Harvey Lee Oswald byl milym i spokojnym czlowiekiem. Nigdy nie rozmawial o polityce. Tak wspominaja go sasiedzi. Mial tylko takie hobby. Lubil strzelac. Chcial wszystkich zabic. Bo byl szalencem.
W ogole to chcial zabic jakiegos polityka.
A zwlaszcza polityka partii republikanskiej.
Ale nie mogl takiego znalezc.
Nie wiedzial gdzie takiego szukac bo nie mial ksiazki telefonicznej, samochodu ani nie wiedzial gdzie sa dworce i lotniska w Ameryce.
Dlatego przypadkowo udal sie do Dallas w Teksasie.
Zupelnie tez przypadkiem przechodzil kolo skladnicy ksiazek z naladowana strzelba.
Wszedl tam zupelnie bezwiednie i wycelowal ta swoja bron w glowe zupelnie przypadkowo przejezdzajacego prezydenta.
W ten sposob zginal John Kennedy.
A w ogole takie rzeczy sie zdarzaja i nie ma o co robic halasu.
Tak wlasnie przedstawia sie teraz u nas sprawe mordu politycznego w Lodzi.
Pan morderca w swobodnym monologu (tak to okreslil pan minister Miller) powiedzial, ze chcial zabic jakiegos polityka a jakby to bylo mozliwe to moze pana Leszka Millera.
Niestety rozejrzal sie wokol i nie mogl zobaczyc tego polityka.
Dlatego zupelnie przypadkowo wszedl do biura PIS i tam zrobil to co mial zrobic panu Leszkowi.
I tylko dlatego, ze niewnawidzil i chcial zabic pana Millera krzyczal po zbrodni, ze chcial zabic Kaczynskiego i nienawidzi pisowcow.
Zobaczymy czy taki przekaz dnia lykna lemingi.
Jak myslicie?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)