Wróg Ludu
GazetaPolska
286 obserwujących
852 notki
1691k odsłon
  92   2

PRZEŁOMOWE DNI

Pisanie o przyszłości jest obarczone ogromnym ryzykiem, wynikającym zarówno z niemożności poznania wszystkich istotnych faktów ją warunkujących, jak i podstawowego problemu, jakim jest właściwa ocena tych faktów. Tak jest w przypadku wojny na Ukrainie. Wiele wywiadów o ogromnym potencjale analitycznym pomyliło się co do możliwości jej wybuchu na pełną skalę, a jeszcze więcej co do jej przebiegu. Trzeba przyznać, że rozwój sytuacji bardzo dobrze przewidzieli publicyści „Gazety Polskiej”. Już rok przed wybuchem wojny ostrzegaliśmy, że dojdzie do „awantury na wschodzie” (taki zresztą tytuł miał opublikowany u nas tekst). W momencie, gdy rozpoczęła się Operacja „Śluza”, wielokrotnie mówiliśmy, że jest to przygotowanie do uderzenia Rosjan z Białorusi na Kijów, oprócz oczywiście próby destabilizacji regionu. Nie pomyliśmy się. W błędzie byli za to ci, którzy uważali, że Kijów można zdobyć w trzy dni. Jedyną zagadką, której sam nie potrafiłem rozwikłać, była niewielka ilość zgromadzonych przez Rosjan sił do ataku na Ukrainę. Zagwozdka już się wyjaśniła. Kreml absolutnie nie docenił zdolności bojowych Ukraińców i mocno przecenił własne. Zawiodły: wywiad, rozpoznanie i analiza.

Jak więc ocenić obecne działania? Rosjanie wyciągnęli wnioski z pierwszej fazy wojny, odsunęli od bezpośredniego dowodzenia KGB-stów specjalizujących się w przewrotach wojskowych. Wzięli do dowodzenia generałów z frontowym doświadczeniem i zaczęli prowadzić wojnę według sowieckiego modelu miażdżenia przeciwnika artylerią. Mają tu ogromną przewagę i ich – przynajmniej częściowa – wygrana znowu wydaje się prawdopodobna. Tak to wygląda na biurkach strategów. Pytanie, czy tak jest naprawdę? Przewaga Rosjan w artylerii rzędu dziesięć do jednego jest coraz bardziej iluzoryczna. Po pierwsze, sprzęt i amunicja szybko im się zużywają; po drugie, Ukraińcy mają coraz więcej broni do niszczenia rosyjskiej artylerii; po trzecie, ta przewaga jest niwelowana przez słabe morale i fatalne wyszkolenie wojsk Putina. Nawet jeżeli Moskwa uzyska jeszcze jakieś sukcesy w posuwaniu się na zachód i północ Ukrainy, to będą one coraz mniejsze i okupione coraz większymi stratami. Na Kremlu zaczynają zdawać sobie z tego sprawę i nie za bardzo widzą rozwiązanie problemu. Sytuacja ekonomiczna Rosji też zaczyna budzić trwogę. Wprawdzie bardzo droga ropa i gaz pozwalają podtrzymywać rosyjską gospodarkę, ale coraz więcej jej istotnych funkcji się zamraża. Wpływy z VAT-u spadły o prawie 60 proc., sprzedaż samochodów o 80 proc. Siła nabywcza ludności spada bardzo szybko, do tej pory przynajmniej 20 proc., a to dopiero początek tego walca. Prawdziwe skutki sankcji uderzą za kilka miesięcy i zadziałają, nawet gdyby je dzisiaj całkowicie zniesiono, zresztą nic nie zapowiada, że się tak stanie. Rosjanie już przeżyli rozpad ZSRS i zaczynają domyślać się, na jakiej znaleźli się drodze. Będą chcieli ten proces zatrzymać. To wywoła różne gwałtowne zjawiska. Pytanie: jakie? Tu jest sporo możliwości. Jestem jednak niemal pewien, że wkrótce coś poważnego zacznie się dziać.

PS Na wszelki wypadek podaję datę: tekst pisałem 18 czerwca wieczorem.

Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika "Gazeta Polska"; data: 22.06.2022.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale