travis85 travis85
74
BLOG

Kilka słów o Palikocie, Komorowskim i reszcie tej całej schetyny

travis85 travis85 Polityka Obserwuj notkę 8

 

       Zacznę może od razu z grubej rury. Dla mnie każdy kto popiera Palikota to bezmyślna ofiara propagandy partii, którą ten facet reprezentuje i której jest wiceprzewodniczącym. I jeżeli dzisiaj Komorowski, Tusk czy reszta tej całej schetyny mówi nam, że Palikot działa tylko i wyłącznie na swój rachunek… jest dowodem na brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za ogólny wizerunek partii, a także jest jawnym przyzwoleniem na sprowadzanie debaty publicznej na dno moralne. I dlatego uważam, że każdy kto go popiera lub popiera PO lub popiera Komorowskiego jest  delikatnie mówiąc niespełna inteligentny. Nie przekonają mnie argumenty tych, którzy powiedzą: popieram Komorowskiego, ale od Palikota się odcinam… niestety racjonalnie rzecz biorąc nie da się tych dwóch spraw rozdzielić, a tym bardziej działalności Palikota nie można porównywać do rzekomej (bo nie udowodnionej we wszystkich przypadkach) propisowskiej aktywności niektórych dziennikarzy czy osób publicznych na rzecz zdyskredytowania Komorowskiego jako poważnego kandydata na prezydenta. Co w sumie  w praktyce jest o tyle proste, że pan marszałek sam się demaskuje ze swoim brakiem konkretnej wiedzy na szereg tematów związanych z polityką, gospodarką czy rzetelną znajomością konstytucji (np. kwestia członkostwa Norwegii w UE, gaz łupkowy, właściwa interpretacja związków frazeologicznych i przysłów) … zresztą przykładów jest tyle, że przytaczanie ich tutaj byłoby nielogiczne z przestrzennego punktu widzenia, bowiem zajmowałyby pewnie więcej wersów niż mam zamiar napisać w ogóle.

       Powtórzę raz jeszcze… jeśli ktoś popiera Komorowskiego to popiera także Palikota… a jednym z wielu argumentów za tym przemawiających jest fakt, że poseł z Lublina oprócz funkcji szefa PO w swoim regionie, jest także wiceprzewodniczącym PO i na jego działalność ma, a raczej powinien mieć wpływ zarząd tej śmiesznej partii… i zestawianie jego działalności z aktywnością kogoś, kto rzucił w Komorowskiego sztucznym penisem czy napisał artykuł krytykujący Komorowskiego jest idiotyczny. De facto ten, kto w Londynie podarował Komorowskiemu ten różowy gadżecik, w 2007 roku pomagał przy kampanii PO, a w artykułach krytycznych wobec Komorowskiego bardzo trudno się dopatrzeć podobnej retoryki do jakiej odwołuje się Palikot. Marszałek nie potrafi, może nie chce zrozumieć, że krytyka polityki PO nie zawsze bierze się z tego, że ktoś należy do elektoratu PiS, ale może mieć swoje źródła np. we frustracji spowodowanej niedotrzymaniem przez rząd wielu obietnic, które potem okazały się być jednym wielkim picem oraz niedawne zdemaskowanie wielu mechanizmów, dzięki którym PO zdobyła władzę, a potem dzięki przyjaźni ze strony komercyjnych stacji skutecznie nawijała swoim wyborcom makaron na uszy. Ostatnio zresztą jedną z zaprzyjaźnionych stacji okazał się być TVN, jak pan Wajda był uprzejmy poinformować. Piszę o tym na wypadek, jakby do tej pory ktoś miał jeszcze wątpliwości. Ale wracając do tematu to przeciwnikami PO mogą przecież być także zwolennicy SLD, PSL czy wielu innych partii i stowarzyszeń. Źródło krytyki PO nie czerpie energii wyłacznie z działań PiSu, ale to akurat bardzo ciężko zrozumieć całej tej schetynie polityków PO.

       Oskarżani o wspieranie PiSu dziennikarze w przeciwieństwie do Palikota zachowują po prostu elementarne poczucie przyzwoitości, o które tak trudno u posła platformy. Oczywiście wielokrotnie to dziennikarskie poczucie przyzwoitości jest bardzo wysokie, a ewentualne zarzuty wobec konkretnego polityka kryją się pod postacią żartów, niedopowiedzeń, uszczypliwości czy ironii. Zdarza się również, że dziennikarze mówią wprost i nie owijają w bawełnę, jednak daleko im do stylu Palikota, którego wypowiedzi niemal zawsze z przyzwoitością a niekiedy z prawdą nie mają absolutnie nic wspólnego.  Ale zdaje się, że inteligencja Komorowskiego nie pozwala mu tego zauważyć lub jego arogancja sądzi, że nie zauważą tego przyglądający się debacie publicznej wyborcy.

       Z resztą zestawienie inteligencji jako cechy porządanej i samego Komorowskiego przez wielu mogłaby zostać uznana za swoisty oksymoron. Dlatego być może trafniej byłoby stwierdzić, że za niefrasobliwość marszałka odpowiedzialny jest jego instynkt samozachowawczy albo jego sztabowcy  lub sugestie Tuska nie pozwalają panu marszałkowi dostrzec tej "subtelnej" różnicy między palikocią aktywnością a krytyką PO ze strony wielu środowisk... nie przeczę, że często stojących za PiSem. Ale co z tego, skoro w tym przypadku chodzi o sposób prezentowania swoich zastrzeżeń wobec kandydatów na prezydenta, a nie konkretne argumenty. I ten brak dostrzeżonej różnicy stawia marszałka w złym świetle. Zdaje się on jednak nie rozumieć, że krytyka jego osoby nie zawsze musi oznaczać braku dzienikarskiego obiektywizmu, podobnie jak zauważenie i podkreślenie zalet prezesa PiSu.
       Każdego dnia nie mogę wyjść z podziwu czym kierują się ludzie, którzy mają zamiar 20 czerwca oddać głos na Komorowskiego, a także czym będą kierować się ludzie 4 lipca, którzy poprą jego kandydaturę. Zapewne uzasadnieniem będzie tzw. wybór mniejszego zła (jak dla mnie zbyt mocno rozpowszechniony jako jedyna alternatywa i motyw, jakim tego dnia ma kierować się wyborca). I zamiast wybierać między mniejszym a większym złem, warto zastosować inne kryterium wyboru, np. wybrać człowieka inteligentnego czy nieinteligentnego. Ten pierwszy wariant opowiada o człowieku wykształconym, rzeczowym, oczytanym, który potrafi zrobić użytek z tego, co ma w głowie i dostosować to do rzeczywistości. Ten drugi natomiast, również wykształcony, ale będący chodzącym przykładem braku kompetencji, odnalezienia się w danych warunkach, niepotrafiącym oczarować jakąś przenikliwą analizą rzeczywistości, poza "pieprzeniem" (za przeproszeniem) ciągle o tym, że on będzie budować, a nie niszczyć, godzić, a nie konfliktować, pomagać, a nie szkodzić, itd., podczas gdy nie potrafi dogadać się nawet z kandydatami reprezentującymi trzy partie parlamentarne w sprawie debaty, mówiąc wprost o tym, że do pisowskiej telewizji nie przyjdzie. Za to z chęcią przybywa na UW, którego aula jest przepełniona jego zwolennikami, wykrzykującymi w odpowiednich momentach to co uznają za stosowne, wspmagającymi się  wielkimi tablicami z uznanym przez nich za stosowne napisem, pytania są proste, przewidywalne, czasu jest mało, kandydatów sporo, a prowadzący są tak nieprofesjonalni, że człowiek ma wrażenie, że ktoś ich zatrudnił w tej roli bezpośrednio łapiąc z ulicy. Nie wspomnę już o tym, że debata na uniwersytecie złamała moje wszelkie nadzieje na to, że szkoły wyższe pozostaną miejscem wolnym od politycznych sporów i oficjalnych sympatii wobec kogokolwiek, bo jeszcze nam potrzeba tego, żeby niebawem Palikot zaczął wykrzykiwać, że prowadzone badania naukowe dotyczące np. geologii mezozoiku mają narrację propisowską, chociaż akurat prędzej spodziewałbym się, że coś w tym guście napisze np. redaktor Wielowieyska, ale to już temat na inny artykuł, jednak patrząc na dotychczasową aktywność zarówno posła platformy, jak również twórczość pani redaktor z Gazety Wybiórczej... wszystko jest niestety możliwe.

       Ale wracając do kwestii inteligencji, jako głównej różnicy między Komorowskim a Kaczyńskim. Nie chcę nikogo obrazić, ale trzeba być chyba ograniczonym intelektualnie, żeby dostrzegać w osobie marszałka Komorowskiego człowieka kompetentnego i zdolnego fachowo pełnić urząd prezydenta. Ryzyko kompromitacji wynikającej z jego braku inteligencji i wrażliwości społecznej jest zbyt prawdopodobne, żeby zaufać mu, że przez najbliższe 5 lat będzie reprezentować on polskie interesy bez porażek w znaczeniu posunięć chociażby geopolitycznych, jak również tych swoich niezręczności w sferze mniej oficjalnej. Straszy się naród Kaczyńskim, podczas gdy nigdy nie będziemy pewni co palnie pan marszałek będąc za granicą, albo podejmując jakieś kluczowe decyzje o wymiarze wieloletnim. A proszę pamiętać, że póki co istniejący rząd i premier Tusk będą go wspierać tylko do 2011 roku, a potem wcale nie jest powiedziane, że nie wygra PiS. A wtedy, o czym jestem przekonany, marszałek da dopiero prawdziwy popis swojej koncyljacyjności, otwartości i współpracy z rządem. Wówczas tak wyolbrzymiany brak wspólpracy Lecha Kaczyńskiego z rządem Tuska będzie się jawił jako czas owocnej wspólpracy. A tak a propos to na ponad 800 ustaw, Lech Kaczyński skutecznie zawetował mniej niż 20 z nich. W opini PO zrobił to oczywiście z czystej złośliwości, a nie wątpliwości co do sensowności, skuteczności czy zgodności z prawem. I właśnie takie przykłady demaskują tę niewyobrażalną propagandę wobec zmarłego prezydenta, jakoby w ciągu wszystkich lat swojego urzędowania nie robił nic innego poza wetowaniem. Ale czego nie robi się, żeby oszołomić i wprowadzić w błąd naród, byle tylko wygrać. Ja jednak ufając w to, że Polacy podchodząc do wyborów będą sugerować się kryterium, które proponuję to Kaczyński powinien wygrać te wybory. Zależy to jednak, które motywy wyboru prezydenta zwycieżą wśród Polaków i które motywy będą lansowały media.

O ile potrafię to sobie wytłumaczyć tym, że spora cześć wyborców głosuje na Komorowskiego na fali trwającej już 5 lat medialnej propagandy i dzięki temu, że spora część wyborców PO ogranicza źródło swojej wiedzy na temat polityki do obejrzenia Faktów w TVN raz na dwa dni czy jest zagorzałym fanem „dowcipu” Kuby Wojewódzkiego lub ceni sobie „obiektywizm dziennikarski” Tomasza Lisa, Moniki Olejnik czy Jacka Żakowskiego… albo czyta raz po raz GW żywiąc przekonanie, że dzięki temu przynależy do elity intelektualnej naszego kraju…

... to jednak co z tymi, którzy mimo regularnej lektury wielu różnych publikacji czy też szerszej analizy naszej polskiej rzeczywistości nadal są przekonani, że Komorowski jest bez zarzutu, Tusk jest dobrym premierem, Kilich i Sikorski dobrymi ministrami, Niesiołowski sympatycznym człowiekiem a (co jest największym zakłamaniem) Państwo Polskie zdaje egzamin??? Tym ludziom dziwię się właśnie najbardziej…. i tym zarzucam szczególnie brak większej wrażliwości i pewnego rodzaju zakrzywienie w racjonalnym postrzeganiu polskiej rzeczywistości politycznej lub w najlepszym wypadku chwilowe uleganie pogubionym emocjom.

       Propaganda PO oraz oficjalna linia działań sztabu wyborczego Komorowskiego sięga już powoli punktu krytycznego, mówiąc dosadniej dna… gdyż dobrnęła do etapu kiedy nie tyle chce przedstawiać atuty swojego kandydata, co uwypuklić i po prostu wykreować wady kontrkandydata, a jeśli nie potrafią mówić o swoim kandydacie dobrze… tylko wolą mówić źle o przeciwniku to zdaje się, że nic interesującego już do powiedzenia nie mają. Ich potencjał intelektualny wyczerpał się, jak sądzę bezpowrotnie w tej kampanii o ile w ogóle kiedykolwiek istniał i teraz mają do wyboru albo powtarzać w kółko te same wyświechtane frazesy albo oczerniać, prowokować, szokować ostrym językiem i obrażać kontrkandydata, oczekując, że ten złapie się w pułapkę prowokacji.

       Na przykład zapytany przez dziennikarkę Komorowski, czy nie uważa swojego drugiego spotu odwołującego się właściwie do tego samego co pierwszy i  praktycznie nie dający szerszego spojrzenia na jego wizję prezydentury za archaiczny… odpowiada, że archaiczne to jest sadzenie przez Jarosława Kaczyńskiego dębów… Czyli woli odwoływać się do przeciwnika niż mówić o sobie, a warto zauważyć, że dotyczy to tylko kwestii spotu wyborczego… natomiast na polu poważnych dyskusji jest jeszcze gorzej… bowiem jakby prześledzić dziesiątki wystąpień Komorowskiego jako kandydata na prezydenta, abstrahując już od licznych niezręczności czy kompromitacji, to prawie zawsze odnoszą się one w pierwszej kolejności do krytyki oponentów a raczej jednego oponenta, a dopiero potem jak wyłuska jakieś sensowne trzy zdania to mówi o sobie i o swojej ciągle jednak niewyraźnej i mętnej wizji prezydentury. Odnoszę wrażenie, że w konfrotacji z Kaczyńskim, Komorowski jawi jako człowiek o skromnej wiedzy, ubogiej osobowości, niepotrafiący nakreślić interesującej wizji Polski, nudny aż do bólu, zakochany w sobie i bezkrytycznie oddany wszystkiemu co antykaczyńskie - cokolwiek by nie zaporponował Kaczyński, w oczach marszałka jest złe. A o dobre i życzliwe pomysły Kaczyńskiego, pan marszałek zdaje się być po prostu zazdrosny, jednak mimo jego wykształcenia i doświadczenia politycznego nie jest on w stanie sprostać pewnym intelektualnym wymogom, aspektom i cechom, jakie powinien mieć przywódca, lider czy szef jakiejkolwiek większej grupy społecznej, tymbardziej prezydenta całego kraju.

       W ostatnich dniach, przy okazji kilku wystąpień Kaczyńskiego, widać, że to właśnie prezes PiS stara się określić, co oznacza oddanie 20 czerwca głosu na niego, a co oznacza oddanie tego głosu na Komorowskiego. Bardziej ogarnięci zapewne i bez tego wiedzą, co różni obu panów, ale polityczni ignoranci słuchając od czasu do czasu marszałka mogą odnieść wrażenie, że jedyną różnicą jest to, że Komorowski to zgoda, a Kaczyński to konflikt, jak stara się wmówić nam wszystkim cała grupa platformy, nazwana przeze mnie na początku tego tekstu schetyną. Kaczyński prosi o oddanie głosu wedle tego, co jest najbliższe danemu wyborcy w kwestiach służby zdrowia, aspiracjach i kierunkach rozwoju kraju, stanowisku wobec prezentowania i egzekwowania polskich interesów dotyczących chociażby bezpieczeństwa energetycznego czy ewentualnego wejścia do G20. Na te tematy zdania wśród polityków są dość sprecyzowane i znane już od dawna, często nawet podejmowali już w tych sprawach konkretne działania, ale z różnym skutkiem. Można też się zorientować, że niektóre sprawy zupełnie zbagatelizowali. Kaczyński również oprócz sukcesów, ma na swoim koncie porażki i błędy, ale dzisiaj jako jedyny wypowiada się konkretnie, co było złe (także z jego strony)  i wedle czego należy głosować teraz, żeby móc tworzyć ten ciągle oczekiwany dynamiczny i zrównoważony rozwój. Kaczyński zamiast krytykować Komorowskiego przy każdej możliwej okazji, mówi do wyborców o zasadniczych różnicach między wszystkimi kandydatami i poleca zagłosować wedle osobistych przekonań. W tle słychać tylko pobrzękiwania Komorowskiego, który jak mantrę powtarza, że Kaczyński to katastrofa, a on to gwarant wszelkiej pomyślności i sukcesów. Kaczyński stara się odwoływać do konkretnych zagadnień. Komorowski i reszta schetyny do emocji i zagadnień psychologicznych, żeby nie powiedzieć do złożonych manipulacji związanych z public relations, czego przykładem może być fakt, że są oni bezgranicznie  zatroskani o stan psychiczny prezesa PiSu oraz o wielowymiarowość jego niewyobrażalnej przecież przemiany. Tworząc zupełnie nieprawodpodobną iluzję swojej nieskazitelnej autentyczności i przeciwstawiając ją domniemanej podróbce. 

       Tak właśnie próbuje funkcjonować pan marszałek i chociaż odwołuje się do emocj to jednak paradoksalnie charakteryzuje go brak wrażliwości, inteligencji i mechanizmu, który łączy te dwie cechy. Jest to w pewnym sensie obrazą dla wyborców PO oraz ich dotychczasowej wiary w tę partię, a jeśli nie obrazą to na pewno wielkim i gorzkim rozczarowaniem, które muszą przełykać każdego dnia i wmawiać sobie, że Komorowski jest kompetentny, mądry, ładny, itd.

       I nawet jakby ktoś miał się na mnie obrazić to nie zmienię zdania. Wszak "wesołym" staruszkiem nie jestem i żaden ze mnie profesor, tymbardziej autorytet, ale to są już aż trzy cechy, które mnie łączą z panem Bartoszewskim, czyż nie?

       Reasumując... na Komorowskiego i całą otoczkę PO i wszystkiego co z nią związane składa się tyle niedorzeczności, obłudy, cynicznej prowokacji i absurdu, że gdyby nie przekładało się to na tak poważne rzeczy jak choćby albo aż: ogólna słabość państwa, rosnąca niesprawiedliwość społeczna, zapyziała infrastruktura techniczna, biurokracja, śledztwo w katastrofie smoleńskiej oraz powódź... to miałbym ubaw po pachy i śmiał się do rozpuku. A tak nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że ten kto głosuje na Komorowskiego jest intelektualnie ograniczony!!!

travis85
O mnie travis85

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka