarejestrowany, czy też może jest egzemplarzem kanonu nielegalnym. I będzie klops, a nawet kicha, bo odfiltruje i tyle. Bo przecież system (ach, cóż za słowo), jeżeli ma chronić prawa autorskie, nie może się opierać na deklarowanym autorstwie dzieła, tylko musi je porównać z "oryginalną" twórczością, n'est pas?

I do jakich to może dojść sytuacji! Na przykład taki kompozytor Matwijenko zarejestruje jako pierwszy swoje dzieło zatytułowane, mniejsza o to, jak zatytułowane,  system stworzy sobie matrycę złożoną z relacji wysokości tonów, interwałów i czego tam jeszcze, na koniec przyłoży do tego wzorca parę pięknych, oryginalnych utworów w doskonałych wykonaniach i ostatecznie wszystkie je "odfiltruje". Może nie wszyscy "kompozytorzy" utworu będą z tego powodu głodować, niemniej ich popularność może ulec ograniczeniu, a jak wiemy, popularność jest kluczowa przy zarobkowaniu w szołbiznesie.

Opłakane skutki działania systemu egzekwującego ACTA2 mogą być nawet takie, że niektóre z pięknych, groszodajnych utworów będą ostatecznie miały tylko jednego, nierzadko amerykańskiego, kompozytora, bo tylko ten wyjdzie cało z wieloletnich procesów o ustalenie autorstwa. Zaiste, wizja to przerażająca, acz, wziąwszy pod uwagę zdolność Amerykanów do opatentowywania i copyrightowania absolutnie wszystkiego, tudzież ich potencjał finansowy i jurystyczny, całkiem realistyczna.

Wymienienie znanych mi ze słyszenia dzieł kompozytorów zza Atlantyku, które mogłyby się stać przyczyną "odfiltrowania" dzieł z naszego kontynentu, mogło by być zajęciem wcale ciekawym dla Szanownych Salonowiczów, niemniej z ostrożności procesowej poniecham. Poniecham również z tego powodu, że nie uważam aby dzieła podobne czy, jak to się elegancko określa "inspirowane", były zaraz i koniecznie plagiatami. Nie chciałbym niezręcznym zestawieniem urazić żyjących, a tym bardziej uchybić pamięci artystów, których kochałem i szanowałem, a którzy dziś już koncertują w tej największej z orkiestr... Obawiam się jednak, że system może nie podzielić moich poglądów oraz skrupułów i cała rzecz skończy się jakoś raczej smutno dla rozentuzjazmowanych muzykantów.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka