Słucham wiadomości, w których już kolejny raz mówią "premier Tusk wezwał Pawlaka a ten musiał się tłumaczyć ze swoich słów o braku zaufania do ZUS. Po spotkaniu Tusk stwierdził, że Pawlak się wytlumaczył i jest mniodzio".
Pawlak to szef partii koalicyjnej i stanowisko wicepremiera należy mu się z rodzielnika, "jak psu kasza". Tusk nie ma nad nim właściwie żadnej władzy, przynajmniej, póki trwa ta koalicja a ona trwać musi. Wywalenie Pawlaka oznacza automatycznie rozpad koalicji czyli prawdopodobnie upadek rządu, oczywiście Tusk ma jeszcze taką możliwość, że nakłoni PSL do zastąpienia Pawlaka np. Sawickim, wtedy Pawlak "idzie w odstawkę". Ale to mało prawdopodobne.
Pawlak de facto nie jest podwładnym Tuska, więc Tusk nie ma władzy by kazać się mu tlumaczyć jak szef podwładnemu. Może co najwyżej prosić i przekonywać, że teraz trzeba z problemu wyjść z twarzą. A Pawlak walczy o władzę w PSL, na jesieni zjazd partii, Sawicki jest poważnym konkurentem, więc pawlak musi pokazać że ma cohones. Jak na zjeździe wygra Sawicki, to zastąpi automatycznie Pawlaka na stanowisku wicepremiera a Pawlak wróci uprawiać swoje hektary.
No ale dziennikarze ze śmiertelną powagą przedstawiają nam Tuska jako "zdecydowanego szefa rugającego krnąbrnych podwładnych".


Komentarze
Pokaż komentarze (3)