0 obserwujących
12 notek
1663 odsłony
  139   1

Kali chcieć mnóstwo za bardzo...

Pan Rafał Woś mnie zapłodnił.

Uczynił to swoim zawołaniem: "Nie, własność nie jest święta!". Uczynił to publicznie i prowokująco, dając przyczynek do reakcji na tak, wydawać by się mogło obrazoburcze słowa.

Patrzę właśnie na dopiero co zakupioną przeze mnie maszynkę do golenia, i zastanawiam się, czy aby na pewno jestem jej właścicielem... Kupiłem ją za własne, otrzymane od firmy ubezpieczeniowej pieniądze. Firma ubezpieczeniowa jest państwową, więc chyba nie zachodzi podejrzenie o pranie pieniędzy czy jakąś formę paserstwa.

Dalej, sam się zapytowywuję, czy istnieją jakieś cezury czasowe, które by mi po ich upływie owo prawo własności niweczyły. No i tutaj natrafiam już na rafy, bo logika podpowiada co innego, a życiowe doświadczenie i wiedza historyczna - co innego.

Wszak własność jako forma posiadania (można przecież posiąść kobietę, nie stając się jej właścicielem) pociąga za sobą wymóg stabilności. Taką stabilność (pewność bycia właścicielem) dać może tylko prawo. Ale prawa jak wiemy z historii, bywały różne, np. prawo silniejszego, prawa norymberskie, prawa stalinowskie (ot, choćby słynne dekrety Bieruta).

Czy wobec tego sankcjonowana przez prawo własność, faktycznie jest własnością ?

Czy może własnością jest zwyczajnie to, co sobie jesteśmy w stanie "wywojować" i obronić ?

Całkiem dawno temu pewna całkiem spora rodzina wyznaczyła całkiem spory kawałek terenów, jako swój. Graniczący z "jej" terenem obszar, zamieszkiwała już nie tak spora rodzina - można było więc ją przegnać, a opornych zaciukać. Na tym całkiem już zacnym kawałku ziemi, w efekcie intensywnych prac prokreacyjnych, w krótkim czasie powstał klan kilku rodzin. Jego protoplasta dogadał się z co bardziej krewkimi, i opanował (nie bez gwałtu) okolicę. Swoim krewkim pomocnikom, za zasługi podarował części nowej "własności" wraz z niedobitkami dotychczasowych "właścicieli"...Czas upływał...

Potem było już tak, że całkiem spory kraj był "własnością" jednego bystrzachy, a kilkanaście części wydzielono dla szczególnie zasłużonych. Parę milionów innych miało brać udział w tej grze w durnia - w mało zaszczytnym charakterze...

Czy legalnie (za zapracowane pieniądze) zakupiony przez jego właściciela np. samochód - może stać się własnością złodzieja, tylko dlatego, że tenże użytkuje go już np. dziesięć lat, wymieniał regularnie olej i dbał o stan techniczny ?

Czy legalnie zakupiony (zbudowany własnym sumptem) dom - może stać się własnością nowego właściciela, na mocy prawa wywłaszczeniowego ? Czy to pytanie jest tylko retorycznym ?

Czy jednak własność (co to jest owa własność ?) faktycznie jest "święta" ?

W ostatnich latach, jak rzadko kiedy, wszyscy którzy są w stanie korzystać z daru spostrzegawczości, nie mogli nie zauważyć zagrożenia jakie niesie ze sobą bogactwo. Bogactwo - to naturalnie dość nieostre, względne zjawisko.

Ale, czyż sytuacja, w której garstka zyskuje niepomierny wpływ na losy miliardów żyjących na tym padole - nie budzi grozy ?

Pan Woś twierdzi, że własność nie jest święta... Może i inni poczują się zapłodnieni do poważnych przemyśleń na ten temat...


Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale