Postanowiłem w kolejnych notkach pisać o kretynizmach polskiej rzeczywistożci (i nie tylko polskiej, bo większość tych kretynizmów dotyczy systemu zwanego oszukańczo "demokracją", a więc także innych krajów).
Dziś część 1.
Obowiązujący model systemu politycznego w Polsce to trójpodział władzy - ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. Władze te mają się wzajemnie ograniczać, by uniknąć dyktatury.
Jednakże polskie prawo pozwala, by członek władzy wykonawczej - minister a nawet premier - był jednocześnie członkiem władzy ustawodawczej. Rozdział stanowienia prawa od jego stosowania miał ograniczyć nadużycia a jaki to rozdział, skoro człowiek stanowi prawo a następnie ma je stosować ? Może jeszcze dopuścić, by sędziowie mogli zasiadać w parlamencie i rządzie, to taki nie tylko będzie prawo tworzył, nie tylko stosował ale też będzie rozsądzał sam o sobie, czy stosuje je dobrze.
Żądam konsekwentnego rozdzielenia tych trzech obszarów władzy. Premier, wicepremierzy, ministrowie, wiceministrowie (wszyscy ci, co mogą zasiadać w pracach rządu z prawem głosu) nie powinni być posłami ani senatorami, muszą wybierać kim chcą być. Rząd może mieć na sali sejmowej swoje miejsca jak to jest obecnie, ale bez prawa udziału w głosowaniach.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)