Na portalach internetowych informacja, że Unia zatwierdziła pakiet pomocowy dla Grecji a rząd Grecji się cieszy. Obecnie dług Grecji wynosi ponad 160% PKB, dzięki pakietowi pomocowemu ma spaść do 2020 r. do 120% PKB. Hosanna !
Zakładając, że ta informacja jest zgodna z rzeczywistością, liczę w uproszczeniu:
niech od zadłużenia Grecja płaci odsetki 5% rocznie (Polska płaci wyższe). Przy długu 160%-120% PKB wychodzi, że same odsetki wyniosą 6-8% PKB. A budżet Grecji ma deficyt na poziomie 8-10% PKB. Czyli deficyt + obsługa odsetek od długu wyniosą 14-18% PKB. O spłacie samego długu, nawet zredukowanego, nie ma co marzyć.
Wniosek jest prosty - żaden kraj nie jest w stanie wytrzymać takiego obciążenia i to jeszcze przez długie lata. Grecja musi wyjść ze strefy euro, ogłosić niewypłacalność (nie bankructwo), wrócić do drachmy i mocną ją zdewaluować. Wtedy ma szanse. Widać, że przynależność Grecji do strefy euro jest ogromnym obciążeniem, Unia ratuje siebie a nie Grecję ale za to ratowanie wpędza Grecję w jeszczę większe długi. Jak już Unia uratuje banki francuskie i niemieckie - wykopie Grecję ze strefy Euro (a być może i z samej Unii).
Należy pamietać, że państwo zbankrutować nie może. Gdy bankrutuje firma, to po prostu przestaje istnieć jako podmiot, Grecja nie przestanie istnieć jako państwo. Widać gołym okiem, że zwykli Grecy słusznie nie chcą brać na swoje plecy tej "pomocy" (także na plecy potomków i to na wiele pokoleń). Ta "pomoc" nie jest przecież dla nich tylko dla wierzycieli Grecji (żeby odzyskali choć część swoich pieniędzy), tę pomoc "załatwili" im politycy, którzy mieli władzę także przy tworzeniu długu a teraz żądają od zwyklych ludzi, żeby za to zapłacili - a jaki zwykli ludzie mieli na to wpływ ? Też bym nie chciał płacić za nie swoje grzechy. Politykom greckim najwyraźniej bliżej do innych politykow Unii niż do własnego Narodu. Tak kiedyś było z arystokracją, mam nadzieję, że i obecna arystokracja upadnie jak tamta dawna, zanim wyloni się nowa - ludziom będzie trochę łatwiej żyć.
Lepiej dla Grecji będzie pójść drogą np. Argentyny, która ogłasiła niewypłacalność i zerwała sztywność kursu peso z dolarem USA. Argentyńskie peso mocno stracilo na wartości, Argentyna weszła na kilka lat "w strefę cienia", ale teraz dobrze się rozwija (ok. 10% rocznie).
W Polsce powoli dojrzewamy do kłopotów na grecką skalę. Dług tylko oficjalnie jest poniżej 55% PKB, są poważni ekonomiści którzy obliczaja go już teraz na 200% PKB (ok. 3 bln. PLN; 3.000.000.000.000, ok.80.000 na głowę - od staruszka do niemowlaka) a ciągle rośnie. Krzysztof Rybiński swego czasu na pytanie o skalę zadłużenia Polski stwierdził, że "pytanie nie brzmi CZY przekroczymy 150% a jedynie KIEDY". Jak się zawali, to mając swoją walutę będziemy mogli pójść drogą Argentyny, jeśli przyjmiemy euro, to i tak czeka nas upadek, ale po drodze jeszcze nas Niemcy nieźle "wydoją". Jak Grecję. A potem Hiszpanię, Włochy, Francję, Irlandię, Portugalię ...
Będzie "wesoło".


Komentarze
Pokaż komentarze