W Radio Zet Monika Olejnik była łaskawa określić TV TRWAM jako „pisuarowską”. Na zwróconą uwagę przez Kurskiego, że „pisuar służy do oddawania moczu” dale brnęła, że „nie rozumie w czym problem”, dopiero po programie na Facebooku przeprosiła za „przejęzyczenie”.
Pewnie znajdą się tacy, co w to przejęzyczenie uwierzą. Ja nie wierzę, szczególnie u tak doświadczonej dziennikarki. Wiadomo, że miłośnicy PO tak nazywają PIS a Olejnik jest jedną z głównych miłośniczek i propagatorek Tuska.
Sprawa niby błaha, ale mam dwie refleksje:
- uczono mnie, że słowo „przepraszam” to nie ścierka, która zetrze każde brudy. Przeprosić wystarczy, gdy się kogoś niechcący potrąci, gdy się niechcący coś upuści. Ponieważ ja w pomyłkę Moniki Olejnik nie wierzę, jej zachowanie uważam za zamierzone chamstwo i wobec tego uważam, że przeprosiny należy odrzucić (bo przeprosiny można odrzucić, nie ma obowiązku przyjmowania jeśli obrażony uznaje je za niewystarczające).
- w dawnych dobrych czasach, gdy obowiązywał honor, za takie zachowanie zapewne mąż albo brat Moniki Olejnik zostałby wyzwany na pojedynek (kobieta nie mogła stawać do pojedynku, musiał za nią stanąć mąż albo brat). Mógłby dostać kulkę w łeb albo sztych w serce i wtedy Olejnik może zastanowiłaby się dwa razy zanim by kogoś opluła z takim poczuciem bezkarności. Szkoda, że Kodeks Honorowy Boziewicza już nie jest stosowany … mało co mnie tak wkurza jak to poczucie bezkarności chamstwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)