Komentuj, obserwuj tematy,
Załóż profil w salon24.pl
Mój profil
travis85 travis85
138
BLOG

III RP do remontu !

travis85 travis85 Polityka Obserwuj notkę 3

 

Zabrzmi to dość pretensjonalnie, ale niebawem bardzo wielu się o tym przekona.

Pełna wolność i swobody demkoracji zawierają się tylko w hasłach, w które zbyt bezkrytycznie wierzymy.

Może się to wydawać śmieszne i niedorzeczne, ale nasza demokracja rzekomo odzyskana 21 lat temu sprowadza się w gruncie rzeczy jedynie do fasady.

Fasadowość demokracji to rzeczywistość.

W 1989 r. Polska tylko pozornie otrzymała wolność, w gruncie rzeczy doszło wtedy do przewartościowania PRLu i nadania mu demokratycznego charakteru. Innymi słowy z gry pozbyto się komunistów, przynajmniej tych najbardziej zatwardziałych, w ich miejsce wpuszczono część ludzi z Soliarności (tworzących dzisiaj postsolidarność). W wyniku rosnących napięć społecznych w latach 80-tych to było nalepsze rozwiązanie na ich rozładowanie. I tak powstała III RP. Przyrównując to do remontu budynku... przemalowano główną fasadę (elewację frontową) oraz wymienino kilka okien, pomalowano klatkę schodową. Nie wymieniono natomiast instalacji elektorycznej, wodociągowej i gazowej. No ta ostatnia może jednak została w pewnym stopniu "zmodernizowana" gdyż podłączono budynek na trwałe do większej sieci gazowej i z czasem podniesiono rachunek.

Dzisiaj tak ochoczo wszyscy deklarują, że komunizm to zło, że PRL to było państwo uciemiężąjące swoich obywateli. Mało kto jednak, przynajmniej wśród moich rówieśników potrafi uzymsłowić sobie w czym tak naprawdę tkwi problem.

Już o tym wspominałem, dzisiaj też wspominam i jeszcze długo będę wspominać.

Aby z rozumem móc kształtować przyszłość... należy zrozumieć historię. Niekoniecznie trzeba być jej świadomym począwszy od 1410 roku czy nawet 966 (chociaż dobrze by było), właściwie wystarczy, że dobrze ogarniemy najnowsze wydarzenia od lat 80-tych do dzisiaj.

W latach 80-tych, w skutek wspomnianych już napieć w społeczeństwie wywołanych wieloletnim zniewoleniem ustroju komunistycznego, ówczesna władza podzieliła opozycję na tę "konstruktywną", z którą jej zdaniem dało się rozmawiać oraz tę nikczemną, bezkompromisową opozycję, która rządała rzeczy niewykonalnych - czyli całkowitego obalenia tamtejszego systemu i autentycznej dekomunizacji, dokonanej z rozmachem i pełną świadomością, przy zachowaniu reguł sprawiedliwości.

Jak się można domyślić, władza komunistyczna zgodnie ze swoim interesem nie mogła przecież pozwolić sobie na taki obrót zdarzeń. Miała zresztą w swoim uporze pełne poparcie Związku Radzieckiego.

Jednak Polacy tak bardzo pragnący wolności, nie patrząc na jakość tej ewentualnej przyszłej wolności ślepo jej pragneli byle tylko ją odzyskać. Zainwestowali swoje wszystkie nadzieje w tę "konstruktywną" opozycję. Wtedy to i nawet było logiczne. Chociaż spora częśc ludzi musiała zdawać sobie sprawę jakie to będzie miało konsekwencje na przyszłość.

W rezultacie w wyniku wielu rozmów i ustaleń komuniści dogadali się z "konstruktywną" opozycją. Wolność zdawała się być realna. Dlatego wielu ludzi z tej niekonstruktywnej opozycji uczestniczyło i wspierało tę jej "konstruktywną" cześć w działaniach negocjacyjnych.

I a popors słowa: negocjacje. Można powiedzieć, że w 1989 roku wynegocjowano z komunistami wolność, której na imię III RP.

Taką właśnie wolność stworzyły komunistyczne elity przekonwertowane na postkomunistyczne, z czasem zakamuflowane po lewej stronie sceny politycznej. Zaś grupy opozycyjne przed 1989 roku, w dniu "odzyskania" wolności stworzyły środowiska postsolidarnościowe na czele ze swoimi bohaterami z lat 80-tych, którzy w większości niestety moimi bohaterami nie są.

Tak więc na dobrą sprawę III RP tworzył egzotyczny miks środowisk postkomnistycznych i postsolidarnościowych. 

Lata 90-te powinno się opisać właściwie jako czas naprzemiennych rządów jednych i drugich, jako czas dzikiej prywatyzacji, jako czas grabieży majątku narodowego przez tych cwańszych obywateli naszego nowego, wolnego kraju.

Te bezideowe i stracone lata dorpwoadziły do tego, że zamiast budować realną wolność i silne Państwo, które tą wolnością się powinno nacieszyć... powstały idee jak najszybszego zaprzągnięcia nas do nowych struktur, w gruncie rzeczy w wielu kwestiach tę wolność zamykających i uzależniających nas prawnie, administracyjnie, finansowo. Były to idee członkowstwa w NATO oraz UE - jako jedyne remedium dla zmierzającego do upapdku Państwa. No i czemu się w sumie dziwić. Skoro większość majątku narodowego została wtedy sprzedana za bezcen, trzeba było coś zrobić.

Do połowy ubiegłejgo dziesięciolecia udało się zrealizować te cele.

Ale w tym czasie doszło do silnej konsolidacji środowisk postsolidarnościowych i wskutek kolejnych wyniszczających i zbyt częstych afer z udziałem baronów z SLD doszło do przesilenia. Środowiska postsolidarnościowe miały ponownie powrócić do władzy, kiedy okazało się, że owe postsolidarnościowe środowisko jest podzielone na niejaki PiS i Platformę. Formalnie byli to ludzie Solidarności na pierwszy rzut oka będący ze sobą w zgodzie wskutek posiadania wspólnego wroga - środowisk postkomunistycznych (w sporej części lewicowych, ale nie tylko).

W roku 2005 roku oczekiwano POPiSOwych koalicji, jednak kiedy okazało się, że wybory wygrał nie tyle POooo co PiiiiiS rozpoczęły się schody.

2005 rok można uznać za ostatni rok, w którym Polacy trzeźwo spoglądali na swoją fasadową kamienicę. Mniej więcej zdawali sobie sprawę co jest dobre a co złe. Komu zaufać a komu podziękować. Co jest w miarę w dobrym stanie, a co nadaje się do remontu.

Z drugiej strony mam nadzieję, że rok 2010 jest początkiem masowego przebudzenia z platformianego (dla jednych - snu, dla drugich - obłędu).

SLD było skompromitwane, wyniszczone własnymi rządami i przygniecione wskutek wspólnych, skondolidowanych POPiSowych działań. Sojusz nie nadawał się nawet do remontu. Niestety zamiast ich przegonić, pozwolono ukryć się w piwnicy, z której coraz częściej i odważniej, jakby zapomnieli o niedawnych kompromitacjach wychodzą - Ci sami sprzed laty i co gorsze - pouczają, krytykują. 

I na co warto zwrócić w tym miejscu uwagę, w 2005 roku chyba po raz pierwszy tak wyraźnie powróciła do głosu ta część środowisk opozycyjnych sprzed 1989 roku, z którą władze komunistyczne rozmawiać nie chciały. To wtedy nastąpił szok, bowiem okazało się, że w rękach tych ludzi znajduje się realna władza. Platforma jako cześć tego postsolidarnościowego środowiska nie była zadowolona, że tacy ludzie wygrali. Owszem akcepotowałaby ich w swoich szeregach gdyby sama wtedy wygrała, ale taka sytyacja kiedy musi się podporządkować była nie do przyjęcia. Podwójna przegrana, bo przecież i w parlamentarnych i w prezydenckich wyborach musia być druzgocąca, szczególnie dla lidera Donalda.

PiS dodatkowo przerażał tym, że na prawdę planował zrealizować swoje obietnice wyborcze, m.in. dekomunizację oraz ostrą walkę z korpucją, zaczynając w pierwszej kolejności od elit władzy.

Przecież samo mówienie o tym sprawiało, że dotychczasowe elity III RP dostawały dreszczy. I historia się powtórzyła podobnie jak w przypadku rządu Olszewskiego. I nawet jakby Kaczyńscy niewiadomo jak pragnęli swoje obietnice zmaterializować, przy ich 26-procentowym poparciu z 2005 roku nie daliby rady. To było jest i będzie wciąż za mało, żeby takie zmiany przeprowadzić.

Platforma częściowo mająca inne pochodzenie genetyczno-polityczne dodatkowo dotknięta goryczą porażki nie mogła pozwolić na panoszenie się PiSu. Dlatego zrobiła wszystko aby w koalicję z PiSem nie wejść. Nagle okazało się, że jako przegrani powinni otrzymać teki połowy ministrów i premiera. Na co dumny z wygranej PiS pozwolić sobie nie mógł. Dziwicie się? Bo ja nie... przecież wybory wygrali.

Dlatego aby zdyskredytować swoich oponentów Platforma zdecydowała się na wmanewrowanie partii rządzącej w nierokującą niczego dobrego koalicję z politycznymi oszołomami: Giertychem i Lepperem. Gdyby nie woda sodowa, która odbiła obu panom być może i ta koalicja byłaby w stanie dotrwać do końca kadencji, no ale nie dotrwała. A że był to rok 2007 (czasy jakby nie patrzeć rozwoju nowoczesnych technologii, nowoczesnych źródeł komunikacji społecznej, perswazji społecznej za pomocą tych środków) toteż Platforma postanowiła jako pierwsza na niespotykaną dotąd skalę użyć owych technologii do zniszczenia swojego (już wtedy) wroga numer 1. Wrzask i atmosfera strachu wykreowana przez prominentne gęby partii opozycyjnej zmusiły PiS do oddania władzy, jeśli miłe im było życie. Dowartościowanie młodych, wykształconych i z wielkich miast przyczyniło się do zwycięstwa Platformy. Miał wtedy miejsce największy w "wolnej" Polsce festiwal ściemy i kreowania bezideowości na kształt  rzekomej wartościowej idei walki o lepsze państwo.  W gruncie rzeczy zbudowano wtedy negatywny elektorat a nie pozytywny, zrzeszony w imię jakiejś wartościowej misji.

Zatem ten którki epizod, kiedy do władzy doszło środowisko wrogie wobec dotychczasowych elit postkomunistycznych lub postsolidarnościowych zakończył się. Ostał się jedynie mały przyczółek wokół prezydenta, który do 2010 roku miał sprawować swój urząd. Ale jak dobrze pamiętamy i nim się zajęto.

Mniej więcej od 2008 roku już na poważnie dyskredytowano urząd prezydenta siegając po wszelkie możliwe środki. Prezydenta ośmieszano, obniżano jego rangę, odmawiano przywilejów, zakrzykiwano, komprominotwano, skarżono na niego za granicą itd. itd.

I wszystko wskazywało na to, że oprawcy pozostaną bezkarni, prezydnet zakończy kadencję, zastąpi go ktoś z partii rządzącej i będzie po sprawie. I dalej III RP będzie sobie płynąć.

Niestety 10 kwietnia wszystko się zmieniło i chociaż dotychczasowe mechanizmy nie zawiody... skutecznie wmawiając Polakom, że nic się właściwie nie stało... to jednak w kamienicę zwaną III RP trafił solidny piorun. I powracając do początkowej alegorii Polski jako kamienicy, część fasady odpadła, ukazując prawdziwy stan budynku. I jeżeli w tym momencie odpowiednim politykom uda się umiejętnie pokazać lokatorom tej kamienicy w jakim syfie mieszkają... uda się w sposób wiargodny udowodnić w jakim stanie jest instalacja elektryczna, wodna i gazowa, może to ich przekona do tego, że remont, choć kosztowny i wymagający wyrzeczeń jest konieczny. Uczciwa i fachowa ekipa remontowa już jest, wystarczy tylko dać jej szanse. Już raz próbowali dokonać remontu, ale źle się do tego zabrali. Na łby im pospadał tynk i odpuścili. Dzisiaj, kiedy zatrzęsło całym budynkiem i wola remontu jest silniejsza może warto spróbować. Tak więc pozostaje liczyć tylko na to, że lokatorzy przekonają się, że remont jest koniecznością i wybiorą właściwych fachowców do jego przeprowadzenia. Bez remontu droga do rewitalizacji jest niemożliwa. Bez remontu - kamienicy grozi wyburzenie. W najlepszym wypadku kupi ją ktoś obcy i urządzi po swojemu.

travis85
O mnie travis85

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka