Torvik Torvik
1521
BLOG

Dlaczego Salon przegrywa walkę o pamięć?

Torvik Torvik Społeczeństwo Obserwuj notkę 31

Kolejny już Marsz Niepodległości niedawno się skończył. Tym razem odbyło się bez zamieszek - ktoś złośliwie skomentował, że policja nie miała czasu na prowokacje, bo zajmuje się brakowaniem dokumentów. W każdym razie Dzień Niepodległości był tłumnie świętowany nie tylko w Warszawie. Rzecz jeszcze piętnaście lat temu wydawała się niemożliwa. Wtedy Gazeta Wyborcza posiadał rząd dusz, a pomysł świętowania poprzez wielki pochód był równie odległy jak lądowanie człowieka na Marsie. Niby możliwe, ale raczej trudno się było tego w najbliższym czasie spodziewać.

Tymczasem doszło do bardzo istotnej zmiany - pokoleniowej. Pełnoletni są teraz ludzie dla których PRL to przeszłość, równie odległa co słonie Hannibala. I Ci młodzi wybrali święto "nacjonalistyczne" nie bacząc na jojczenie Salonu. Zmienił się sposób dostępu do informacji - obecnie jest to internet, świat jest często zredukowany do memu. Ale to jeszcze nie przyczyna tego, że lewicowe spojrzenie na patrioztyzm przegrało.

Moim zdaniem doszło do tego z zupełnie innej przyczyny. Chodzi o opowieść o przeszłość, o tym co to znaczy być Polakiem jaką proponują obie strony. "Narracja" Salonu jest po prostu zupełnie nieatrakcyjna. Co powinno wydawać się oczywiste, ale jakoś jeszcze nikt tego nie opisał.

Kim jest Polak według Michnika i spółki? Osobą małą, zakompleksioną, która antysemityzm wyssała z mlekiem matki. Chorym z nienawiści frustratem, który ciągle zazdrości lepszym od siebie. Do tego my Polacy do niczego się nie nadajemy, a nasz rozwój zawdzięczamy tylko i wyłącznie zaborcom. Od 25 lat tłucze się nam do głów, że "polskość to nienormalność", a wszelkie próby pokazania Polaków jako narodu dumnego i godnego chwały jest postponowane. Tyle, że jak ma być atrakcyjna wizja, w której trzeba zaakceptować swoją niższość? Jedynie dla tych, którzy swoją tożsamość budują na wyzwoleniu się z okowów polskości, na byciu jakimś bliżej niezdefiniowanym "Europejsczykiem", dla którego miarą patriotyzmu jest zbieranie psich kup i płacenie podatków. Czyli jak pojadą do Argentyny i będą tam sprzątać po swoich pupilach i skrupulatnie wypełniać PITy staną się od razu argentyńskmi patriotami. Dla kogoś kto czuje się Polakiem i nie ma ochoty tej tożsamości tracić taka wizja polskości jest nie do zaakceptowania.

Do tego dochodzi niezdolność Salonu do przekonania do swojej wizji historii. Promowali i promują ją dość mocno jednak ona także jest nieciekawa dla młodego (i nie tylko) odbiorcy. Nie tylko z tego względu, że urąga zdrowemu rozsądkowi. Przede dlatego, że jest sprzeczna z podstawową zasadą dobrej opowieści: nie ma podziału na dobrych i złych. Czerwony Kapturek jest dobra, Wilk jest zły. W bajce stajemy po stronie Czerwonego Kapturka, chcemy, żeby sobie ze złym Wilkiem poradził. A jak wygląda narracja Salonu? Są dwie grupy - jedna komunistów, druga światłej części opozycji, obie się dogadują w Magdalence, żeby razem przynieść nam demokrację i uratować nas przed "nacjonalizmem i faszyzmem". Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś walczył z komuną czy też był jej częścią, bo tak naprawdę wszystkim nam zależało na ostatecznym zapanowaniu demokracji. Poza tym tak naprawdę to wszyscy żyliśmy w PRLu i wszyscy się trochę zeświniliśmy, nie ma ludzi kryształowo czystych.

Wszystko pięknie przemawiało do TW, ludzi nomenklatury, części opozycji, którą zbajerował Michnik (podobną miał kiedyś czar). Ale dla kogoś kto te czasy zna co najwyżej z podręczników historii (i ewentualnie opowieści rodzinnych) taka wersja historii nie może być porywająca. Skoro wszyscy ostatecznie byli bohaterami, to kto był tym złym? Skoro komuniści ostatecznie byli tymi dobrymi to czemu mielibyśmy czcić tych, którzy się im przeciwstawiali? Tak ogromna część autorytetu salonowców, oparta na zasadzie "my walczyliśmy z komuną, więc należy nam się cześć" znika. A ludzie potrzebnych bohaterów, z którymi mogli się utożsamiać znaleźli.

Przede wszystkim w powstańcach warszawskich. Piętnaście lat temu stawanie w rocznicę godziny W i wciskanie klaksonów wydawało się czymś niemożliwym. Tymczasem od kilku lat jest to coś zwykłego, coś nad czym się nawet nie zastanawiamy. Oczywiście nie do przecenienia jest tu rola jaką odegrał Lech Kaczyński w promowaniu tego wydarzenia - najpierw jako prezydent Warszawy, potem Polski. Ale nawet najlepsza promocja nie pomogłaby, gdyby Polacy masowo nie uznali walczących w 1944 roku w stolicy za swoich bohaterów. Ale tutaj podział ról jest jasny: Niemcy są źli, Polacy dobrzy. Tak samo jest przy Żołnierzach Wyklętych, chociaż tutaj nie było żadnego odgórnego działania. Po prostu chęć uczczenia bohaterów, z którymi każdy Polak (poza resortowymi rodzinami) może się utożsamiać.

Nie wiem czy do powszechnej świadomości wejdą też bohaterowie walki o niepodległość w PRLu. W tej chwili mają na to marne szanse, ale możliwe że następne pokolenie będzie czciło górników z kopalni Wujek czy księdza Popiełuszkę tak jak dzisiaj my czcimy Piłsudskiego czy Dmowskiego. Ale na pewno Salon walkę o duszę Polaków przegrywa i nic nie wskazuje, że może się to zmienić. Z czego można się tylko cieszyć.

Torvik
O mnie Torvik

Czasem coś napiszę, chociaż wolę czytać.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo