Właśnie czytam newsa, że w Krakowie w hotelu był alarm bombowy i że Policja ujęła już sprawcę.
Policja, która nie potrafi sobie poradzić z najprostszymi sprawami (kilka lat temu miałem bójkę z Cyganami na stacji benzynowej, podałem policji nr rejestracyjny ich samochodu - "śledztwo umorzone z powodu niemożności ustalenia kto jest właścicielem samochodu") - od lat alarmy bombowe "łapie" bez pudła (wprawdzie było jedno pudło ale o tym na końcu). I nie ma znaczenia, czy dzwonił ktoś ze swojego telefonu (idiota) czy kupił kartę w kiosku, zadzwonił z budki i natychmiast kartę wyrzucił - łapią w 100% i to w ciągu godzin.
Moim zdaniem jedyne logiczne wytłumaczenie jest następujące:
WSZYSTKIE nasze rozmowy są nagrywane i okresowo przekazywane do służb specjalnych. Oczywiście żaden Orange czy Plus się do tego nie przyzna. Na podstawie tych nagrań specjalne oprogramowanie robi analizę techniczną naszego głosu (coś jak odciski palców) i wynik tej analizy jest pamiętany w bazie danych wraz z danymi personalnymi. Wystarczy mieć nagrany czyjś głos (a teraz wszystkie firmy nagrywają dzwoniących "w trosce o podniesienie jakości usług"), nagrany głos zostanie zanalizowany tym samym programem i wtedy wystarczy już przeszukać bazę danych by znaleźć ten sam wzorzec a wtedy mają też dane osobowe. Trwa to kilka godzin i tyle zajmuje policji aresztowanie "dowcipnisia".
A na koniec ten jedyny przypadek, którego policja do dziś nie wyjaśniła.
Bodajże w 2008 roku w sądzie warszawskim była sprawa, w której oskarżonym był Gasiński - ten, co Lepperowi zgłaszał talibów w Klewkach (wyśmiano go wtedy, ale okazało się, że gadał z sensem ...). Ta sprawa nie dotyczyła talibów, ale jako świadek miał zeznawać urzędujący premier - Donald Tusk. Oczywiście pod salą tłum dziennikarzy z magnetofonami, ale Tusk sobie nie życzył, by ktoś słuchał co zeznaje. I tak się dziwnie złożyło, że przed rozprawą do sądu ktoś zadzwonił że jest bomba - wszystkie rozprawy odwołano, wszystkich z sądu wyprowadzono - ale ta jedna rozprawa się odbyła, Tusk wjechał od tyłu i dziennikarze tego nie zauważyli. Tego jednego przypadku do dziś nie wyjaśniono. A smaczku sprawie dodał Gasiński kika lat temu - zaskarżył BOR, że "narażał go na utratę życia" - no bo skoro był alarm bombowy, to czemu jego nie ewakuowano ? Nie wiem, czy wygrał, ale jak BOR przyzna, że sam dzwonił (co oczywiste), to szef BORu powinien polecieć a przedtem zapłacić koszt odwołanych rozpraw i akcji ewakuacji, jak BOR się nie przyzna, to czemu narażał PREMIERA ???!!!! Tym bardziej do dymisji ...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)