Uczeń:
„Wstyd mi, że hierarcha Kościoła (Abp Życiński– przyp. moj) potrafi bronić tak naprawdę zachowania, a nie człowieka. Bo w imię zasad chrześcijańskich, jeśli zauważa zabawy Piesiewicza z prostytutkami, to powinien zwrócić na nie uwagę przede wszystkim. Zawsze sądziłem, że w myśl mojej religii (z czego hierarchowie Kościoła zdają sobie doskonale sprawę), seks z prostytutkami jest cudzołóstwem. Ale podkreślam to tylko w odniesnieniu do abp Życińskiego. Jedynym "autorytetem" w mediach, który potrafił odważnie skrytykować postępowanie Piesiewicza i przypomnieć o konsekwencjach, był ks. Sowa. Postawa Maleńczuka zupełnie mnie nie dziwi.Dochodzę do wniosku, że ten, kto broni takich zachowań ze względu na autorytet, sam miał z tym bagnem do czynienia i szuka dla siebie usprawiedliwienia, może dowartościowania.“ (podkr. moje)
http://wszolek.salon24.pl/143838,autorytetom-iii-rp-wszystko-wolno
Mistrz:
„Też wczoraj, w wieczornej telewizji, Bohdan Rymanowski rozmawiał z arcybiskupem Życińskim. Biskup siedział w swojej biskupiej sukni, w czerwonej piusce na głowie, na tle – ciekawe że nie krzyża, ani nawet zdjęcia Jana Pawła II – lecz biblioteki z mnóstwem, z pewnością bardzo mądrych książek, i opowiadał trochę karykaturalnym, księżowskim tonem o krzywdzie, jaka spotkała Krzysztofa Piesiewicza. Słuchałem go, całkowicie porażony, przez te piętnaście, czy dwadzieścia minut, i zadawałem sobie to pytanie – dlaczego? Przez całą swoją długą wypowiedź, arcybiskup Życiński jednym słowem, jednym, najbardziej skromnym gestem nie pokazał na to zło, na to zgorszenie które się stało, lecz – wręcz odwrotnie – ku zdumieniu samego Rymanowskiego, gorszył sam, w sposób najbardziej jednoznaczny i bezczelny. A ja się pytałem – dlaczego? Patrzyłem na Arcybiskupa mojego Kościoła, słuchałem w oszołomieniu każdego jego słowa, obserwowałem nawet ten pot na jego brodzie i myślałem, co za czort? Co za tym stoi? I widziałem wszystko. I jakiś grzech sprzed lat, może alkohol, może po prostu polityczne emocje, może w ogóle emocje, ale jakoś – cholera – nie przychodził mi do głowy ten strach. A przecież dziś, gdy patrzę na jego twarz, to ten strach w sposób jak najbardziej oczywisty tam jest. Tam widać najzwyklejszy,zwierzęcy strach.“ (podkr. moje)
http://toyah.salon24.pl/144363,o-szantazu-o-zgorszeniu-i-o-swietym-spokoju



Komentarze
Pokaż komentarze (21)