Moja luba malzonka w trybie pilnym musiala udac sie na kilka dni do Ojczyzny. Zmarl jej ukochany dziadek a ona sama bardzo pragnela wziac udzial w pogrzebie. Jedyne wolne bilety dla niej i naszego najmlodszego syna udalo sie zarezerwowac u jednego z tzw. tanich przewoznikow. Z odprawieniem sie na lotnisku w Stuttgarcie nie bylo wiekszego problemu. Koszmar mial miejsce na dworcu lotniczym Etiuda w Warszawie, przed lotem powrotnym.
Setki ludzi stojace w ogromnej kolejce, ktora wychodzila daleko poza mikroskopijne pomieszczenie dworca, duchota, brak miejsc siedzacych, skapy i drogi bar dla odlatujacych. Panujacy balagan. W tym miejscu chce podziekowac nieznajomemu panu z obslugi lotniska, ktory pomogl mojej zonie i poltorarocznemu malenstwu przesjc przez ten czysciec i dostac sie jakos do samolotu.
Tuz po naszym wyjezdzie za granice kraju stracilismy czesc przyjaciol. Uslyszelismy sporo slow o zaslepieniu kolorem zielonym od ludzi, ktorym powodzilo sie znacznie lepiej od nas.
Jestem w stanie zrozumiec zlosc wielu pracodawcow, poniewaz uciekla im czesc niewolnikow, jestem w stanie zrozumiec politykow, wycierajacych sobie gebe emigrantami, bo zrobia oni wszystko aby dorwac sie kolejny raz do zlobu, jestem w stanie zrozumiec tradycyjna polska zazdrosc i zawisc, ktora nie dopuszcza akceptacji tego, ze inni moga miec odrobine lepiej, i dlatego cierpliwie moge stac w ogonku na dworcu Etiuda w Warszawie.
Jest tylko jedno ale. Wsrod masy pogardzanych i odsadzanych od czci i wiary emigrantow jest tez sporo Bogu ducha winnych obcokrajowcow. To co sie dzieje na tej koszmarnej Etiudzie moze skutecznie odstraszyc od kolejnych wizyt w naszym pieknym Kraju. A jesli tak ma wygladac nasze Euro 2012 to moze od razu przeprosic i grzecznie oddac prawo do organizaji mistrzostw np. Wlochom.



Komentarze
Pokaż komentarze