Czytając sobie notke „Phoenix: spadł śnieg!“ http://mars.salon24.pl/95515,index.html natknąłem sie na sceptyczny komentarz szanownego Eine, ktorego cenie za wiedze, a nie lubie za wlaśnie ow sceptycyzm (ja to nazywam „marudzeniem“), ktorym najbardziej mnie zdenerwowal w notce „Elephantiasis narzędzi i karłowatość idei“, chociaż wczesniej tez pare razy. http://autodafe.salon24.pl/95092,index.html .
I tak czytajac sobie ow sceptyczny komentarz szanownego Eine przypomnial mi sie program telewizyjny na temat zycia pozaziemskiego, ktory ogladalem jakis czas temu, zdaje sie ze na 3SAT, ale glowy nie daje. Dyskusje prowadzili: ktos z NASA, Biolog, Fizyk, ktos tam jeszcze, a ktorys z nich byl laureatem Nagrody Nobla.
Dyskusja zaczela sie od Marsa i jego juz wcale niehipotetycznym systemie wodnym w przeszlosci, ze raczej nie bylo tam wszechswiatowego oceanu, jak na Ziemi, tylko cos podobnego do systemu Wielkich Jezior na granicy USA i Kanady, no i o mozliwosci istnienia kiedys tam na Marsie zycia.
Gadka byla taka sobie, w zasadzie o wszystkim tym mozna poczytac w ogolno dostepnej literaturze, prasie i obejrzec w tv, i jedynie nieznane szerzej szczegoly byly interesujace. Az w pewnym momencie, jeden z dyskutantow stwierdzil, iz zycie we Wszechswiecie jest czyms naturalnym i powszechnym.
Nie jestem wstanie odtworzyc tej dyskusji dokladnie, gdyz toczyla sie po angielsku (i chyba z niemieckimi napisami) z olbrzymia iloscią kompletnie niezrozumialych dla mnie fachowych terminow. Cale szczescie, ze moderator dyskusji czesto prosil naukowcow o bardziej przystępne, zrozumiale dla przeciętnego widza wypowiedzi.
W wielkim skrócie wnioski:
Przede wszystkim: dlaczego zycie we Wszechswiecie jest czyms naturalnym i powszechnym: - a dlaczego nie mialoby byc?
Jedynie nalezy sprecyzowac, iz nie chodzi tu tylko o istoty rozumne jak czlowiek, czy organizmy skomplikowane jak np. ziemskie kręgowce – zycie we wszechswiecie jest i owszem powszechne, ale w swej zdecydowanej wiekszosci, jakies 90, a moze i 99% są to formy przypominajace ziemskie wirusy, bakterie, a w najlepszym przypadku sinice, czy pierwotniaki i czasem byc moze i jakies proste formy wielokomorkowe.
By powstalo prymitywne zycie wystarczy ciekly rozpuszczalnik (woda, metan) pierwiastki tworzace zwiazki organiczne (wegiel, krzem) i energia (wszelkiego rodzaju promieniowania, wyladowania elektryczne) potrzebna by mogly zachodzic skomplikowane reakcje chemiczne. A takich miejsc jest we wszechswiecie mnostwo.
Przynajmniej tak podpowiada nam dzisiejszy stan wiedzy w tym temacie i dlatego wlasnie tak bardzo interesujemy sie Marsem, a takze ksiezycem Saturna – Tytanem, ktory jak na razie jest niestety poza naszym zasiegiem, a Mars jest na tyle bliziutko, ze jestesmy wstanie prowadzic tam szeroko zakrojone badania.
Problem z zyciem pozaziemskim, zaczyna sie w momencie, gdy mowimy o skomplikowanych organizmach – tu potrzeba wiele szczesliwych przypadkow. I tak np.: dinozaury i ludzie mogli pojawic sie na Ziemi, gdyz Wielcy Straznicy, Jowisz i Saturn, pilnuja by nasza planeta nie byla bezustannie bombardowana meteorami, a nasz Księżyc pomaga utrzymac Ziemi staly kąt nachylenia osi wobec Slonca, dzieki czemu mamy dosc stabilne uklady klimatyczne.
Znaczy: o ile prymitywne formy zycia moga sie rozwijac w „strasznie“ ekstremalnych, z naszego, ziemskiego punktu widzenia, warunkach, to organizmy o skomplikowanej strukturze wymagaja wręcz sielankowego otoczenia.
Opisy badan na Marsie, szanowny Eine skwitowal: „Coraz bardziej podobają mi te ble,ble z NASA. Czy oni tam u siebie powołali specjalną pracownię wytwarzającą maszynowo owe ble,ble,ble?“
A LHC tak: „Wszystkie projekty budowy super potężnych akceleratorów włącznie z zrealizowanym LHC i planowanymi na nim eksperymentami mają weryfikować stany materii w bardzo odległej przeszłości, ale poza funkcjami poznawczymi, nie widać żadnych możliwości określenia przydatności praktycznej ich ewentualnych, pozytywnych rezultatów.“
Znaczy: wg szanownego Eine dzialalnosc naukowa typu wysylanie sąd badajacych inne planety i budowanie wielkich i kosztownych urzadzen badawczych nie ma sensu – gdyz nic praktycznie nie daja, ot taka naukowa l'art pour l'art.
Czyzby jest tak faktycznie ????
Śmiem wątpic.
By snuć wizje na temat praktycznego wykorzystania jakiegokolwiek zjawiska, nalezy je najpierw dokladnie poznac, co jest oczywistą oczywistoscią. Kto wie, może LHC pomoze w badaniach nad kontrolowaną reakcją termojadrową, a moze wskaże jakis inny, zupelnie nam dzisiaj nieznany sposob pozyskiwania energii?
A moze badania pozaziemskich form zycia, ktore byc moze ma wlasciwosci zupelnie inne niz znamy pozwoliłyby nam wyhodować mikroorganizmy rozkladajace odpady radioaktywne, cos na wzor miejskich, biologicznych oczyszczalni sciekow?
A moze zupelnie cos innego?
Czy Otto von Guericke, budując w 1663 roku pierwszy generator elektrostatyczny śnił o świecie oplecionym drutami i miastach oświetlonych elektrycznymi lampami i o lodówkach, pralkach i innych urządzeniach „na prąd“?
Predator
109
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (17)