6 obserwujących
42 notki
63k odsłony
1458 odsłon

Obóz w Berezie Kartuskiej, miał być dowodem na „faszyzację” Pols

Wykop Skomentuj1

6 lipca 1934 r. czołowi działacze ONR osadzeni zostali w Berezie Kartuskiej. Co to był za obóz?

Obóz, którego oficjalna nazwa brzmiała „Miejsce odosobnienia w Berezie Kartuskiej”. Utworzono go 12 lipca 1934 roku na mocy rozporządzenia z mocą ustawy prezydenta Ignacego Mościckiego z dnia 17 czerwca w sprawie osób zagrażających bezpieczeństwu, spokojowi i porządkowi publicznemu. Pomysłodawcą utworzenia obozu był premier Leon Kozłowski, a jego pomysł zaakceptował Józef Piłsudski nazywając to zarządzenie „czerezwyczajką”. Rozporządzenie zezwalało na utworzenie wielu takich miejsc odosobnienia, ale utworzono tylko jedno – w Berezie. Obóz mieścił się w budynku dawnych carskich koszar.

Dla kogo był przeznaczony ten obóz?

Jak czytamy w rozporządzeniu z dnia 17 czerwca 1934 r. obiekt ten był przeznaczony dla osób, „których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju, lub porządku publicznego„. Określano go jako „nieprzeznaczony dla osób skazanych lub aresztowanych z powodu przestępstw”.Był to więc prewencyjny obóz odosobnienia dla więźniów politycznych.

Jaka jest geneza powstania tego obozu?

Bezpośrednim impulsem, który skłonił Józefa Piłsudskiego do podjęcia decyzji o utworzeniu obozu, było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego dokonane przez Hryhorija Maciejkę, działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Temat Berezy Kartuskiej praktycznie nie funkcjonuje w świadomości Polaków. Dlaczego to wciąż temat tabu?

Piłsudski o zamachu majowym z 1926 roku powiedział, żeby nie stawiano pomników ku pamięci tego wydarzenia, co możemy odebrać jako wymazanie tego i innych epizodów kompromitujących sanację i Marszałka z powszechnej świadomości Polaków. W okresie II RP za choćby wspominanie publicznie o tych wydarzeniach groziło nawet więzienie, więc ludzie milczeli. Dziennikarze nie pisali artykułów, nie powstały naukowe rozprawy, a wspomnienia nie zostały spisane. Dziś, w okresie III RP nadal nie mówi się o „wyborach brzeskich”, zamachu majowym czy wreszcie o Berezie Kartuskiej. Są to tematy, które kłócą się z „legendą Marszałka”, a którą nadal karmi się w szkołach kolejne pokolenia. Przecież zarówno Komorowski jak i Kaczyński nieraz dawali wyraz swojej fascynacji „,marszałkiem” i żaden historyk nie odważy się burzyć obrazu wielkiego autorytetu Polaków, za jakiego nadal uchodzi Piłsudski.

Jak doszło do założenia tego obozu?

Jak już wyżej wspomniałem pretekstem do założenia „Miejsca Odosobnienia” był mord polityczny na ministrze Pierackim. Dziś wiemy, że wojskowa „dwójka” czyli wywiad nie tylko znała inspiratorów i wykonawców zamachu ale nawet była wcześniej uprzedzona, że do niego dojdzie. Znano nawet dzień, w którym miało dojść do mordu. O tym, że jakieś wpływowe czynniki sanacyjne dopuściły do usunięcia Pierackiego, miałby świadczyć fakt, że w porze obiadowej 15 czerwca nie było przed klubem przy ul. Foksal 3 żadnego z posterunkowych pełniących tam zawsze służbę w tych godzinach. Należy dodać, że Pieracki będąc kawalerem stołował się regularnie o stałej porze w tym klubie, będącym rządowym obiektem. Zamach ten był doskonałym pretekstem do wyeliminowania z życia publicznego niewygodnych z punktu widzenia sanatorów ludzi, w pierwszej kolejności byli to nieprzejednani narodowcy z antyrządowego ONR, na których początkowo wskazano jako wykonawców mordu na Pierackim.

Ilu narodowców trafiło do Berezy Kartuskiej?

Pierwszymi osadzonymi, posiadającymi dwa pierwsze numery więzienne, byli narodowcy z Krakowa, działacze Stronnictwa Narodowego – Antoni Grębosz i Bolesław Świderski, późniejszy lider Ruchu Narodowo Radykalnego (ONR-Falanga) w Małopolsce. Zostali oni przywiezieni do Berezy Kartuskiej 6 lipca 1934 roku o godz. 20. Nad ranem 7 lipca dołączyło do nich dziesięciu ONRowców z Warszawy. Był to słynny wówczas „transport warszawski”, w którym znajdowali się czołowi działacze organizacji, prawdziwa elita ruchu. Byli to adwokaci: Henryk Rossman, dr Jan Jodzewicz, Mieczysław Pruszyński, Henryk Łączyński, Edward Kemitz, a także studenci Bolesław Piasecki, Zygmunt Dziarmaga, Władysław Hackiewicz, Jerzy Korycki i Włodzimierz Sznarbachowski. Był to jedyny zbiorowy transport narodowców i naprawdę wyjątkowy. Każdy warszawski narodowiec przed opuszczeniem aresztu śledczego przy ul. Daniłowiczowskiej, w którym byli przetrzymywani już od 21 czerwca, otrzymał tort i bukiet róż z imiennym bilecikiem, następnie wszyscy pod eskortą zostali przewiezieni na Dworzec Wileński skąd pociągiem udali się w długą drogę do stacji Błudeń na Polesiu (Bereza Kartuska nie miała połączenia kolejowego). W trakcie podróży strażnicy zachowywali się wobec więźniów niemal jak służba a nie jak eskorta, m.in. donosili narodowcom wódkę i zakąski. Być może policjantom imponowała ogłada, wysoka pozycja społeczna niektórych i ich eleganci ubiór. W każdym razie atmosfera na tyle się rozluźniła, że na stację Błudeń, zarówno aresztanci jak i ich eskorta przyjechali mocno „wstawieni”. Na ten widok, oczekujący na „transport warszawski” specjalny oddział policji z Golędzinowa, zaaresztował natychmiast strażników odbierając im broń i pasy a rozweselonych aresztantów, przekleństwami i groźbami, przywrócono do porządku. Miał to być przedsmak tego, co czekało narodowców w „Miejscu Odosobnienia”. W sumie w całym okresie funkcjonowania obozu można się doliczyć 71 osadzonych tam narodowców. Warto jeszcze dodać, że w czasie „transportu warszawskiego” powstała piosenka „Marsz na polską Syberię”, której słowa brzmiały:

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura