Norwegian Wood
W powieści japońskiego pisarza Hurakiego Murakamiego ukazującej losy studenta Toriego Watanabe, możemy natknąć się na moment, w którym główny bohater wraz ze swoją przyjaciółką Midori –córką umierającego w szpitalu z powodu raka i guza mózgu właściciela księgarni, pana Kabayashi – udają się do jednego z wielu kin znajdujących się w tokijskim Shijnuku. Podczas seansu na ekranie wyświetlany jest sadomasochistyczny film pornograficzny obfitujący w wulgarne sceny – w Japonii tego typu produkcje cieszą się dosyć dużą popularnością, podobnie zresztą jak granie na automatach czy spowodowane częstym brakiem posiadania przez ludzi mieszkających w masowo budowanych mieszkaniach łazienek, odwiedzanie miejskich łaźni. Watanabe i Midori nie zwracając zbytniej uwagi na pozostałą, głównie męska część publiczności, w bezpośredni sposób wymieniają uwagi na temat obrazów wyświetlanych na multipleksie oraz efektów specjalnych, takich jak dźwięk wydobywający się z głośników. Dziewczyna zachwycona jest odgłosem „mlaskania” powstającego na skutek uprawiania przez aktorów seksu oralnego. Nieskrępowana pyta przyjaciela o reakcje jego organizmu na widok filmu, mając konkretnie na myśli membrum virile, a innymi słowy penisa. Watanabe potwierdza, że jego organ płciowy pod wpływem oglądanych obrazów, sztywnieje. Jednak, co paradoksalne, to fakt, że zdaje on sobie sprawę z wirtualności widzianych scen i słyszanych dźwięków. Stwierdza z pełną stanowczością, że w rzeczywistości takie akty, jak „filmowe mlaskanie” czy wzmocniony i wyolbrzymiony krzyk rzekomo podnieconych aktorek, nie mają miejsca. Wszystko jest tutaj sztuczne, fałszywe, nierealne – hiperrzeczywiste. Mimo to Watanabe odczuwa pożądanie seksualne, a wzrost ciśnienia krwi na skutek produkcji adrenaliny sprawia, że jego penis reaguje podobnie, jak w przypadku kontaktu z „żywą” kobietą. Zbliżenia obiektywów kamer, wzmocnione dźwięki, energiczne ruchy pikselowych ciał pokazywane na wielkim ekranie – wszystko to odnosi zamierzony cel i prowadzi oglądających do odczuwania cielesnej rozkoszy.
Czytając „Norwegia Wood” można odnieść wrażenie, że jej treści skupiają się w dużej mirze na seksie i cielesności. Znajdziemy tutaj takie przykłady jak masowe masturbacje w męskich akademikach, szybko seks w Love-hotelach uprawiany pod wpływem alkoholu – wystarczy wspomnieć o studencie Nagasawie znajdującym każdego wieczoru dziewczyny w knajpach, barach i restauracjach. Akt płciowy, jakim jest cielesne i duchowe równocześnie zespolenie się kobiety i mężczyzny, zostaje tutaj sprowadzony do wykonywanej w sposób rutynowy, bezuczuciowy, bezrefleksyjny i mechaniczny czynności. Nie ma miejsca na miłość, zaufanie ,wzajemny szacunek, wstyd, tajemnicę. Mamy za to apatię, samotność, rezygnację, poczucie bezsensu, nudę i zwierzęce zaspokajanie instynktów. Potwierdzeniem agonii ducha jest zupełny brak podniecenia seksualnego występujący u dwudziestojednoletniej Naoko – wrażliwej dziewczyny, która po śmierci Kizukiego (jej chłopaka i zarazem przyjaciela Watanabe), popada w głęboki stan depresji, a po kilku miesiącach pobytu w „sanatorium” popełnia – zresztą, jak wcześniej jej ukochany – samobójstwo. Wiesza się na drzewie w pobliskim lesie. Jedyną właściwie lub jedną z niewielu scen, podczas których seks nabiera charakteru „naturalności” przepełnionej spontanicznym uczuciem, szczerością, pewnym rodzajem zaufania jest końcowa scena, kiedy to Watanabe kocha się w wynajętym przez siebie domu ze starszą o dziewiętnaście lat niedoszłą zawodową pianistką, a zarazem byłą współlokatorką Naoko podczas leczenia, Reiko, która po siedmiu latach pobytu w hermetycznie zamkniętym i pozornie bezpiecznym świecie odosobnienia, postanawia powrócić do życia w społeczeństwie.
Obraz seksu, z jakim możemy się zetknąć w „Norwegian Wood” jest nie tylko odzwierciedleniem stosunków międzyludzkich panujących w Japonii, ale dobitnie przedstawia również zachowanie się społeczeństw zachodnich z ich kulturowymi kontekstami przepełnionymi konsumpcjonizmem. Jako uczestnicy tego bazaru próżności, możemy rozkoszować się wirtualnym seksem, szybkimi i jednorazowymi kontaktami „bez zobowiązań”. Z drugiej strony przychodzi nam się zmierzyć z postępującą gwałtownie i rozprzestrzeniającą się na masową skalę depresją, a co za tym idzie, ze wzrostem aktów samobójczych.
Oto prawdziwa durkheimowska anomia ponowoczesnego społeczeństwa. Oto współczesny efekt Wertera tyle, że tym razem w seksualno-cielesnym rozpasanym wydaniu. Tutaj zamiast kolejnych samobójstw występujących na skutek nagłaśniania tego problemu w mediach, mamy do czynienia z szerzącą się frustracją, przygnębieniem, załamaniem nerwowym powstającymi z powodu braku możliwości dorównania w realnym życiu wyczynom aktorów filmów porno. Okazuje się bowiem, że stosunek płciowy w rzeczywistości nie trwa bez przerwy kilka godzin, mężczyźni nie mają penisów wielkości bananów, a kobiety nie wydają z siebie krzyków o podwyższonej skali z powodu rzekomego nieziemskiego orgazmu.
W konsekwencji wszystko sprowadzone zostaje do samotnej masturbacji emitowanej w sieci za pomocą komputerowych kamer, ku pokrzepieniu Internautów.



Komentarze
Pokaż komentarze