Swoją kolejną notatkę poświęcam ostatniemu tekstowi p. Moniki Olejnik w GW (którą czytam tylko w wersji internetowej, gdyż żal byłoby mi wydawać pieniądze na kupno jej w kiosku, wszak mieszkam w Poznaniu i na takie gesty jakby to powiedział pan marszałek Komorowski mnie nie stać).
Dodatkowo zaznaczę, że nie należę do pewnej grupy organizującej się na portalu społecznościowym Facebook, pod nazwą „Gówno Prawda – nie czytam gazety wyborczej” i choć w założeniach ta grupa jest mi bliska i zgadzam się z nią, to jednak ja czytuję GW, bo niejednokrotnie ciekawi mnie punkt widzenia piszących do niej redaktorów. Tak jest właśnie w przypadku artykułu Moniki Olejnik.
Jej ostatni felieton do GW pod tytułem „Przebrała się miarka, chcą głosować na Jarka” (http://wyborcza.pl/1,75968,7998919,Przebrala_sie_miarka__chca_glosowac_na_Jarka.html) jest dla mnie pretekstem do dopatrzenia się u pani Moniki pewnych znamion obiektywizmu.
Już spieszę z uzasadnieniem. Chociaż pragnę z góry zaznaczyć, że nie mam zamiaru odnajdywać obiektywizmu dziennikarskiego tej pani zawsze wtedy, kiedy napisze ona coś pozytywnego o Jarosławie Kaczyńskim, ale wówczas, kiedy będzie ona opisywała fakty takimi jakimi one są. Bez jakiś zakręconych toków myślowych, które zniekształcają odbiór faktów. Kiedy, nawiązując do matematyki będzie ona operowała na liczbach (faktach) bezwzględnych a nie manipulowała liczbami względnymi (uzależnionymi od interpretacji).
Autorka zastanawia się, jakie są różnice między elektoratem Komorowskiego i Kaczyńskiego. O tym drugim Olejnik pisze tak: „Jarosław Kaczyński jest uwielbiany, ludzie są nim zafascynowani, patrzą na niego jak na idola, kobiety całują go po rękach, ciągle jest zapotrzebowanie na plakaty, czapeczki, smycze, koszulki z wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego, rozdajemy, rozdajemy i jest za mało - mówi Joachim Brudziński. Nawet młodzież, która nie mogła pojąć tego, że Kaczyńskiemu internet kojarzy się z pornografią i piwkiem, zaczyna na niego patrzeć inaczej. Jeszcze w XX wieku nie miał konta bankowego, a teraz, w XXI, chce modernizować Polskę.”
Autentycznie tak jak powyżej wypowiada się i widzi to autorka i nie dostrzegam w tym ironii z jej strony, mało tego, pani Olejnik powołuje się także na opinie w sprawie profesor Staniszkis. Co tym bardziej stawia ją w dobrym świetle, gdyż od jakiegoś czasu wielu dziennikarzy próbuje lekceważyć inteligencję, doświadczenie i mądrość tej kobiety. Ale nie pani Monika. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku.
Dalej pojawiają się kolejne miłe stwierdzenia: „Jarosław Kaczyński potrafi być zwykłym człowiekiem, wsiada do pociągu do Siedlec. - Już za chwilę uzyskamy połączenie, coś ważnego nam powie - mówi zafascynowany prezenterTVN. I dodaje: - Jak ładnie wygląda prezes Kaczyński”. Po tym fragmencie tymbardziej jestem wdzięczyny, że dziennikarka przytyacza takie słowa swojego kolegi z TVN.
Jednak najbardziej cenne stwierdzenie, jakie odnajduję w wypowiedzi autorki znajduje się w tym zdaniu: „Bronisław Komorowski tropiony jest przez dziennikarzy niczym kiedyś Lech Kaczyński i do sztambucha kompletowane są jego wpadki”. Bowiem ja tutaj dostrzegam stwierdzenie u niej tego, że niegdyś Lech Kaczyński rzeczywiście był „tropiony” przez dziennikarzy, jak się domyślam w celu bardziej kompromitacji niż doszukania się jakiś elementów pozytywnych. To dla mnie ważne stwierdzenie, bo do tej pory wielokrotnie czytałem, że Lech Kaczyński nie był tropiony, a sam swoim nikczemnym i wojennym działaniem prowokował wszystkich. Dzisiaj jest tropiony Komorowski na co dowodem jest utrata sympatii wśród myśliwych, feministek, ekologów o czym pisze pani Olejnik.
I na koniec chcę także przeanalizować ten poniższy fragment, w którym o ten obiektywizm redaktor Olejnik już dużo trudniej.
„Jarosław Kaczyński nie chce monopolu władzy, to byłoby straszne, gdyby premier i prezydent byli z tej samej opcji. Zapomina jednak, jak w Polsce było cudownie, kiedy premierem był Jarosław Kaczyński, a prezydentem Lech Kaczyński i media publiczne były w ich rękach”
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że obiektywizm został zachowany, bowiem wytknięcie Kaczyńskiemu, że kiedyś on i jego brat byli jednocześnie premierem i prezydentem i według Jarosława ten układ był okej, to żelazny argument. Właściwie to zgoda. Ale redaktor Olejnik zapomina, że zarówno ona, jak i telewizja, z którą jest kojarzona, bo w której to przecież pracuje, stawia sobie za zadanie pokazania w ogólnie jak najlepszym świetle Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska oraz ich przyszłej wspaniałej współpracy w powyborczej rzeczywistości. Stacja ta wprost emanuje przekazem o wspaniałości takiego układu sił, który będzie doskonale ułatwiał współpracę i budował zgodę. Irytuje mnie ten jej jednostronny komentarz, gdyż brakuje mi w nim szczerych intencji. Nie wiem jak inni, ale ja doskonale pamiętam jak strasznie odbierany był i rozdmuchiwany do granic ludzkiej możliwości fakt, że w pewnym czasie cała władza skupiona była w rękach PiSu. Dzisiaj skupienie całej władzy w rękach PO odbierane jest tylko w kontekście tego, że Kaczyński przed tym przestrzega a sam tak robił. Olejnik ani nikt z jej redakcyjnych kolegów nie uraczy telewidzów swoimi wątpliwościami nad tym czy układ Komorowksi-Tusk to na pewno sensowne rozwiązanie, które w gruncie rzeczy również może doprowadzić do ewentualnych konfliktów interesów.
I z mojego punktu widzenia kiedy brat rządził z bratem nie doceniano między nimi szczerej współpracy, o którą chyba dużo łatwiej między braćmi, niż między partyjnymi przyjaciółmi z PO. Dopatrywano się wszelkiego zła wynikającego z tego układu. Chociaż według mnie w sytuacji kiedy premierem i prezydentem są bracia, którzy całe życie ze sobą współpracowali, wspierali się jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż tandem Komorowski – Tusk. Dzisiaj PO i media jej sprzyjające zupełnie inaczej traktują kwestię współpracy między premierem i prezydentem.
Przewiduję także, że można się ze mną nie zgodzić i powiedzieć, że Komorowski o wiele lepiej dogada się z rządem PO niż Lech Kaczyński to robił. Ale proszę pamiętać, że już za rok układ sił może wyglądać zupełnie inaczej i czy oby na pewno po tym co widzimy obecnie w mediach możemy być pewni, że prezydent Komorowski dogada się w czymkolwiek z ewentualnym rządem PiSu? Bo powołując się dzisiaj na sondażową tendencję wzrostu poparcia dla PiS można chyba domniemywac, że jest ono wstanie wygrać za rok wybory parlamentarne. To już nie jest aż tak niedorzeczne jak jeszcze było przed 10 kwietnia, kiedy to słabość i nieskuteczność rządu była mało widoczna, bo kamuflowana rozbestwioną propagandą właśnie takich mediów jak TVN, Polityka czy GW.
W chwili obecnej to u Jarosława Kaczyńskiego dostrzegam większą wolę współpracy z jakimkolwiek rządem, jaki będziemy mieli od 2011 roku. I nie przekonują mnie argumenty o tym, że wola ta jest w jakimś stopniu udawana. Wręcz przeciwnie, dostrzegam szczere intecje i troskę Kaczyńskiego o rozwój państwa. Wielokrotnie udowonił on, że jest wstanie poświęcić każdy swój czas i energię dla rozwoju kraju i mogą sobie niektórzy mówic co chcą. Ja tę wolę u Kaczyńskiego widzę. Czasami mam nawet wrażenie, że on jako jedyny widzi Polskę w 2020 roku jako kraj, który dokonał realnego skoku cywilizacyjnego, zbliżając nas do poziomu naszych zachodnich sąsiadów. A tacy politycy jak Tusk czy Komorowski w zbyt wielu kwestiach nie wykazują tej energii i aspiracji w odważnym i silnym kroczeniu Polski ku lepszemu. Oni jedynie tak mówią, że Polska może być w czymś liderem, ale wiary w to u nich nie dostrzegam. Ich rzekomy racjonalizm to w gruncie rzeczy pesymizm, że Polska jest zacofana i jeszcze będzie przez lat 50. Sam jestem Polakiem i znam mentalność naszego narodu. Trudno zaprzeczyć, że często bywamy pesymistami i liczymy, że jakoś to będzie, zaś w porównaniach z Zachodem co drugi powtarza, że nasze opóźnienie cywilizacyjne w stosunku do np. Niemiec, Francji czy Skandynawii to jakieś pół wieku i nic na to nie poradzimy. I mimo wielkich chęci zmian, wielokrotnie ten pesymizm i kompleksy w nas triumfują. Uważam, że w Tusku i Komorowskim także. Myślę, że Ci Panowie widzą to mniej więcej tak, że w przetasowaniach geopolitycznych Polska zamiast aspirować do roli lidera swojego regionu, ma raczej wyzbyć się chęci przywództwa i podążać za Niemcami jako naszym mentorem. I do końca nie jestem pewny czy cały dylemat nie rozstrzyga się u Tuska i Komorowskiego o to tylko czy w 2020 r. widzą Polskę bliżej Moskwy czy Berlina. W obu tych przypadkach siłą rzeczy i jak dobrze wiemy Polska tym liderem stać się nie może.
I na koniec wracając do pani Olejnik, która chcąc nie chcąc zainspirowała mnie do szerszych dywagacji, mimo wszystko doceniam, że w swoim artykule dla GW odbiegła w znaczący sposób od spójnej dotychczas retoryki takich publicystów, jak np. Wielowieyska, Sroczyński, Kublik i potrafiła zauważyć pewne niewątpliwe atuty Kaczyńskiego i tego jak może być on odbierany przez swój wciąż rosnący elektorat, który nie tyle jest ciemną masą ślepo zapatrzoną w swojego lidera, co po prostu lubi go, szanuje i docenia.
PS. Ale prawda jest w sumie taka, że musiałem wykazać się i tak wielką życzliwością i otwartością, żeby w tak pozytywny sposób spojrzeć na felieton redaktor Olejnik. Zapewne, gdyby ona przeczytała ten wpis nie byłaby zachwycona, że próbowałem doszukać się... ba... znalazłem coś pozytynwego w jej tekście na temat Kaczyńskiego...
Tak na prawdę sądzę, że te miłe fragmenty czy jakaś dobra wola napisania czegoś pozytywnego o Kaczyńskim to co najwyżej wypadek przy pracy pani rekador.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)