Dziś sąd uchylił jedną z decyzji, na mocy których przeprowadzono słynną akcję zamykania wszystkich sklepów z tzw. "dopalaczami".
Pewnie nie wszyscy pamietają, jak to się odbyło.
Z PO odszedł Janusz Palikot i postanowił założyć swoją partię. Oczywistym warunkiem koniecznym bylo dla Palikota zacząć "jechać" na PO i Tuska.
Na 6.10.2010 (sobota) Palikot zapowiedział pierwszy zjazd swoich zwolenników. Kilka dni wcześniej media zgodnym chorem zaczęły nagonkę na sklepy z dopalaczami, zupełnie jakby ktoś im kazał ...
W piątek szef SANEP-u odmówił wykonania akcji przeciw sklepom, został więc przez Tuska natychmiast odwołany, nowy szef już w sobotę akcję grzecznie wykonał. To właśnie jego decyzja została teraz przez sąd uchylona.
W związku z decyzją sądu pojawiły się już głosy, że to ostrzeżenie dla Tuska i że to kolejny jego błąd, bo teraz budżet państwa będzie płacił odszkodowania..
A ja myślę, że:
Po pierwsze - w ostatecznym rozrachunku znajdzie się sąd, który orzeknie co trzeba. Jak w sprawie Wyszkowski contra Wałęsa.
Po drugie - Tusk chciał nie tylko zebrać punkty za dopalacze ale także przykryć 1-wszy zjazd partii Palikota. i udało mu się i tego już żaden sąd nie zmieni. Media wtedy dużo mowily o akcji zamykania sklepów, malo o Palikocie.
Po trzecie - a kogo obchodzi, że zapłaci budżet ? Kto jeszcze rozumie, że to jego pieniądze ? Kiedyś w firmie w której pracowałem dyrektor wyrzucił z pracy nielubianego pracownika łamiąc przy tym chyba wszelkie przepisy kodeksu pracy. Gdy zwrócono mu uwagę, że pracownik wygra w sądzie odpowiedział "no to co ? Zajmie mu to lata a nawet jak sąd nakaże przywrócić go do pracy to mnie już tu nie będzie". I tak się stało, odszkodowanie zapłaciła firma a nie ten dyrektor, który "w chwale odszedł na jeszcze wyższe stanowisko".


Komentarze
Pokaż komentarze (3)