6 obserwujących
42 notki
63k odsłony
2076 odsłon

Utracone dziedzictwo - Pamiętnik z Kołomyi

Wykop Skomentuj2

Czytelnikom prezentuję obszerne fragmenty z pamiętnika Krystyny Greniuch, siostry mojego dziadka.

Pamiętnik ten prowadzony od roku 1936 jest wspomnieniem 16-letniej wówczas dziewczyny o mieście, które z perspektywy czasu wydać się może dla czytelnika egzotyczne i obce, a którego zawiłe i tragiczne losy, ilustrują historię Kresów Wschodnich – utraconego dziedzictwa.

Krystyna urodziła się w roku 1921. Ojcem jej był Tadeusz Greniuch, mój pradziadek, który mieszkając w Wieliczce po wybuchu I wojny światowej został zmobilizowany i wysłany na front w Galicji służąc w 13 „polskim” pułku piechoty CK Armii. Koniec wojny zastał Tadeusza właśnie w Kołomyi, gdzie w 1919 roku ożenił się z Rozalią z domu Tymoczko.

Z małżeństwa tego urodzili się w roku 1920 Stanisław, mój dziadek, a rok później Krystyna.

Po wkroczeniu do miasta Wojska Polskiego w czerwcu 1919 roku Tadeusz został na powrót zmobilizowany i dostał przydział do Wojskowych Warsztatów Samochodowych. Po demobilizacji w roku 1922 Tadeusz podjął pracę na Polskich Kolejach Państwowych, niestety, rok później zmarł osierociwszy 3-letniego Stanisława i 2-letnią Krystynę.

Dzieci całą swoją młodość spędziły w Kołomyi.

Kołomyja w granicach II Rzeczypospolitej znalazła się w województwie stanisławowskim. Będąc miastem powiatowym w roku 1921 liczyła sobie 41097 mieszkańców z czego 15 tysięcy Polaków, 16 tysięcy Żydów i 10 tysięcy Rusinów. Była więc Kołomyja typowym kresowym miastem z całą mozaiką współżyjących kultur.

Pierwsza część pamiętnika opowiada o wybuchu wojny, o pobycie w mieście najwyższych władz państwowych przed opuszczeniem kraju. Opowiada o wkroczeniu do miasta sowietów i o wielkim przywiązaniu mieszkańców do religii, która jednoczyła wszystkie nacje, dzięki czemu obroniono miejscowy kościół.

Pamiętnik o Kołomyi od 1936 r.– część pierwsza.

Kołomyja była miastem trzech tradycji: polskiej, ukraińskiej i żydowskiej.

Gimnazjum kołomyjskie miało poziom europejski. Wśród jego profesorów znajdowali się członkowie Krakowskiej Akademii.

Kołomyja posiadała dwa kościoły. Kościół parafialny rzymsko-katolicki i kościół O.O. Jezuitów przy ul. Kraszewskiego, który otrzymał relikwie błogosławionego Andrzeja Boboli w 1938 r. z Krakowa.

W 1939 r. na wiosnę zostałam przyjęta do K.S.M.Ż.(Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej – masowa organizacja wychowawcza o charakterze patriotyczno-religijnym. Istniał również jej odpowiednik dla chłopców – przyp. TG)

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej które prowadził młodziutki ksiądz J. Schiller, jeden rok, bo był jeden rok u Arcybiskupa Twardowskiego sekretarzem, który zatęsknił za nim i zabrał go powrotem.

1-go września wybuchła wojna. 18-go września wkroczyli sowieci do Kołomyi w południe.

Ksiądz J. Schiller był już we Lwowie, uczył nas różne pieśni, zostawił nam na pamiątkę fiskamonię walizkową(klawiszowy instrument muzyczny – przy. TG).

(…) Trzeci kościół miał być wybudowany w lecie 1939 roku, było poświęcenie placu oraz założone były deski na ziemi i ludzie zaczęli kopanie pod fundament. Wojna się rozpoczęła i roboty stanęły (…) rozstrzeliwali Żydów, okropny jęk, płacz i zapach ludzkiej krwi nie do zniesienia, nie do zapomnienia.(Po wkroczeniu Niemców do Kołomyi w okresie wrzesień-październik 1941 masowo rozstrzeliwano Żydów – przy. TG)

16-go września była to sobota i bardzo gorąco, ludzie chłodzili się kąpiąc, mieszkałam koło Prutu i wszystko widziałam. Zaczęły nadjeżdżać samochody, ciężarowe i osobowe, to przyjechali z Zaleszczyk nasz Rząd Polski i zajęli naszą dzielnicę, i był prezydent Mościcki, i Marszałek Rydz-Śmigły i minister Beck,oraz dużo oficerów i cywilów, bardzo byli zmęczeni, utrudzeni, brudni, głodni i spragnieni.

U mojej cioci był Sejm i Senat, w całym budynku piętrowym, lokatorzy poszli spać, gdzie kto mógł, nawet na podwórku sobie siedzieli bo było bardzo gorąco.

Ciocia moja razem z lokatorami i sąsiadami zorganizowała obiad. Wszyscy pomagali i ciasto w nocy piekli i makaronu narobili i ugotowali rosół. W sadzie poukładali stoły, nakryli obrusami, nalewają rosół, a tu alarm wszyscy się zrywają, do samochodów wsiadają, nawet się nie żegnają, nic nie zjedli a była to niedziela 17 września godz. 12 w południe.

O jaka to była rozpacz, gdzie jedziecie?

Dlaczego uciekacie?

Dlaczego nas zostawiacie a sami jedziecie?

Byłam tam i pobiegłam wpatrywać się którędy jadą i zobaczyłam ich na moście na Prucie.

Płakałam, bo już wiedziałam że jadą do granicy rumuńskiej, bo było najbliżej.

Gdy już odjechali jak zaczęło błyskać i grzmoty waliły i deszcz z ulewą, nawet niebo płakało. Zostaliśmy sami.

Na drugi dzień w poniedziałek wkroczyli sowieci w samo południe, no i zaczęła się nasza gehenna. Żydzi sklepy pozamykali, piekarnie chleba nie piekły, głód i brud, ani proszku ani mydła. Trzeba było stać całą noc za kawałkiem chleba.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura